mø: czyli jak brzmi electropop, który się nie rozdrabnia

Podczas gdy jej kawałek „Lean On” nagrany z Major Lazer rozrywa na strzępy listy przebojów, my spotykamy się z duńską piosenkarką, aby porozmawiać z nią o muzyce, podróżach w kosmos i Spice Girls.

tekst i-D Staff
|
13 Sierpień 2015, 1:41pm

Gdy dzwonimy do Karen Marie Ørsted, ta właśnie wygrzewa się na słońcu w ogrodzie swojego domu w Kopenhadze, cieszy się z tego, że pierwszy raz od dłuższego czasu nie doświadczyła jet lagu [zespół nagłej strefy czasowej] i planuje uciec ze swoim chłopakiem, także muzykiem. „Przez ostatnie miesiące żyłam w jakimś bardzo wyraźnym śnie, teraz jednak mam tydzień wolnego, więc jedziemy na wycieczkę w norweskie góry. Kocham wyjeżdżać bez komputera, być wśród natury i nie mieć nic do roboty oprócz chodzenia, więc strasznie się cieszę".

Ma 26 lat i od prawie 3 lat tworzy muzykę pod pseudonimem MØ. Przez 5 wcześniejszych lat robiła tatuaże metodą ręczną, a także żyła pełnią rokendrolowego życia wraz ze swoją punkową kapelą MOR. Miała też swoje rapowe alter ego, inspirowane Peaches. Ujmując to prościej: różnorodność to jej drugie imię. „To zabawne, bo z jednej strony czuję, że wiele się nauczyłam podczas mojej kariery, a mimo to nadal czuję się dzieckiem, 11-letnim w dodatku", mówi. „Myślę, że właśnie takie będzie całe moje życie. Gdy gadam ze starszymi ludźmi, to ci mówią 'wiesz co, Karen? Życie zawsze będzie miało ci do zaoferowania nowe sytuacje, w których poczujesz się totalnie niedoświadczona'". Ja myślę, że to akurat dobrze, bo bez przeszkód człowiek nie uczy się żadnych nowych rzeczy, a gdy przestajesz się uczyć, to przestajesz żyć. Bardzo ważne jest to, żeby się nieustannie poruszać. A jak robi się trudno, to tym mocniej zaciska się pięści - uważam, że każda osoba powinna sobie to wypracować".

Cofnijmy się do czasów, gdy MØ rzeczywiście miała 11 lat i dorastała na przedmieściach Kopenhagi: „Nie jestem z bogatej rodziny, ale całą kasę wydawaliśmy zawsze na podróże. Zamiast nowego telewizora, żeglowaliśmy sobie na łódce w Szwecji albo na przykład zwiedzaliśmy Rzym. Jestem za to cholernie wdzięczna. To do mnie przylgnęło, czuję to". Jako dojrzewająca dziewczynka, mała MØ ubierała się cała na czarno i wywoływała niemały zamęt w swojej cichutkim, rodzinnej mieścinie. W szkole, w przeciwieństwie do jej teledysku do „Walk This Way"(w produkcji i-D), nie była liderką hardkorowego gangu dziewczyn, ale szarą myszką i „tą śmieszną koleżanką-chłopczycą najpopularniejszej laski w szkole". Jej debiutancki album No Mythologies To Follow, wydany w 2014 roku, skupia się na nastoletnim okresie: „tych latach, kiedy stajesz się psychopatą, przez te wszystkie buzujące hormony w twoim ciele!".

Decyzję o ścieżce kariery Karen podjęła już w 1996 roku, kiedy to porzuciła plany zostania astronautką, gdy po raz pierwszy usłyszała Spice Girls: „Pamiętam, jak Geri odeszła z zespołu. Siedziałam przy biurku w swoim pokoju, wylewając morze łez. Może to pokazuje, jakie fajne miałam dzieciństwo, bo serio - odejście Geri ze Spice Girls było moim największym kryzysem". MØ dodaje również, że z chęcią by ją zastąpiła, jednocześnie śmiejąc się, że odpowiednim przydomkiem byłoby „Awkward Spice" [niezdarna Spice]. Jednak jej podobieństwo do pewnej wysportowanej członkini zespołu, na które podobno często zwraca się jej uwagę, sprawia, że piosenkarka żartuje, że chyba powoli i podświadomie zmienia się w Mel C.

Mø ma na sobie kurtkę vintage, przerobioną przez stylistkę. Top: własność modelki. Joggersy: Adidas. Klapki i skarpety: Nike.

Zastanawiamy się, co pomyślałaby młoda MØ, wiedząc, jaką gwiazdą zostanie w przyszłości? „Naprawdę, nie zdajecie sobie sprawy, jak strasznie chciałam zostać muzykiem. Marzenie było tak silne, że czasem myślę, że to może przeznaczenie... Gdybym wtedy wiedziała, to moje serce by chyba eksplodowało!" To jednak nasze serca eksplodują, gdy MØ występuje na żywo. Ubrana na sportowo z charakterystycznym, wysoko upiętym kucykiem tańczy w sposób surowy, cholernie potężny i niemożliwie zajebisty. „Kocham, jak ludzie nie spinają się za bardzo co do choreografii albo nie obchodzi ich, czy idealnie zaśpiewają, albo czy właściwi ludzie z właściwych wytwórni ich właśnie oglądają", mówi. „Chodzi o luz, o szaleństwo i o to, żeby porwać ludzi do tańca i tym szaleństwem zarazić. O bycie człowiekiem, a nie lalką. Oczywiście, super jest zobaczyć doskonałe show, ale do kurwy nędzy! Fajnie jest wiedzieć, że tam na górze jest człowiek, z którym możesz się utożsamić, wiedząc, że wcale nie trzeba być idealnym. I że możesz być sobą i świetnie się z tym czuć, wiecie, o czym mówię?" Wiemy. I dlatego właśnie MØ, z jej surową i pozytywną energią, jest bardzo, bardzo mile widzianym wzorcem na scenie muzycznej.

Piosenkarka pracuje właśnie nad swym drugim albumem wraz z producentem Ronnim Vindahlem, a także z nowym muzycznym kumplem Diplo (ich kawałek Lean On właśnie zdobywa listy przebojów, niszcząc wszystko inne po drodze), możemy się więc spodziewać czegoś niezwykłego. Poza tym jeśli cała ta sprawą z muzyką nie wypali, albo pójdzie w piach, to przecież zawsze są jeszcze podróże w kosmos. Serio: „Właśnie gadałam z Elliphant [szwedzka piosenkarka przyp. tłum] o tym, czy poleciałybyśmy w kosmos, gdyby dano nam szansę i może na ten moment trochę bym się bała, ale jak będę starsza, to chciałabym to zrobić. Jeśli mam umrzeć, to równie dobrze mogę umrzeć poza Ziemią. To przynajmniej byłoby cool". Ale nie tak cool, jak ty, MØ . Nie tak cool, jak ty.

Zobacz też: Księżniczka electropopu o swojej debiutanckiej płycie i raperskiej przeszłości.

Kredyty


Tekst: Francesca Dunn 
Tłumaczenie: Zuza Bień
Zdjęcia: Matt Jones 
Stylizacja: Intensity Gornes
Make-up: Angie Parker 
 

Tagged:
electro
diplo
mo
muzyka