stef mitchell: powrót ilustracji modowej

Nowa fala ilustratorów przywraca tej sztuce dawną świetność i wprowadza ją w XXI wiek.

tekst Rosie Dalton
|
08 Listopad 2016, 10:48am

Pomiędzy kolejnymi ujęciami w MILK Studios australijska fotografka, Stef Mitchell, pielęgnowała w sobie drugą pasję, którą jest ilustracja modowa. Po kilku latach w końcu opublikowała książkę ze szkicami. Mitchell należy do nowej fali ilustratorów modowych, którzy przywracają tej sztuce dawną świetność i zmieniają sposób jej postrzegania w XXI wieku.

Branża mody i sposób, w jaki ją konsumujemy, ciągle się zmienia, a prostota ilustracji przeżywa renesans. Spotkaliśmy się z Mitchell, żeby dowiedzieć się, dlaczego wciąż pragniemy oglądać więcej i więcej nowych rysunków.

Dlaczego zainteresowałaś się ilustracją modową?
Po prostu szkicowanie pewnych zdjęć sprawia mi przyjemność. Większość z nich jest uważana za zdjęcia modowe, jak np. fotografie Helmuta Newtona albo Ellen Von Unwerth. Wybieram takie, które moim zdaniem są bardzo mocne, graficzne, w których podobają mi się kształty.

Zawsze rysowałam dla zabawy, ale wszystko zmieniło się dzięki trzem szkicownikom, długopisom i inspirującym książkom w MILK Studios w Nowym Jorku. Szkicowałam, gdy miałam chwilę wolnego czasu. Potem z tych wszystkich prac powstała książka, a ludzie zaczęli kupować moje rysunki.

Popularność ilustracji modowej nieustannie się waha od czasu rozwoju aparatów cyfrowych. Jak myślisz, dlaczego ludzie znów interesują się tym medium?
Pewnie przez to, że każdy ma smartfona i może robić zdjęcia, co zniszczyło trochę magię fotografii. Ciągle oglądamy zdjęcia — i chociaż bardzo mi się to podoba — mamy przesyt obrazów, do których mamy dostęp w każdej chwili. Może przez to rysunki znów stały się wyjątkowe i dlatego ludzie się nimi interesują.

Czy powiedziałabyś, że funkcja ilustracji jest teraz jeszcze bardziej artystyczna; że nie jest już tylko praktycznym medium, a bardziej sposobem na kreatywną interpretację ubrań lub klimatu?
Szczerze mówiąc, nie mam pojęcia. Nie obserwuję zbyt wielu ilustratorów modowych. Widziałam za to szkice Grace Coddington — są niesamowite.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Robisz też zdjęcia. Czy widzisz podobieństwa w twoim podejściu do tych dwóch dziedzin? A może jest zupełnie różne?
Jedynym podobieństwem, jakie widzę, jest symbolika, której szukam zarówno w rysunkach, jak i fotografii. Poza tym podchodzę do nich inaczej. Pracuję nad połączeniem tych dwóch światów — zobaczymy, co z tego wyjdzie.

Czy sądzisz, że ilustracja może uchwycić coś innego, niż fotografia?
Tak. Moje rysunki są dość proste i przeważnie nie przedstawiają twarzy, co pozwala widzom na przelanie na nie własnych emocji. Zdjęcie jest przeważnie bardziej bezpośrednim komunikatem. Oglądając je, reagujemy na różne bodźce: oświetlenie, modelkę, pozę, włosy i makijaż. Bardziej je analizujemy, szczególnie jeśli zajmujemy się fotografią profesjonalnie i jesteśmy przyzwyczajeni do bycia częścią procesu twórczego.

Twoja kreska jest dość eksperymentalna i impresyjna. Co inspiruje cię do rysowania określonej rzeczy?
Bardziej niż koncepcja, interesuje mnie kształt. W rysunkach lubię, gdy coś jest jednocześnie zabawne i atrakcyjne, nawet jeśli bardzo subtelnie.

Co próbujesz przekazać swoimi pracami?
Nie robiłam tego celowo, ale chyba widać w nich feministyczny motyw przewodni — dużo dominujących, silnych kobiet.

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Rosie Dalton
Ilustracje: Stef Mitchell

Tagged:
wywiad
Wywiady
Μόδα
sztuka
Milk Studios
rysunek
ilustracja
Ilustracje
stef mitchell
ilustracja modowa