Stormzy wears T-shirt Thames.

poznajcie stormzy’ego

Bohater naszej najnowszej okładki jest jednym z wiodących głosów grime’u, najważniejszej brytyjskiej subkultury.

|
06 Październik 2016, 3:55pm

Stormzy wears T-shirt Thames.

T-shirt Thames.

T-shirt vintage Street Stars Best.

T-shirt Thames.

Bluza Thames.

Bluza vintage Breuer Dawson.

Sukces był pisany Michaelowi Omariemu na długo, zanim stał się Stormzym i wypuścił „Shut Up" i „Scary". Zdobył nagrody MOBO, AIM i Rated, klipy nabiły ponad 100 mln wyświetleń na YouTube, zagrał koncerty na całym świecie, przemówił na Uniwersytecie Oksfordzkim, podpisał kontrakt z Adidasem, zaprezentował nowe koszulki Manchester United z Davidem Beckhamem, zorganizował urodziny w parku rozrywki Thorpe Park, zagrał na Ibizie, boksował się z Anthonym Joshuą, zagrał w filmie „Brotherhood". Nawet zanim oglądał footballowy program „Soccer AM" na kanapie — jego sukces był już zapisany w gwiazdach. To było jego przeznaczenie. Stormzy, tak jak grime, po prostu był nam pisany. Jest kowalem swojego losu i nie traci wiary w siebie.

„Zawsze mówię ludziom, że taki był plan Boży. Mówię to jako normalny człowiek, nie religijny szaleniec. Jestem inteligentnym chłopakiem, twardo stąpam po ziemi. Ale to wszystko sprawka Boga. Możecie się z tym nie zgadzać — spoko, rozumiem, że niektórym ciężko jest oddać cześć Bogu lub nawet samej jego idei. Jednak moja droga była szalona i wielu rzeczy nie da się wyjaśnić. Mam tylko jedno, jedyne wytłumaczenie: Bóg ma mnie w swojej opiece".

Michael Omari stoi na balkonie swojego mieszkania w zamożnej dzielnicy Londynu, Chelsea, a przed nim rozciąga się całe miasto. Gdyby nie stojące naprzeciwko bloki, miałby widok na Tamizę. To miasto ukształtowało Stormzy'ego — czarnoskórego chłopaka z południa, wychowanego przez samotną matkę w wierze chrześcijańskiej. Michael ma też dwie starsze siostry i młodszego brata oraz nieobecnego ojca — taksówkarza, którego widywał od czasu do czasu za kółkiem. „Szkoda mi go i nie mówię tego w protekcjonalny sposób. To on stracił szansę na zbudowanie relacji", wzrusza ramionami i dodaje, że nie rozwodzi się nad brakiem ojca, bo jest mu dobrze, ma wspaniałe życie i rodzinę, a poza tym miał mamę — Abigail Owuo z Ghany. „Mama mi to wynagrodziła, świetnie się spisała. Nigdy nie czułem się, jakby mi czegoś w życiu brakowało", dodaje, leżąc wygodnie na kanapie bez koszulki w najgorętszy dzień roku. Macha na pożegnanie swojej dziewczynie, DJ-ce i prezenterce, znanej jako Maya Jama. „Idziemy naprzód, co nie? Nie można się zatrzymywać".

Duży Mike (ma ponad 195 cm wzrostu) oraz jego starsze siostry dobrze sobie radzili w szkole, ale jak sam mówi, byli „gówniarzami" — zdarzały im się aresztowania za bójki i wydalenia ze szkoły. „Daliśmy jej w kość", mówi z uśmiechem o mamie. „Trójka najstarszych dzieci w amoku, męcząca ludzi i padająca ofiarą kradzieży — szaleństwo". Gdy i-D towarzyszyło Stormzy'emu podczas wykładu na Uniwersytecie Oksfordzkim, mama wyraźnie pękała z dumy. „Moja mama jest niezłą twardzielką, jest wyjątkowa", mówi. „Świetnie mnie rozumie i bardzo wspiera. Gdy dostawałem dobre oceny, była wniebowzięta. Gdy dostałem pracę też. Teraz robi to samo. Zawsze była ze mnie dumna i trzymała za mnie kciuki".

Trzy lata temu Omari pracował jako inżynier w rafinerii przy wybrzeżu Southampton. Pracował 8 godzin dziennie i skupiał się na zajęciu, dzięki któremu unikał kłopotów i sprawiał radość mamie. „Gdy szukałem pracy, zgłaszałem się w wiele miejsc. Załapałem się na staż i tam zostałem, ale byłem beznadziejny. Nie miałem pojęcia, co robię". Na tej platformie wiertniczej poczuł, że musi wrócić do Londynu i tego, co kochał najbardziej — muzyki. „To dla mnie bardzo duchowe doświadczenie, musiałem tworzyć muzykę. Nie ma chyba lepszego uczucia od wyrażenia emocji przez muzykę. Nie da się tego przebić, to forma terapii. Nawet gdybym nie został muzykiem na pełen etat, tworzyłbym, żeby wyrzucić wszystko z siebie".

Dlatego wrócił do domu, dosłownie i w przenośni, a reszta to już historia. Nagrał kilka freestyle'owych kawałków, które na początku bardziej przypominały brytyjski road rap niż grime, a potem całkowicie oddał się światu 140BPM. Nie zważając na konwencje, rapował o przemocy domowej, a nawet śpiewał — raz przerobił piosenkę Justina Biebera. Szybko znalazł odbiorców, głodnych świeżej krwi. Scena grime'u właśnie wkraczała w renesans, a Stormzy wszedł do niej z idealnym wyczuciem czasu. W ciągu dwóch lat prześcignął nie tylko swoich rówieśników, ale także poprzedników. Godzinami można szukać sekretu jego sukcesu. Jego muzyka jest przede wszystkim genialną mieszanką bon motów z zabójczymi wersami, dzięki którym zyskał uznanie studentów, zagorzałych fanów grime'u, popu i innych raperów. Od początku wspierali go najwięksi gracze gatunku — Wiley i Skepta.

Można się zastanawiać, czy droga na szczyt była skrzętnie obmyślona. W końcu świetnie opanował sztukę mediów społecznościowych i prezentował się jako równy chłopak z najlepszymi tekstami — podobnie jak Adele czy Ed Sheeran jest ludzki, możemy się z nim utożsamiać. Jest także równie utalentowany. Na Snapchacie często można zobaczyć, jak Stormz zabiera Mayę (którą poznał na imprezie Red Bull Culture Clash w 2014 roku) do kina albo jak nabija się z Krepta i Konana, którzy podpisali umowę z Pumą (on sam jest wierny Adidasowi). To koleś, który tak jak jego fani, poleciał na Ibizę tanimi liniami — tyle że on występuje, a oni go oglądają. „Przecież jestem człowiekiem. Wejście w ten biznes tego nie zmienia. Co, nie mogę już chodzić do knajpy ze znajomymi? Nie mogę już przekomarzać się z kumplami?". Czyli to nie jest część jego taktyki? Nie próbuje nas zmanipulować przez media społecznościowe? „Widzicie człowieka, nie taktykę", zaprzecza od razu. „To nie może się udać. Jeśli czyjąś strategią jest wizerunek gangsta rapera i zachowuje się w określony sposób wbrew swojej naturze, to w końcu się wyda". „Szczerze mówiąc, na początku trochę się bałem. Gdy wkraczałem do branży, istniało tyle różnych postaci i typów artystów, że nie wiedziałem, gdzie jest moje miejsce. Dlatego postanowiłem to olać i być sobą", mówi. Dlatego Stormzy, tak jak my wszyscy, jest wyjątkową sumą wszystkiego, co się na niego składa. Raz mówi hejterom, żeby pocałowali go w dupę, a potem oddaje hołd Mayi piosenką „Birthday Girl".

„Moje przesłanie to głos 23-letniego, czarnoskórego chłopaka, który nie miał niczego i coś osiągnął. Stoi tu teraz przed wami, jako człowiek, syn, brat, chłopak, kumpel, głupek, czasem rozzłoszczona i żałosna pi*da, a czasem radosny, roztańczony idiota. To ja. Mam nadzieję, że zainspiruję was do robienia tego, co pragniecie. To mój wkład w świat".

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Stormzy to raper, aktor, mówca, lider, człowiek oddany ludziom, innowator i pionier. Ma własne zdanie i nie boi się go głosić na Twitterze, Instagramie i w wywiadach. „Dla mnie to ważne, żeby mówić to, co myślę, bo jestem czarnym chłopakiem. Czarnym mężczyzną", poprawia się. „Jeśli coś dostrzegam i to ignoruję, jestem fałszywym człowiekiem. Jeśli coś widzę i nie wyrażam swojego gniewu, staję się częścią problemu. Dlatego muszę się temu przeciwstawić. Nie będę czekać, aż coś stanie się mi lub moim bliskim, tak nie można. Mam czekać z mówieniem głośno, aż to stanie się modne? Aż moich sióstr nie wpuszczą do klubu? Aż nasza policja zacznie strzelać do czarnoskórych? 'O, teraz jestem zły, bo to wydarzyło się tutaj, przytrafiło się mi'. Nie, ja jestem zły już teraz". Wcześniej wypowiadał się także na temat Syrii — wydaje się, że potrafi czuć empatię nawet do ludzi, z którymi tak niewiele go łączy. Ale czy jest gotowy, żeby naprawdę się zaangażować, wygłaszać poglądy polityczne w piosenkach, chodzić na marsze i protestować?

„Nie wiem jeszcze, jaką odegram rolę. Nie wiem, czy napiszę piosenkę, która zainicjuje wielkie zmiany. Nie wiem, czy pomogę rozwiązać ten problem. Za to wiem, że jestem gotowy. Gotowy, by się przydać, by się do tego włączyć. Postrzegam siebie jako żołnierza. Ludzie muszą zrozumieć, że to też jest fajne. Nie zawsze trzeba być generałem, prowadzącym wszystkich do ziemi obiecanej. Gdzieś tam jest gość, który zna się na polityce. On wymyśli plan, a ja będę gotowy. Nie wiem gdzie szukać odpowiedzi, ale jestem gotowy, by zostać żołnierzem i zrobić swoje".

Jednak zanim to nastąpi, Stormzy musi wydać debiutancki album, nad którym wciąż pracuje. Brzmienie kształtują Swifta Beater i Zdot, a Stormzy zaznacza, że jego pierwszy oficjalny krążek (jeśli nie liczyć świetnej EP-ki „Dreamers Disease") będzie nietypowy, tak jak jego kariera. „Wydarzyło się tak wiele, a ja nadal nagrywam pierwszą płytę. Może powinienem wydawać już drugą. Większość artystów nie ma szansy chwalić się nagrodami i koncertami z całego świata na pierwszym krążku. Mój album jest skarbem, bo powstaje w nietypowych okolicznościach jak na debiut. Właśnie tak miało być". Przeczuwamy, że nadal nad nią pracuje i nie chce zdradzić zbyt wiele. Jednego jest pewien: to będzie w 100% czysty Stormzy. „Nie mogę się doczekać, żeby ją wydać. Chcę dać ludziom pracę, która jest mną. Będą mogli ją nazwać 'Stormzy', tak jak mogą posłuchać 'Illmatic' i stwierdzić, że to nas, albo pokazać 'Boy in da Corner' i powiedzieć, że to Dizzee. Usłyszycie Stormzy'ego — syna, chłopaka, brata, kumpla. Zamknę pewien moment w muzyce".

Wraca na balkon, żeby zapalić skręta. Stoi zaledwie 14 km, a jednocześnie całe lata świetlne, od skromnych początków w Thornton Heath. W sierpniu 2016 roku jest najgorętszą nową gwiazdą w świecie grime'u. „To szaleństwo", śmieje się. „Szaleństwo. Dziękuję za tę pozycję, dziękuję, że mogę udowodnić, dlaczego na nią zasłużyłem. Pozwólcie mi nagrać niesamowitą muzykę i pokazać wam, dlaczego jestem świetny, dlaczego nadal trzymacie za mnie kciuki". Ma to, czego trzeba i dobrze tego pilnuje. Któż nie chciałby takiego życia, pozycji gwiazdora, który kocha i jest kochany? Codziennie napotyka nowe wyzwania, niespodzianki i triumfy. „Szczerze mówiąc, po prostu staram się żyć", twierdzi Stormzy. „Tylko tyle możemy zrobić. Robię swoje i dobrze się przy tym bawię".

Przeczytaj też:

To właśnie grime: najważniejsza subkultura od czasów punku

Zrób to sam w muzyce, modzie i sztuce

Surowe piękno

Kredyty


Tekst: Hattie Collins
Zdjęcia: Oliver Hadlee Pearch
Stylizacja: Max Clark
Stylista fryzur: Shingo Shibata/The Wall Group przy użyciu Wella Professionals. Makijaż: Chiho Omae/Frank Reps przy użyciu MAC Cosmetics. Paznokcie: Riwako Kobatashi/MAM-NYC przy użyciu Dior Vernis. Asystenci fotografa: David Hans Coke, Jason Acton. Asystentka stylisty: Bojana Kozarevic.