dziewczyny na początku nowego wieku

Wizualne stereotypy ostatnich lat: cheerleaderki, striptizerki, wyrzutki, modelki i debiutantki z klas wyższych.

tekst Oliver Lunn
|
31 Sierpień 2016, 4:00pm

Przeglądając reedycję książki Lauren Greenfield — „Girl Culture" — która zawiera zdjęcia cheerleaderek, striptizerek, modelek i debiutantek z klas wyższych, uderza nas ukryte piękno tej kultury. Tkwi ono w pragnieniu szczuplejszego ciała, ładniejszej twarzy, większej popularności w szkole. 15-letnia Sheena goli ręce, bo uważa, że „włosy są do niczego", 13-letnia Fina siedzi na solarium, a pewna 18-latka przebywa w klinice leczącej zaburzenia odżywiania.

Zdjęcia powstawały pięć lat. Książka przygląda się lękom i kompleksom dziewczyn, zarówno tych popularnych, jak i mniej lubianych. Greenfield nie jest biernym widzem — przeprowadziła również wywiady ze swoimi bohaterkami. Jak reporterka pragnąca wyjaśnień szukała odpowiedzi na pytanie: jak wygląda życie dziewczyny w Ameryce? Wywiady przeprowadzone w pierwszej osobie były wstępem do jej późniejszych eksperymentów z dokumentami: „Thin" z 2006 roku, „The Queen of Versailles" z 2012 oraz kampanii #likeagirl, która podbiła internet i zdobyła Emmy. Spot analizował, w jaki sposób słowa „jak dziewczyna" stały się obelgą i jak to wpływa na dorastające dziewczyny.

Przed spotkaniem z Greenfield zdawałam sobie sprawę, że projekt „Girl Culture" (oryginalnie wydany w 2002 roku) jest już przeszłością i autorka może pamiętać go jakby przez mgłę. Mimo to z elokwencją i zaangażowaniem mówiła o głęboko zakorzenionych problemach wpływu mediów, presji grupy oraz zjawiska, które nazywa „przedwczesną seksualizacją dziewczyn".

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

W „Girl Culture" pojawiają się pewne typy postaci, które ludzie mogą rozpoznawać z filmów — cheerleaderka, wyrzutek... Czy analiza tych stereotypów była twoim celem?
Myślę, że w stereotypach tkwi siła, tak samo, jak w lekceważeniu ich. Gdy zwróciłam uwagę na popularne dziewczyny w Edinie (Minnesota), zauważyłam kilka rzeczy. Po pierwsze, popularność jest naprawdę ważna — to przekonanie panuje tam od dawna. Kolejną, antropologiczną warstwą było dowiedzenie się, że popularność jest oparta na komercyjnych wartościach — trzeba robić zakupy w jednym z trzech sklepów: Abercrombie, Gap albo J Crew. Trzeba nosić ubrania z tych miejsc, ale nie wolno mieć tej samej koszulki, co popularna dziewczyna, bo się zdenerwuje.

Uderzyło mnie, że popularne dziewczyny miały z tymi mniej lubianymi więcej wspólnego, niż sądziły.
Tak, nauczyłam się tego przy pierwszej książce, „Fast Forward", która opowiadała o dorastaniu w Los Angeles. Zdjęcie z okładki pokazuje grupę nastolatków z Beverly Hills High w kabrioletach na plaży. W centrum zdjęcia znajduje się Mijanou — piękna dziewczyna, która zdobyła tytuł „najlepszego ciała" w całej szkole. A w wywiadzie opowiedziała, jak ciężko jest odstawać od reszty, że pochodzi z biednej rodziny i nie stać jej na ubrania, samochody i domy, jakie miały dzieciaki z Beverly Hills. Pamiętam, że gdy zorganizowałam wystawę z tymi pracami, przyszli na nią jej znajomi z klasy i stwierdzili: „O czym ona mówi? Przecież miała łatwe życie". Myślę, że stąd właśnie bierze się napięcie.  

„Girl Culture" czasem chwyta za serce, np. gdy widzimy dziewczyny z zaburzeniami odżywienia i problemami z wagą. Czy w trakcie waszych spotkań ten motyw powtarzał się często, czy to raczej coś rzadkiego?
Znałam ten temat już z własnego doświadczenia z czasów szkoły. Wiele moich prac zaczyna się od okresu dorastania, tego okresu budującego tożsamość. Zaczęłam „Girl Culture" z myślą o moich kompleksach ze szkoły średniej, związanych z wagą, modą i popularnością. To był punkt wyjścia. Potem historie tych dziewczyn przeniosły mnie gdzie indziej, ruszyłam w podróż i nie wiedziałam, dokąd mnie to zawiedzie. Pomyślałam, że ciało jest najważniejszym środkiem wyrazu dziewczyn, zwróciłam też uwagę na ekshibicjonizm kultury i jej wpływ na zwykłe nastolatki.

Jak myślisz, co wywiera na nie największą presję w okresie dojrzewania?
Chyba nie mogę tego zredukować do jednej rzeczy i wskazać, co jest największym problemem, ale ważna jest prezencja, czyli waga, ubrania oraz osobowość. W czasach mediów społecznościowych sytuacja się pogorszyła. Jeszcze bardziej stawia się na marketing, branding. Osobowość może i jest częścią tego, ale wciąż chodzi głównie o wygląd zewnętrzny. To zainspirowało mnie do stworzenia „Girl Culture".

Niektórym część dziewczyn może wydawać się sztuczna — są zainteresowane wyłącznie makijażem i markowymi ubraniami. Czy starałaś się nie patrzeć na nie z góry?
Nie patrzę na nie z góry. W tej książce nie ma ani jednego dzieciaka, z którym się nie utożsamiam. Czasem ludzie mówią: „A gdzie normalne dziewczyny?". Moim zdaniem to właśnie one. Chcę uchwycić moment pokazujący część kultury, która ma wpływ na nas wszystkich. Nieważne jak głębokie i wartościowe są nasze życia, my też przyłapujemy się na gapieniu w lusterko. Nie możemy twierdzić, że jesteśmy ponad to. Dlatego nie wytykam nikogo palcami. Staram się zobaczyć w nich nasze odbicie.

Czy uważasz, że teraz to mniej prawdopodobne, że dziewczyny opuszczą maskę, bo nastolatki są bardziej świadome własnego wizerunku, np. w internecie, na Instagramie lub Snapchacie?
Znaczna część moich prac dotyczy wpływu mediów, ale wiele z tych idei poszło jeszcze dalej w tym kierunku przez media społecznościowe. Teraz panuje przekonanie, że nie prezentujesz się jedynie swoim przyjaciołom, ale całemu wirtualnemu światu. Wizerunek stał się o wiele ważniejszy, bo wielu ludzi zna cię tylko ze zdjęć. Dzieciaki nie tylko kochają marki, ale wręcz same się nimi stają. To bardzo interesujące i ciekawe. Myślę, że doświadczyłam początku wielu dziwnych trendów, które nabrały rozpędu, co wcale nie wyszło na dobre. Za to do zmian na lepsze można zaliczyć naszą świadomość tego zjawiska. Myślę, że „Like A Girl" wyrażało właśnie to. To nie była nowa idea, ale nadszedł jej czas.

Skoro już jesteśmy przy tym temacie — kampania „Like A Girl" też podbiła internet i była bardzo popularna. Czy tworząc ją miałaś podobne założenia jak przy „Girl Culture"?
Tu założenia były jasno określone — chciałam sprawdzić jak słowa „jak dziewczyna", które wydają się bardzo obiektywnym opisem, stały się obelgą. Przeprowadziłam ankietę z setkami ludzi i zobaczyłam, że od pewnego wieku te słowa wywołują bardzo negatywne skojarzenia. Co to oznaczało? Tak naprawdę nic, dopóki nie usłyszeliśmy reakcji. Było w tym coś bardzo poruszającego. W końcu ludzie poczuli się dzięki temu silniejsi, dzielnie to przyjmowali i mówili „'jak dziewczyna' znaczy 'jak najlepsza piłkarka świata'" albo „'jak dziewczyna' czyli 'jak inżynierka'". To nie było bezpośrednio związane z tematem ciała, jak w „Girl Culture", bardziej przypominało feministyczne przebudzenie. Myślę, że to pokolenie z jednej strony słyszy, że wszyscy jesteśmy równi, a z drugiej, że wcale nie i zmaga się z tymi przeciwnościami. To było bardzo mocne, chociaż w zaskakujący sposób.

Czy dziewczyny z „Girl Culture" wydają ci się zupełnie inne od tych z „Like A Girl"?
Nie. Znaczna część „Girl Culture" doświadczyła przedwczesnej seksualizacji, która bierze się z wpływu mediów oraz wyolbrzymiania tego tematu przez rówieśników. Gdy przyjrzymy się, co ludzie wrzucają na media społecznościowe i przeanalizujemy ich selfie, zobaczymy, że przedwczesna seksualizacja jest jeszcze powszechniejsza niż wcześniej. W czasach „Girl Culture" celebrytką była Jennifer Lopez w kusej sukience. Teraz mamy Kim Kardashian z sekstaśmą na koncie. Wiele tych pomysłów jest wciąż aktualnych, ale w pewien sposób to bardziej ugładzony rodzaj ekspresji.

Książkę „Girl Culture" Lauren Greenfield wydawnictwa Chronicle Books można kupić tutaj.

@OliverLunn

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Oliver Lunn
Zdjęcia: © 2002 Lauren Greenfield

Tagged:
wywiad
Wywiady
dziewczyny
Image
Kultura
ameryka
Female Gaze
wygląd
lauren greengreenfield
kultura wywiady
fotoksiążka
prezencja