gender, rasizm i silne kobiety

Moja tożsamość nie jest zawodem ani sposobem na karierę!

|
30 Wrzesień 2016, 2:46pm

Jeśli chodzi o popularne tematy w świecie mody — płeć, różnorodność, granice — niewiele osób potrafi je skomentować lepiej niż Collier Schorr. Od trzech dekad jej fotografie stanowią piękne i konfrontacyjne obserwacje społeczeństwa pełnego tematów tabu. Schorr urodziła się w Queens (okręgu Nowego Jorku) w 1963 roku, a jej rodzina ma niemieckie, brytyjskie, rumuńskie i litewskie korzenie. Dorastała na konserwatywnym przedmieściu w latach 70., a mimo to rzuciła się w wir nowojorskiej sceny artystycznej oraz LGBT+. W 1989 roku, zaraz przez zjednoczeniem, przeprowadziła się do Niemiec i zaczęła je fotografować. Przez 20 lat odkrywała europejską i amerykańską historię XX wieku, wyrażając ją w prowokacyjnych pracach, skupionych na militarnej symbolice, dorastaniu, seksie i tożsamości narodowej. Teraz jest jedną z najbardziej uznanych artystek świata mody.

Musisz mieć wyjątkowe podejście do tzw. kobiecego punktu widzenia?
Pochodzę z pokolenia, które przez ubrania i fryzury zaznaczało swoją tożsamość. Słowo „kobieca" samo w sobie wydawało się oderwane od mojego codziennego życia. Prawa kobiet były bardzo ważne, ale bycie kobietą wydawało mi się jakąś obcą koncepcją, gdy patrzyłam w lustro. W latach 80. nawet nie mogłyśmy pokazywać rzeczy ze swoje perspektywy. To było zakazane, bo nawiązywało do uszczerbku, jaki u kobiet wywoływało uprzedmiotowienie. Brak własnego punktu widzenia nie jest odpowiedzią, więc teraz ciągle z niego patrzę. Chociaż gdy patrzę przez obiektyw, nie jestem pewna czy reprezentuję jedną z dwóch konkretnych perspektyw.

Dlaczego fotografki są teraz tak ważne?
Za mojego życia mężczyzna nie stworzy już nowego zdjęcia. Nie żebym myślała, że mężczyźni robią złe zdjęcia, ani że nie stworzyli jednych z moich ulubionych fotografii. Po prostu oni tworzą już od tak dawna, że widzieliśmy chyba już wszystko, co mogą zrobić, jeśli świat nie zmieni się w dramatyczny sposób. Cieszą mnie zdjęcia autorstwa kobiet, bo w historii nie było ich wiele. Jedno nie jest lepsze od drugiego, ale z pewnością uważam, że zdjęcia mężczyzn nie są tak niesamowite, żeby przez cały czas okupować branżę, tak jak do tej pory.

Czy myślisz, że lesbijki są teraz modne?
Uważam, że nasz seks jest zbyt skomplikowany, żeby ktoś podejmował się tego zadania tylko dla kariery. Naprawdę trzeba się wysilić. Nie uważam, że to trend. Może kobiety są troszkę bardziej interesujące. Wieki temu Joe McKenna i ja rozmawialiśmy. Powiedziałam mu, że moim zdaniem geje są passé, a on spojrzał na mnie z takim szokiem i przerażeniem... Później się z tego śmialiśmy. Uczyłam się kultury gejów ze sztuki i od nich samych w latach 80., więc wierzcie, że bardzo doceniam tę grupę. Do tej pory kultura była zdominowana przez pewne głosy. Wbrew temu, co myślicie, teraz nie pojawiło się więcej lesbijek, po prostu ludzie interesują się nimi bardziej.

Myślisz, że w świecie, który kocha Kristen Stewart, lepiej jest być lesbijką?
Świat zdecydowanie jest lepszym miejscem, gdy mieszka w nim Kristen. To samo tyczy się Jodie Foster. Gdy byłam młodsza, wyobrażałam sobie elegancki obiad gdzieś na West Village, z tymi wszystkimi pięknymi, inteligentnymi lesbijkami, Jodie obok Susan Sontag. Ale w rzeczywistości np. taka Fran Leibowitz nie znała żadnych lesbijek, gdy przyjechała do Nowego Jorku, bo nie było znanych, kreatywnych kobiet, które chodziły po klubach. Dlatego zafascynowali ją geje, bo wtedy oni tworzyli kulturę, mieli domki letniskowe i ładne meble. Teraz na Instagramie pojawiają się konta, takie jak @h_e_r_s_t_o_r_y, które obserwują tysiące fanów. Wrzucają zdjęcia marszy lesbijek z lat 70., a ludzie kopiują koszulki. Zdobyłyśmy większą widoczność, ale tylko dlatego, że nie ma już nowych rzeczy do odkrywania. Znudziło nas nieustanne odświeżanie tych samych, starych ikon.

Opowiedz nam o swojej sypialni z okresu dojrzewania.

Gdy miałam 14 lat, odkryłam zarys penisa Roberta Planta w jeansach na plakacie w mojej sypialni. Miałam dział aktorek, Ralpha Laurena, Calvina Kleina i Debbie Harry. Zdjęcia wypełniały pustkę, bo w szkole średniej w 1979 roku nie miałam z kim się umawiać. Szczególnie że nawet nie dostałam się do drużyny softballowej, co było moją jedyną nadzieją.

Jak wielki wpływ na twoje prace wywarło to, że lubisz dziewczyny?
Nie robiłam im zdjęć. Uczyłam się pożądania z literatury gejów i kampanii Calvina Kleina. Nauczyłam się miłości, uwodzenia i narcyzmu od Isherwooda, Bowlesa i innych brytyjskich gejów, a także czarnoskórych i wielbicieli kampowej estetyki. James Baldwin wywarł na mnie wielki wpływ. Zdjęcia Herba Rittza i Madonny przekonały mnie, że mogę się zakochać.

Czy to przez seks i siłę?
Oraz dominację i wszystkie reklamy Valentino Helmuta Newtona z Leslie Winer. Kserowałam te zdjęcia, ręcznie kolorowałam i przerabiałam na przypinki. Była jedynym znaczkiem z twarzą, jaki kiedykolwiek nosiłam. Była dla mnie jak David Bowie.

Czy robiłaś kiedyś zdjęcia Madonnie?
Nie, nie mogłabym. Bardzo mnie wspiera, kupowała naprawdę ciężkie prace. Kiedyś ją poznałam, rozmawiałyśmy jakieś pięć minut na imprezie urodzinowej w latach 80. i to mi wystarczyło. Mam idealne wspomnienie. Uwielbiam w niej to, że zawsze widać w niej prawdziwą, ludzką kruchość — w wywiadach i na scenie. Właśnie dlatego tak nas przyciąga: jej pragnienia, ambicje, lęki i inteligencja są prawdziwe. To poruszające.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Co sądzisz o nonkonformizmie płciowym?
Kochanie płci oznacza kochanie ich obu. Muszę przyznać, że tzw. płynność płciowa interesuje mnie o wiele mniej, niż jedna płeć eksperymentująca z drugą. Nadal wierzę w system dwupartyjny. Można buntować się przeciwko czemuś, jeśli nie ma w tym niczego stałego, konkretnego. Lubię bunt. Nudzę się, jeśli go nie ma, bo bez problemu nie ma też zmian.

Dlaczego w dzieciństwie interesowała cię fotografia modowa?
Przebieranie się i stylizowanie włosów wydawało się o wiele bardziej performatywne, niż korekta płci. Media społecznościowe stworzyły cały przemysł związany z gender. Moja tożsamość nie jest zawodem, sposobem na karierę ani platformą. To świat, z którego mogę tworzyć postaci. Moim zdaniem zdjęcie „silnej kobiety" nie przedstawia jej patrzącej w aparat, ubranej w męską kurtkę. To tylko fasada i jeśli nie pasuje do reszty prac, to moim zdaniem tylko zawłaszczenie.

A co z debatą o różnorodności? Co sądzisz o krytyce, z jaką spotkał się Demna Gvasalia, gdy w poprzednim sezonie nie zaprezentował różnorodności rasowej na wybiegu?
On tworzy pewną fantazję dotyczącą wschodnioeuropejskiej kultury. Wybieramy ludzi, którzy podobali nam się już w dzieciństwie. Ogólnie rzecz biorąc, podobają nam się ludzie, którymi chcielibyśmy być — czyli bardziej atrakcyjne wersje nas samych. To błędne koło, które nas otacza i bierze się z dzieciństwa. Jeśli dorastasz w kulturze, która jest bardzo homogeniczna, jako dziesięciolatek podkochujesz się w tym samym typie urody i za nim podążasz. Ważne zmiany podważają konwencjonalne definicje samego piękna.

Czy utożsamiasz się z tym?
Moje prace były nadzwyczaj białe. Czekałam, aż ktoś mnie o to zapyta, ale nikt tego nie zrobił. Myślałam, że to szalone. Gdyby zapytali, powiedziałabym: gonię fantazje o chłopcach z mojej szkoły, którzy zdawali się posiadać wszystko, czego nie miałam. Goniłam nazistowską propagandę o blondynach z „Dźwięków muzyki", bo cała moja tożsamość była spowita w marzeniu o uchwyceniu nazistów i zdominowaniu ich moim aparatem. Chodziłam do białej i heteroseksualnej szkoły średniej. Niemcy w latach 90. wyglądały podobnie.

Dlaczego te tematy cieszą się taką popularnością w świecie mody?
W modzie nie ma wystarczającej liczby czarnoskórych projektantów i fotografów, którzy są wspierani tak mocno, by mogli szerzyć swoje szkolne fantazje. Zainteresowanie tym co inne, jest naszym obowiązkiem, nawet jeśli ten termin wydaje się teraz tak niebezpieczny. Jeśli w pracach tkwi jakaś koncepcja, związana ze wspomnieniami, niektórzy nie będą chcieli iść na kompromis, by ją zmienić. Ale to nie oznacza, że taka praca nie może ewoluować. To nie problem castingów, ale twórców.

Przeczytaj też:

Niedoceniona pionierka

Berlin przez ostatnie 30 lat

Nastolatki na przestrzeni lat

Kredyty


Tekst: Anders Christian Madsen
Zdjęcia: Collier Schorr