z pamiętnika modelki

Kilka dni z szalonego życia Grace Hartzel.

|
wrz 26 2016, 4:25pm

Po raz pierwszy spotkałam Grace w moim salonie. Wróciłam po długim dniu w studiu. Moje współlokatorki siedziały na kanapie, a piękna nieznajoma tańczyła wśród psychodelicznych wzorów z projektora i powiedziała mi, że muszę poznać tę piosenkę. „Jest świetna, to dziewczyński zespół, ale rock'n'rollowy, niewiele osób je zna. Dlaczego?". Włączyła „Hey Lover" The Daughters of Eve, istną rozkosz dla uszu. Leżałyśmy na podłodze i chłonęłyśmy nową, ulubioną piosenkę Grace.

Grace jest piękna, stylowa i ma dobre serce. Oczy najbardziej jej się świecą przy ludziach i rzeczach, które kocha, przy miejscach i uczuciach, które chce zgłębić. Przemierza życie z otwartym sercem i pragnie tego, co najlepsze dla ludzi ze swojego otoczenia, nawet tych kilku zgorzkniałych. „Są jak wredne dziewczyny... wiesz, te, które mówią: 'Nie możesz z nami siedzieć', ale wyglądają świetnie i dobrze wykonują swoją pracę, więc dobrze im życzę".

Spędziłam czas z Grace w czasie nowojorskiego tygodnia mody, żeby zajrzeć do jej świata. W branży mody czasem ciężko się odnaleźć, panuje wiele niesprawiedliwych (i nierealistycznych) standardów, czasem zbyt wiele odpowiedzi brzmi „nie", a zbyt mało „tak". Grace jest ponad to, bo zachowuje ludzką twarz. Widzi wady branży mody, ale gra w jej grę i zwycięża. Zawsze się spóźnia, ale zawsze przybywa z radością.

Przez kilka pierwszych wieczorów tygodnia mody byłyśmy na tych samych imprezach — organizowali je nasi wspólni znajomi. Zapytałam, czy mogłabym zacząć jej robić zdjęcia, ale powiedziała, że chce się skupić na dobrej zabawie. Powiedziałam: „Obiecuję, nawet mnie nie zauważysz". Zastanowiła się chwilę i odpowiedziała: „Przyjdź o ósmej, pomaluję Bekę i ciebie, jeśli chcesz". Godzinę tworzy błyszczące, niebiesko-czarne półksiężyce nad swoimi oczami i sprawia, że powieki Rebeki są równie ogniste, jak jej czerwony strój. Grace ma na sobie błyszczącą, kosmiczną sukienkę, rozpiętą aż do pępka i właśnie przykleja niebieskie kwiaty do srebrnych butów. Tańczymy na dachu z różowym winem.

Nocą wyruszamy w miasto, najpierw do centrum. Zostałam wyrzucona z imprezy, bo nie miałam zaproszenia. Nasza przyjaciółka Sasha upada i wszystkie panie w pięknych sukniach patrzą, jak jej krew płynie po chodniku, przeszklonym letnim deszczem. Grace chce imprezować ze wszystkimi, więc opuszczamy Plazę i kierujemy się do Bed-Stuy.

Dyskoteka okazuje się komercyjnym syfem. Ale ekipa zawsze może podbić przestrzeń. Przepychamy się przed kręcących biodrami szwedzkich osiłków i dezorientujemy ich, zamiatając śmieci miotłą na środku parkietu. Suniemy czerwonymi korytarzami, wyłożonymi lustrami. W powietrzu lata confetti. „Bohemian Rhapsody" jest obleśna, ale czujemy klimat. Chcemy ukraść wszystkie kule dyskotekowe, gdy w końcu nas stąd wyrzucą.

Później spotykam Grace przed pokazem Altuzurra. Umawiamy się kawałek dalej, gdzie relaksuje się przez wielkim wejściem. „Jeszcze nie jestem gotowa, żeby tam pójść", mówi. Siedzimy i rozmawiamy, a gdy ogarnia ją zapał, postanawia ruszyć w drogę. Podchodzimy do stolika z cateringiem, gdzie zjada około 100 kiszonych ogórków. Prowadzą ją, żeby się przebrała w stanik z nadrukiem przypominającym skórę węża i kraciastą biało-niebieską sukienkę zawiązaną na boku. Grace idzie tam z korniszonem w ręku. Jej kolczyki wyglądają jak wielki, romantyczny, niebieski makaron. Medytuje w promieniach słońca, zanim zasuną żaluzje. Na wybiegu jest idealna.

Grace wychodzi z pokazu i zarzuca na siebie biało-czerwono-niebieski garnitur. Myje włosy w umywalce, wlecze swoje torby i pędzi na następne przymiarki.

Za kulisami pokazów mody dużo się czeka. Grace lubi wykorzystywać ten czas w pełni. Przed pokazem Coach pracuje nad muzyką. Jej głos idealnie pasuje do pulsującego elektro. Coach daje jej w prezencie T-shirt z Elvisem i wypasiony pasek z jej imieniem.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Wszyscy są podekscytowani pokazem Marca Jacobsa. Grace dowiaduje się, że w nim pójdzie dzień wcześniej. Trzyma mnie za rękę, gdy sześcioro fryzjerów godzinami doczepia jej tęczowe dredy. „Przepraszam, że milczę Olivio, po prostu cierpię". Gdy kończą, dziękuje wszystkim za poświęcony czas i mówi, że ich kocha.

Jej buty mają ponad 15 centymetrów wysokości, a musi w nich iść szybko. Jeszcze nie jest ubrana. Musi zobaczyć wybieg, poćwiczyć chodzenie w swoich butach. Wszyscy starają się znaleźć jej zielone pantofelki i gdy grzecznie odrzucają jej pomoc, dzwoni do swojego chłopaka na FaceTime — to jego urodziny. Od razu odbiera. Grace pokazuje mu swoje włosy i mówi: „Jestem syreną". Śmieją się do siebie przez Ocean.

Gdy zobaczyła wybieg oświetlony pięknymi kulami spadającymi z nieba, jak gwiazdy, zatkało ją z wrażenia. Lubię myśleć, że może takie chwile przypominają jej, dlaczego moda jest taka interesująca — bo może zatracić się w świecie piękna.

W końcu buty się odnajdują, Grace ćwiczy chodzenie i zostaje ubrana, a jej powieki są dokładnie pomalowane zieloną farbą. Dołącza do kolejki pięknych dziewczyn z pastelowymi dredami.

Po pokazie zrzuca z siebie wszystkie warstwy, przytula Kiki, Lili i Rebekę. Bierzemy ze sobą szampana do metra. Żeby się do niego dostać, biegniemy przez garaż na 55 Alei, z dala od fotografów ulicznych. Grace zwija się na kolanach Lili.

Tego wieczora wracam z Grace do domu, żeby pomóc jej spakować się na najbliższe trzy tygodnie (Londyn, Mediolan, Paryż) i zrobić kilka zdjęć. Śpiewa pod prysznicem i tańczy z czerwoną wstążką na sutkach. Bawi się syntetyzatorem i gitarą, a potem zasypia. Pozwala mi spać obok, żebym zobaczyła, jaki ma nieład na głowie rano. Rozmawiamy o chłopakach i miłości. Mówi mi, że jeszcze dużo spraw musi przemyśleć.

Rano pomagam jej znieść walizki z piątego piętra. Jest spóźniona na transport na sesję przed lotem do Londynu, ale poranne światło świeci przez jej pięknego, potarganego czeskiego piłkarza i serdecznie wita kierowcę — nikt się nie gniewa. Macha mi przez okno, a jej niebieskie oczy lśnią jeszcze jaśniej, niż zwykle.

Przeczytaj też:

Kredyty


Zdjęcia i tekst: Olivia Bee | ICONOCLAST IMAGE