tylko w i-D – pierwszy od 3 lat wywiad z adele!

Adele Adkins to prawdziwy wybryk natury – odmówiła wzięcia udziału w wyścigu o sławę, a i tak go wygrała. W tej chwili jest to prawdopodobnie najważniejsza brytyjska piosenkarka. W swoim pierwszym od dawna wywiadzie mówi o swej nowej płycie „2...

tekst Hattie Collins
|
27 Październik 2015, 4:45pm

Gdy Adele miała 10 lat, zmarł jej ukochany dziadek, a jej świat legł w gruzach. „Kochałam go najbardziej na świecie". Poza swoim własnym nieszczęściem głęboko czuła też ogromne cierpienie swojej babci. „Mój dziadziuś i babcia zawsze byli w idealnym związku - to była idealna przyjaźń, partnerstwo, wszystko... Chociaż na pewno o wielu rzeczach nie wiem, jako wnuczka mogę powiedzieć, że to był raj. Nie potrafię wyrazić, jak bardzo, ale to bardzo byłam załamana". Jej żałoba po dziadku była tak wielka, że Adele zdecydowała wtedy, że zostanie kardiochirurgiem. „Chciałam naprawiać ludzkie serca", mówi. Rok później, zaczęła naukę w gimnazjum Balham's Chestnut Grove School i z zapałem uczyła się biologii, dopóki nie odkryła, no cóż: „zabawy i chłopaków. Poddałam się. Nie miałam już do tego serca". I tak oto skończyła się kardioprzygoda Adele.

Dekadę po śmierci dziadka, wróciła do rodzinnego Londynu z LA, gdzie razem z producentem Danem Wilsonem nagrywała kontynuację jej debiutanckiego albumu 19. Po 11-godzinnym locie, słaniająca się na nogach ze zmęczenia po gwałtownej zmianie strefy czasowej, pojechała prosto do domu swojej mamy. „Puściłam jej niezmiksowaną wersję Someone Like You", wspomina. „Ze łzami w oczach powiedziała mi 'ty jesteś chirurgiem. Naprawiasz ludzkie serca'". „To wszystko trochę taka loteria, co nie?"

Nowy album 25 traktuje poniekąd właśnie o przypadkach i o zbiegach okoliczności. Gdy Adele poczuła się gotowa do pracy nad nową płytą, poszła do sklepu za rogiem („tak, ja też chodzę", mówi ze śmiechem) i kupiła sobie nowy notatnik. „Robię to przy okazji każdego albumu. Kupuję sobie nowy notes, wącham go, bo zapach jest bardzo ważny, a potem biorę wielki, gruby marker i na pierwszej stronie kreślę swój wiek. Po 25 jest aż pięć wykrzykników, bo pomyślałam sobie wtedy 'jak to się, kurwa, stało?!' Od 21 do 25!". Płyta jest o płynących latach i o nostalgii, tłumaczy. Jest o tym, co było, co jest, co mogło być. Jest o tęsknocie za tym, o czym nawet nie miało się pojęcia, że jest tak cenne, jak chociażby to, jak mając 18 lat piła cydr z kumplami w Brockwell Park. „To były najprawdziwsze i najlepsze momenty mojego życia i szkoda, że wtedy nie wiedziałam, że nigdy więcej nie będę mogła już sobie po prostu usiąść w parku i wyżłopać cydru czy piwa ze znajomymi". I nie dlatego, że jest sławna, ale dlatego, że jej życie, tak samo, jak życie jej szkolnych przyjaciół - zmieniło się. Nie są już beztroskimi nastolatkami. „Myślę, że ta płyta jest o próbach wymazania przeszłości", mówi zamyślona. „Będąc rodzicem i mając już ponad 25 lat, po prostu nie jestem w stanie martwić się rzeczami, którymi kiedyś tak lubiłam się martwić". Lubiła się martwić? „O tak, kurewsko kochałam całą tę dramę", mówi z przekąsem, „Ale teraz gdy jestem matką, to właśnie to jest moim głównym zmartwieniem. Dużo rzeczy musiałam wypierdolić z głowy, co jest bardzo dobrą terapią, bo ja jestem pamiętliwa, lubię się poumartwiać, a życie jest naprawdę prostsze, jak nie zadręczasz się przeszłością".

25 prawdopodobnie zostanie odczytany przez krytyków jako refleksja nad sławą i fortuną, ale to nie wydaje się ani trafne, ani sprawiedliwie. Adele ma taką niesamowitą umiejętność zmieniania swoich własnych, osobistych doświadczeń na kolektywny nastrój. Jej serce pęka, tak samo, jak nasze, ona się męczy i my się męczymy, bez względu na to, kim jesteśmy i co robimy. 25 to kontemplacja tego, jak się zmieniamy, mając 20 lat, nieważne, czy jesteśmy sławną piosenkarką, studentem, hydraulikiem czy świeżo upieczoną mamą.

Czymkolwiek tak naprawdę jest 25, to ma się wrażenie, że sama Adele jeszcze tego nie wie, bo płyta jest w fazie miksowania i masteringu. Nie jest to 21, płyta sprzedana w 30-milionowym nakładzie, która zebrała multum nagród i katapultowała ją do rangi międzynarodowej supergwiazdy. „Zależało mi, żeby nie robić znowu 21. Na pewno nie chciałam robić płyty o złamanym sercu, bo nie mam złamanego serca, a prawdopodobnie i tak nie udałoby mi się przebić poprzedniej, więc po co? Trochę odgrzewany kotlet, co nie?", mówi. „Poza tym, to, jak się czułam, pisząc 21, to teraz myślę, że nie warto już się tak czuć". Jak się czuła? „Byłam cholernie smutna i cholernie samotna. Nieważne, czy jestem teraz mamą, czy czyjąś dziewczyną, nie chcę się już kiedykolwiek tak czuć", zaznacza stanowczo.

Adele Laurie Blue Adkins, ma obecnie 27 lat i na koncie odznaczenie Orderem Imperium Brytyjskiego. Na swój pierwszy od trzech lat wywiad pojawia się w biurze swojej wytwórni płytowej XL, gdzie nagrywają również Dizzee Rascal, M.I.A. i Tyler, The Creator. Ma przy sobie wielkie słuchawki, Macbooka Pro, promocyjną kurtkę XL, iPhone'a 6 i torbę z Bobem Budowniczym. Zamawia zieloną herbatę. „Staram się być zdrowa", mruczy, po czym śmieje się, że można sobie wmówić, że jadło się chińskie, pijąc zieloną herbatę. „Smakuje trochę jak wontony [chińskie pierożki]", mówi.

Ubrana jest w czarne legginsy, czarną bluzkę, czarny kardigan, czarne Nike'i 5.0 Shield, ma niepomalowane paznokcie, zero biżuterii, oprócz dwóch dużych kółek w uszach. Bezceremonialnie usadawia się na podłodze, gotowa, by puścić i-D aż siedem piosenek z 25. „Denerwuję się", mówi z błyskiem w zielonych oczach, jednocześnie majstrując przy kablu AV. „Jesteś pierwszą osobą po moim menadżerze, która to usłyszy". Otwiera swojego iTunesa, po czym pyta: „No dobra, ja pierdolę, co mam puścić jako pierwsze? Ok, ten się nazywa Hello i to będzie pierwszy singiel". Naciska play i jedziemy. To naprawdę miód na uszy, usłyszeć głos Adele ponownie po czterech latach nieobecności. Trzy i pół minuty później piosenka się kończy i obie mamy łzy w oczach. No dobra, ja mam.

Na początku października nagrała teledysk z Xavierem Dolanem, który namówił Adele do gry aktorskiej, co niespodziewanie jej się spodobało. „Powiedział, że jestem całkiem niezła. Musiałam płakać i w ogóle. Wiesz co, trochę się czuję jak pizda, bo przez te wszystkie lata mówiłam, że nigdy nie zagram, a jednak mi się podobało". Musiała zostawić swojego 3-letniego synka, Angelo, w domu, co już nie było taką frajdą. „To była najbardziej wyczerpująca rzecz, bycie bez mojego dziecka". Jak wygląda życie matki? „Kurewsko trudno. Myślałam, że będzie łatwiej. Myślałam sobie, przecież każdy to robi, to niby co w tym, kurwa, trudnego. Ahhhh...", wzdycha z dramatyzmem. „Nie miałam pojęcia. To jest trudne, ale fenomenalne. To najlepsza rzecz, jaką w życiu zrobiłam. Robi ze mnie debila, sprawia, że czuję się młoda. Nic tak nie przygnębia, jak dziecko, które histeryzuje i odmawia robienia tego, co mu każesz. Kiedyś mój własny świat kręcił się wokół mnie, a teraz kręci się wokół niego". Adele dorastała w zupełnie innych warunkach niż jej syn. Pochodzi z przeciętnej rodziny z klasy pracującej. Wychowała ją samotnie matka, Penny, która zabierała ją do Brixton Academy na koncerty Beautiful South i The Cure, gdy Adele była malutkim dzieckiem. „Miałam super dzieciństwo. Dostałam dużo miłości, co jest cholernie ważne, zdaję sobie z tego sprawę teraz, jako matka. To, jak wychowuję mojego syna, różni się tylko środowiskiem, miejscem, ale zasady pozostały niezmienne".

Hello jest o zranieniu czyichś uczuć, ale mówi też o pozostaniu wiernym sobie, co często jest trudne do zrobienia", tłumaczy. „Opowiada o tęsknocie za drugą częścią mnie. Gdy wyjeżdżam, to naprawdę, bardzo tęsknię za swoim życiem w domu. To, co czuję, nie będąc w Anglii, to...", przerywa, „desperacja. Nigdzie indziej nie potrafię oddychać". Dlaczego? „Nie wiem. Jestem przyzwyczajona do swojego życia tutaj. Myślę tylko o tym, że omijają mnie różne rzeczy. Więc Hello jest o pragnieniu bycia w domu i o tym, że chciałabym przeprosić wszystkich, których kiedyś zraniłam, włącznie ze mną samą".

Od razu przyszło mi na myśl to, że być może są to pewnego rodzaju przeprosiny dla chłopaka, z którym się umawiała, tego z Someone Like You. „O jezu, nie", wtrąca od razu. „To już przeszłość, całe, kurwa, szczęście. Nie, to nie jest o nikim w szczególności. Jest o przyjaciołach, byłych chłopakach, jest o mnie, o mojej rodzinie. Jest też o moich fanach. Mam wrażenie, że wszyscy myślą, że jestem gdzieś daleko, a wcale tak nie jest. Wszyscy myślą, że mieszkam w jebanej Ameryce. Nie mieszkam". Ma tę specyficzną mentalność Brytyjki z klasy pracującej - mierzi ją już na samą myśl o tym, że ktokolwiek mógłby zarzucić jej, że się sprzedała i zapomniała o korzeniach. „Czasami myślę, że ludzie się boją ze mną gadać, że się zmieniłam. Lubię myśleć, że się nie zmieniłam. Nie sądzę, aby tak się stało".

Puszcza mi w sumie osiem całych kawałków. Gdy leci I Miss You, Adele ma zamknięte oczy i kiwa głową w rytm. To jest o seksie, prawda? Wybucha kolejnym, gromkim śmiechem. „Jest ogólnie o intymności, na każdym poziomie. Jest o seksie, o kłótniach, o jednych z najbardziej intymnych momentów mojego życia. Jakoś to ze mnie wylazło. Trochę tak, jak się jest pijanym i mówi się całą prawdę. Dlatego nie lubię już tak dużo pić - ta panika, gdy się budzisz następnego dnia rano...". Czyli nawet Adele tak ma.

When We Were Young

mógłby być kolejnym Rolling In The Deep. Wielka piosenka o miłości, ballada stylizowana na 70. lata disco. Z kolei A Million Years Ago to prawdziwy wyciskacz łez. Ok - moich łez.

I miss the air/ I miss my friends/ I miss my mother/ I miss it when life was a party to be thrown/ but that was a million years ago. [tęsknię za powietrzem/ tęsknię za przyjaciółmi/ tęsknię za mamą/ tęsknię za czasami, kiedy życie było jedną wielką imprezą/ ale to było milion lat temu].

„Naprawdę ci się tak podoba?", pyta mnie wyraźnie zdziwiona. „To weszło na płytę dopiero trzy dni temu, w ostatniej chwili. Jest bardzo surowe, bardzo w stylu 19. To tylko ja na gitarze". Decyduje się puścić mi jeszcze jeden kawałek. „Chcesz usłyszeć ten Danger Mouse'a czy ten Bruno Marsa?" Wybór jest niemożliwy, więc Adele podejmuje decyzję za mnie i puszcza mi oba. River Lea to trochę takie Hometown, wersja 3.0:

When I grew up as a child I grew up on the River Lea/ Now there's some of that water in me.To wit: I'll never change. Tottenham is my mind, body and soul. [Gdy byłam dzieckiem/ dorastałam nad rzeką Lea/ teraz jej woda płynie trochę we mnie. Do waszej wiadomości: nigdy się nie zmienię. Tottenham to mój umysł, ciało i dusza].

Z kolei kawałek napisany razem z Bruno Marsem, jest trochę wszystkim na raz, w stylu „chcieliśmy zrobić coś fajnego, ale zbyt dobrze się przy tym bawiliśmy". Trochę Barbra Streisand, trochę Bette Midler, a efekt - piorunujący. Jest nawet zmiana tonacji. Wyszedł z tego wspaniały absurd. „W życiu nie śpiewałam tak mocno. Wyobrażasz sobie, ile frajdy mieliśmy przy nagrywaniu?" Tak, szczerze, to tak.

W przeciwieństwie do dwóch pierwszych albumów, pełnych soulowych, bluegrassowych i rhythm'n'bluesowych przesterów, 25 jest raczej silnie osadzony we współczesnym popie, chociaż nierzadko słychać ukłon w stronę lat 70. - Carpentersów, Arethy, Carly Simon i Stevie Nicks, którą Adele niedawno spotkała na koncercie Fleetwood Mac w londyńskim O2. Bez wahania wspomina to spotkanie: „Ryczałam przy niej jak głupia. Nie lubię zbytnio płakać przy znanych ludziach, bo mogą się czuć niezręcznie, ale przy niej nie mogłam się powstrzymać".

Nagranie 25 zajęło jej trochę czasu. Ale Adele nie można pospieszać. „Czasem sobie myślę, że tyle to trwało, ale wiesz, ja jestem matką. Nie mogłam się spieszyć. Poza tym ludziom trzeba dać zatęsknić". Próbowała wrócić do studia w 2013 roku - udała się do studia swojego znajomego, Kida Harpoona. „Tak po prostu, bez żadnej spiny. Chciałam tylko na nowo zanurzyć palec w wodzie. Super się dogadujemy z Tomem, więc nie było żadnego ciśnienia. Głównie gadaliśmy, zjadłam czekoladową tempurę. Nie wiem, czemu nie byłam gotowa, jakoś nie potrafiłam się otworzyć".

Kilka miesięcy później udała się do Nowego Jorku wraz z Ryanem Tedderem, z którym stworzyła Turning Tables i Rumour Has It, a owocem jest piosenka Remedy, opowiadająca o jej najlepszej przyjaciółce, o jej chłopaku, a przede wszystkim o jej synku ze związku z Simonem Koneckim (z którym mają się doskonale, pomimo spekulacji i plotek kolorowych magazynów). „Bo Remedy jest super, kochałam to śpiewać, podniecałam się, że wymiatam, a wcale tak nie było", wzdycha. „Zaczęłam więc lepić jakieś gówniane piosenki, no dobra, nie były gówniane...", poprawia się, „były niezłymi, popowymi kawałkami, ale chciałam przedobrzyć, nie myślałam o tym, no i odrzucono mnie. Mój menadżer stwierdził, że to nie było wystarczająco dobre". Auć. „Tak, to mnie trochę ukłuło, ale słuchaj - ja też to wiedziałam. Następnie ściągnęłam Ricka Rubina, puściłam mu piosenki, a on powiedział na to: 'Nie wierzę ci'. A to moja największa fobia: że ludzie nie będą mi wierzyć. Więc cofnęłam się do punktu zero".

Pewnego dnia Adele i Tedder jedli razem lunch, a w radiu poleciało Trouble Taylor Swift. „Od razu zapytałam: 'super ten kawałek, kto go robił?', on na to 'Max', a ja 'kto to Max?' On: 'Max Martin', a ja 'kto to jest Max Martin?'" Najlepszy tekściarz na świecie, co Adele odkryła dopiero po tym, jak Tedder wysłał jej klipy na YouTubie. Send My Love To Your New Lover to trochę takie Can't Feel My Face, które Max Martin napisał dla The Weeknd - kompletnie nieprzewidywalne. Ma trochę brzmienie calypso [gatunek muzyczny pochodzenia afrykańskiego, przyp. tłum.] („Fajne, nie? Nie można być cały czas mrocznym") i niesamowity wers otwierający: This was all you/ none of it me [to wszystko byłeś ty/ a mnie w tym zero]. „Kocham to, to jest, kurwa, zajebiste", mówi. „Od razu milion osób w moim życiu pomyśli sobie: 'cholera, co ja takiego zrobiłem...'"

Szkielet piosenki napisała, mając 13 lat. Po tym, gdy zdecydowała już, że nie zostanie kardiochirurgiem, bo przecież „chłopaki", inspiracją dla jej obecnej kariery był moment, gdy Amy Winehouse w 2003 roku wydała debiutancki album Frank. Adele od razu chwyciła za gitarę i zaczęła pisać. „Gdyby nie Amy i nie Frank, to na sto procent nie tknęłabym nawet gitary, nie napisałabym Daydreamer czy Hometown. W przeciwieństwie do tego, co podają media, ja i Amy niezbyt się znałyśmy, nie kumplowałyśmy się, ani nic takiego. Ale na milion procent, gdybym nie usłyszała Frank, to wszystko nie miałoby miejsca. Uwielbiałam ją".

Rozmowa schodzi na film o Amy. „Tak, widziałam go. Miałam go nie oglądać, uwielbiałam ją i sama przeszłam swoją osobistą żałobę po niej, jako fanka. Jestem jej wdzięczna za wpływ, jaki wywarła na mnie i na moim życiu. Potem przeczytałam recenzję, która mnie zachęciła, więc poszłam zobaczyć". Jakie były jej wrażenia? „Strasznie się wzruszyłam podczas materiału z pogrzebu. Jakoś niespecjalnie podobały mi się zachowane wiadomości głosowe ze skrzynki i takie rzeczy", mówi z niesmakiem. „Czułam, jakbym wpychała swój nos w czyjeś prywatne życie, nie czułam się z tym komfortowo i to zepsuło mi cały efekt. Kocham ją oglądać, ale trochę żałuję, że to widziałam. No, ale wiesz, kocham Amy, zawsze kochałam i zawsze będę. Wiesz, co mnie strasznie smuci? Że już nigdy nie usłyszę na nowo jej głosu". Obie mamy łzy w oczach. No dobra, ja mam. Porównań Amy i Adele nie można bagatelizować. Obie urodzone w północnym Londynie, wychowane bez ojców na muzyce Elli [Fitzgerald] i Etty [James], które myślały, że wydadzą album albo dwa, może pojawią się na okładce Mojo i będą dalej żyły swoim życiem. Nie stało się tak w przypadku żadnej z nich i dla obu był to prawdziwy szok. Niestety, to, co je różni, jest być może kluczowe - bo Adele nadal jest z nami, a Amy już nie.

To już trzeci raz, przy okazji trzeciego albumu, kiedy robię wywiad z Adele. Pierwszy raz był w 2008 roku, drugi w 2011. Za każdym razem zapewnia ona doskonałe towarzystwo: fantastyczna, zaangażowana, bardzo obecna, zainteresowana, niesamowicie błyskotliwa i brutalnie szczera. W przeszłości sprawiało jej przyjemność nabijanie się z gwiazd popu, nigdy jednak w nieprzyjemny, złośliwy sposób, ale zawsze zabawny. Teraz jest chyba trochę bardziej ostrożna. Nadal jednak pała tą swoją dziką, uroczą nieprzyzwoitością: „Urodziłam parę nocy przed premierą Skyfall, dlatego w ogóle się nie udzielałam, on był gotowy wypaść mi z cipki, no - lada chwila".

Adele udaje się zmieścić wiele w 90-minutowym wywiadzie, bo mówi w niezwykle szybkim tempie. Nie ma Facebooka, nie używa Netflixa, nie słucha żadnych podcastów, ma za to obsesję na punkcie Nastoletnich matek na MTV, kocha też seriale Walking Dead i American Horror Story. Mówi, że najlepsze momenty z czasów 21, oprócz nagród, to wtedy, gdy zdała test na prawo jazdy za pierwszym razem („nadal nie wierzę, że umiem prowadzić"). Płakała „cały czas", gdy Someone Like You wskoczyło na pierwsze miejsce (jej pierwsze pierwsze miejsce), rozpamiętuje również swój występ na Brit Awards. „Nigdy nie sądziłam, że to zmieni moje życie w sposób, w jaki to się stało. Srałam po gaciach na samą myśl, że będę stała na tej scenie całkiem, kurwa, sama. Myślałam, że mnie wygwiżdżą". Wspomina Złote Globy i to, jak bardzo „banda z Hollywood" się upiła, a potem, gdy schodząc ze sceny, złapała za czyjąś rękę i okazało się, że to była ręka „George'a, kurwa, Clooneya".

Opowiada o kręceniu teledysku do Hello, gdy Xavier kazał jej płakać. Poprosiła więc, żeby puścili jej Jealous Labrintha. „Gdy tylko wchodzi to pianino, to ja od razu...", urywa, imitując histeryczny płacz. „Wszędzie gluty, no nie mogę z tą piosenką. Mogłabyś mi ją puścić na urodzinach mojego syna, a i tak bym się poryczała". Swojego Oscara wystawiła w taki sam sposób, jak Barbra Streisand: „Mam swoją sukienkę z czerwonego dywanu, Oskara i kopertę w gablocie, tuż obok mojej nagrody za najlepszą mamusię!" Brit Awards, Grammy, Oskar... 2011 to musiał być dla niej szalony rok. „Kto by pomyślał, wyobrażasz to sobie!?" To wszystko nadal jest dla niej wielką niespodzianką. Gdy w 2007 roku ktoś z XL usłyszał ją na MySpace i zaprosił ją na spotkanie, myślała, że będą chcieli, aby wyłapywała dla nich talenty. „Nigdy nie marzyłam nawet o tym, co się stało, nadal nie mogę uwierzyć, że to się tak samo potoczyło".

Widać jednak, że bardzo niechętnie zapuszcza się w prywatne rejony swojego życia. Ani razu nie wspomina swojego syna czy partnera po imieniu. Temat jej ojca, od którego była przez wiele lat odseparowana, pojawia się dopiero przy okazji wzmianki o dziadku, którego nie określa per „tata mojego taty", tylko po chwili namysłu rzuca: „nie tata mojej mamy". Przyznaje też, że denerwowała się przed tym wywiadem. „Jak robisz mnóstwo wywiadów na raz, to wiesz, jakich pytań się spodziewać i mniej więcej co odpowiesz. Denerwowałam się, bo bałam się pytania: 'dlaczego nie lubisz być sławna', a to nie tak". Czy nie lubi sławy? „Po prostu się jej boję, wiesz? Boję się, że mnie zniszczy, że mnie zrujnuje, że się zagubię i zmienię w niektórych ludzi, których kocham całym swoim muzycznym sercem. Boję się. Boję się o ludzi, których kocham, że będą czuli, że mnie stracili". Adele zdaje sobie sprawę z tego, że czasami sprawia wrażenie poważnej. „To trochę jak [telewizyjne show] Stars In Their Eyes - wchodzisz w dym i wychodzisz jako ktoś inny", mówi, po czym znów wybucha niekontrolowanym śmiechem. „Czasem się martwię, że będą widzieli, jak wchodzę w dym i już z niego nie wyjdę. Sława jest trochę toksyczna. A ja mam w ciele już dosyć toksyn, kolejnej mi nie trzeba!"

To niesłychane, niespotykane wręcz, żeby artysta w 2015 roku był tak sławny, a tak mało tej sławy używał. Pomyślcie tylko, ile godzin, dni i miesięcy spędza Kim i spółka online, aby utrzymać markę Kardashian. Nawet gwiazdy pokroju Ellie Goulding nieustannie siedzą na Twitterze tylko po to, aby fani mieli pewność, że mogą być świadkami dowolnej sekundy ich codzienności. Adele tweetuje bardzo rzadko, dopiero co założyła sobie Instagram, a w tym roku paparazzi dorwali ją może jakieś trzy razy. Jak ona to, do diabła, robi? Jak tego wszystkiego unika? „Na pewno trudniej tego unikać niż się temu poddać. Myślę, że większość się poddaje, bo tak jest łatwiej, ale ja po prostu nie mogę. Czuję się bardzo niekomfortowo z czymś takim. Gdy ktoś mi robi zdjęcie w supermarkecie, to jest to sława bez powodu. Ja tego nie chcę i się temu sprzeciwiam". Nie udaje się w miejsca, gdzie zazwyczaj grasują paparazzi, czyli Bond Street albo Soho. „Nie chodzi o to, że chcę być taką jebaną pizdą, co to tylko 'antysława', ale chcę po prostu mieć prawdziwe życie, aby móc tworzyć kawałki, pisać płyty. Nikt nie chce słuchać muzyki kogoś, kto stracił kontakt z rzeczywistością. Dlatego właśnie nadaję na niskich falach i nie lubię się pokazywać, właśnie dla moich fanów".

Oto powód, dla którego Adele jest tak ważna. Nie dlatego, że sprzedaje miliony płyt i wygrywa po drodze każdą możliwą nagrodę. Jest ważna dla mnie, tak samo, jak jest ważna dla ciebie, bo śpiewa o życiu w taki sposób, który głęboko nas porusza i robi to pomimo swojej „encyklopedyczności" i swoich „zasięgów". Ona nie bawi się w sławę. Nie wraca z nowym lookiem czy koncepcją co płytę. Adele jest artystką, ale nie estradową. Jest Patsy Cline, Stevie Nicks, Frankiem Sinatrą i Arethą Franklin naszego pokolenia. Tworzy ważne dzieła muzyczne, które rozpalają kolektywną świadomość i śpiewa piosenki, które coś znaczą. Pisze je sama, w swoim własnym czasie, a gdy są gotowe - wydaje płytę i udziela garstkę wywiadów.

Więc czy 25 będzie aż tak wielkie, jak 21? A kogo to obchodzi? Będzie 29, 42 i miejmy nadzieję i 89. Adele to artystka wieczna, nieważne, czy jej kolejny album zdobędzie platynę, czy absolutnie nic, to ona nadal będzie śpiewać, zawsze będzie więcej. I (miejmy nadzieję) pozostanie tak samo szczera i otwarta, bo w tym jej siła. „Trochę się wzruszyłam, wiesz, kończę swój pierwszy wywiad od bardzo dawna, zwłaszcza że jest dla i-D, które uwielbiam od lat. Pamiętam, jak czytałam na zasranej stacji West Norwood, w swoich spodniach-spadochronach". Wygląda na szczęśliwą i zrelaksowaną, widać po niej też dużą ulgę. Zarówno w tym momencie, jak i ogólnie, w życiu. „Przez chwilę myślałam, że ten moment nigdy nie nadejdzie, bo jakoś nie mogłam się nastroić, by napisać płytę. Więc jestem naprawdę zadowolona i dumna z tych piosenek. Trochę sram po gaciach, ale jednocześnie bardzo się jaram". Co dalej? „Chciałabym zrobić porządną trasę. Chcę zobaczyć Britney w Vegas. Jeśli chodzi o więcej dzieci, to nie wiem. Może po tym, co powiedział Xavier, zajmę się aktorstwem... Chciałabym wydać kolejną płytę", po czym podsumowuje ze stanowczością: „Chciałabym wytrzymać próbę czasu i nadążyć za prędkością, z jaką porusza się świat. Chciałabym do końca życia tworzyć płyty, w takim tempie, w jakim powstała ta ostatnia. Jeśli będę mogła to robić, to będę kurewsko szczęśliwa". Obie mamy łzy w oczach.

@adele

Czytaj też: Xavier Dolan i sztuka teledysku.

Kredyty


Tekst: Hattie Collins

Tłumaczenie: Zuza Bień
Zdjęcia: Alasdair McLellan 
Szef działu mody: Alastair McKimm
Włosy: Malcolm Edwards // Art Partner 
Make-up: Mark Carrasquillo // Art Partner
Paznokcie: Jenny Longworth // CLM
Asystenci fotografa: Lex Kembery, Matthew Healy, Simon Mackinlay
Asystentki stylisty: Lauren Davis, Sydney Rose Thomas, Bojana Kozarevic
Asystent stylisty fryzur: Jason Lawrence
Asystent makijażysty: Al Yokomizo
Produkcja Nina Qayyum // Art Partner, Ragi Dholakia, Alex Hill, Matthew Lawes
Retusz: Output
Specjalne podziękowania dla: Gaelle Paul

Tagged:
adele
muzyka
Kultura