Reklama

intymna rozmowa z supermodelką, która podbiła świat w 1993 roku: kate moss

Cofnijmy się w czasie o ponad dwie dekady, a dokładnie do grudnia 1993 roku. Właśnie wtedy Kate Moss pojawiła się po raz pierwszy na okładce i-D. Był to numer 123, The Smart Issue. Na zdjęciu wystąpiła w za dużym swetrze, rękawy zakrywały jej dłonie i...

tekst i-D Team
|
19 Styczeń 2015, 9:35am

Corinne Day

Przed sobą macie tamten wywiad w niezmienionej treści. Dokładnie taki, jak wydrukowano go w numerze 123. Usiądźcie więc wygodnie i rozkoszujcie się lekturą soczystej opowieści o nastoletnich czasach ulubionej supermodelki całego świata.

„Kocham rzeczywistość. Rzeczy takie jak zła postawa, puste spojrzenia, chudość... dla nastolatek to normalne sprawy. Kobiety zapomniały już jak to jest być młodą dziewczyną". Na taką wypowiedź pozwoliła sobie trochę wcześniej tamtego roku fotograf Corrine Day. Przyjęła wtedy pod skrzydła kościstą licealistkę z Croydon i wraz z nią przedefiniowała estetykę piękna lat 90. Przez to stworzyła jeden z największych fenomenów świata mody tej dekady.

Tym fenomenem była mini-modelka Kate Moss. Kate ma 19 lat, na jej stopach obleczonych w pończochy stoi ciało o wzroście metr siedemdziesiąt, ważące niepełna 48 kilo. To ciało, wraz z jej twarzą, doprowadziło do wprowadzenia legionu podobnie „sierotkowatych" modelek na wybiegi i strony magazynów wydawanych na całej planecie. Co wywołało z kolei falę gazetowych artykułów potępiających to, co ich autorzy uznawali za nieosiągalny dla większości kobiet ideał urody. Niepokój, który rozbudziła ta nowa wizja piękna, rozgorzał w prasie z największą siłą tylko kilka miesięcy temu. Po tym, jak Vogue opublikował cykl zdjęć autorstwa Day. Bardzo młodo wyglądająca Moss snuła się na nich w taniej bieliźnie po zaniedbanym mieszkaniu. „Pedofilia!" - krzyczały nagłówki. Jednak Kate Moss przekroczyła już dawno wiek przyzwolenia na czynności seksualne. A szok był tak naprawdę sygnałem, że nowy porządek chwycił pewną ręką za stery branży mody.

W 1993 roku moda zbliżyła się z powrotem do rzeczywistości. Przesadna ekstrawagancja jest teraz postrzegana jako coś troszkę nie w dobrym smaku. Zainteresowanie branży przesunęło się z blichtru na korzyść zaakceptowania politycznych i ekonomicznych niepokojów obecnych czasów. Realia wdzierają się do zamkniętego w odosobnieniu krawieckiego światka. Obecny zwrot w stylu to przejście z terytorium wyzywającej pompy w rejony bardziej indywidualnego eklektyzmu. Nienaturalną szykowność lat 80 musiało zastąpić coś odmiennego. Doskonałość zrobiła się nudna. Ludzie chcieli czegoś znacznie mniej sztucznego. Alternatywy dla konwencjonalnego „odpowiedniego wyglądu".

Wiązało się to także z rozgrywającą się akurat rewolucją w fotografii magazynowej. Mistrzowie fotografii tacy jak Day, Nigel Shafran, Mario Sorrenti (czyli od czasu do czasu chłopak Kate), David Sims i Juergen Teller interesują się osobowością w równej mierze, co proporcjami. Nie szukają już dziewczyn, które „oddają się" aparatowi w starym, tradycyjnym stylu. Nie mogą jednak przejść całkowicie w sferę rzeczywistości. Moda, z konieczności, wymaga od nas, żebyśmy dali się porwać iluzji. Mimo to był to krok we właściwą stronę.

Kate stanowi twarz piękna, które wyzbyło się sztuczności. Bez ubrań z nieosiągalnej półki mody luksusowej i przesadnie wysokich obcasów. Bez kolagenu i sylikonu. Bez połowy kosmetyków dostępnych w ofercie domu towarowego Harvey Nichols. W sportowych butach Adidasa i z nieumytymi włosami, Kate odzwierciedla rzeczywistość. A przynajmniej tę jej wersję, w którym piękno jest czymś więcej, niż serią wad, które należy czym prędzej ukryć. Chodzi o zmianę naszego podejścia. Przesunięcie granicy tego, co w urodzie dozwolone. Niedoskonałości modelek zwyczajowo skrywano dzięki makijażowym i fotograficznym trickom. Dziś akceptuje się dziewczyny takimi, jakie są naprawdę. Nawet jeśli ich uroda odbiega od tradycyjnych ideałów piękna.

To był właściwy czas, żeby Kate poszła w końcu po swoje. Po latach nieodpłatnej pracy dla angielskich magazynów, takich jak ten. Teraz wybrano ją na twarz dużej kampanii Calvin Klein. Występuje w niej z pożeraczem nastoletnich serc z USA, Marky Markiem. Pojawia się w telewizyjnych reklamach Vauxhalla Corsa. W kampaniach promocyjnych Versace. Będzie twarzą Obsession od Yves Saint Laurent. Będzie gościła na tysiącach okładek i niezliczonych stronach magazynów mody. Jej życie prywatne sprawiło, że plotkarskie czasopisma otworzyły sezon polowań. Jej każdy ruch śledziły tabloidy. I stała się twarzą reprezentującą nowe pokolenie modowych talentów z Wielkiej Brytanii, które zaczęło przejmować władzę nad światem.

Jednak ciągle wyglądała tak samo. Nieważne, czy cyknięto jej fotkę z koleżankami-supermodelkami w jakimś efekciarskim klubie. Czy ze znajomymi na Portobello Road. Zawsze miała na sobie ten sam znoszony dżins, wiązała sobie włosy w ten sam zgrzebny kucyk. To właśnie część tego, co czyni ją naprawdę wyjątkową. Część tego, co wznosi ją ponad tłumek supersierotek, które dziś akceptuje już bez zastrzeżeń międzynarodowe środowisko mody. A inne ważne cechy szczególne? Spójrzcie tylko na te zdjęcia. To dziwne połączenie niewinności i seksualności. Sami wyrobicie sobie zdanie.

Gdzie teraz jesteś? Jak wygląda twoje otoczenie?
Jestem w Paryżu. W wynajętym apartamencie. Naprawdę miłym.

Opisz siebie w trzech słowach.
O Boże! Dobrze, że wypiłam przed tą rozmową kawę. Hmm, nie mam pojęcia. Możemy wrócić do tego pytania później? Nie powiedziałabym sexy. Nie sądzę, żebym była zabawna. Choć niektórzy znajomi mówią, że jestem... Myślę, przynajmniej czasami. Co jeszcze? Nie wiem.

Jakie masz ulubione zespoły?
O, tych to mam mnóstwo. Lubię Rolling Stones i Radiohead, i Suede, i... Velvet Underground.

A ulubiona płyta?
Teraz to nie wiem. Ale przez długi czas była to Venus as a Boy Björk.

Według ciebie, jaki jest najlepszy sposób na spędzenie niedzielnego popołudnia?
Po prostu relaks. Nierobienie niczego. Jak wczoraj, oglądałam hurtem EastEnders i gotowałam. Nie lubię gotować, ale lubię jeść. Gotuje więc moja przyjaciółka, a ja jem. Potem siedzieliśmy sobie i piliśmy wino. Graliśmy w tryktraka i oglądaliśmy teledyski. Nic ekscytującego, ale bardzo dobrze spędzony dzień.

Na co wydajesz najwięcej pieniędzy?
Pewnie ciuchy. Nie kupuję ich tonami. Ale wydaje na ubrania więcej, niż na imprezy.

Kto jest twoim ulubionym projektantem?
John Galliano, Helmut Lang, Martin Margiela, Vivienne Westwood.

A ulubiona kreacja?
Vivienne dała mi mnóstwo, naprawdę mnóstwo perełek. Jest też taka różowo-wiśniowa sukienka z moheru, naprawdę słodka. Och, a jeszcze próbuję i próbuję, ale na razie nie udało mi się wyskoczyć z moich Adidasów.

Co robisz w wolnym czasie?
Zapraszam przyjaciół, słuchamy muzyki, rozmawiamy... aha, i zakupy! Dużo zakupów!

Jak według ciebie wygląda doskonały wieczór na mieście?
Najpierw pójść do restauracji, potem do klubu, gdzie są już wszyscy moi znajomi. Jakiegoś klubu w Londynie, takiego funky.

A kto jest dla ciebie wymarzonym facetem na randkę?
Keanu Reeves. Ojej, jest mnóstwo facetów, którzy są dla mnie seksowni.

Pierwsza miłość?
Matt Dillon. Chociaż w szkole zakochałam się po raz pierwszy w niejakim Scottcie Wilsonie. To dopiero było wielkie uczucie! Pocałowałam go raz, ale po tym zostaliśmy tylko przyjaciółmi. Myślę, że miałam wtedy jakieś 14 lat. Widuję Matta Dillona w klubach. Ale nie podchodzę, żeby zagadać. W Nowym Jorku ma fatalną reputację i to mnie raczej odstrasza.

Czy kiedy uczestniczyłaś w sesjach do kampanii Calvin Klein z Marky Markiem, podobał ci się on?
Nie. Niespecjalnie. Ja też mu się nie podobałam. Tak mi się wydaje. Nie jestem w jego typie, on nie jest w moim. On był takim młodym chłopakiem z dzielnicy, NAPRAWDĘ młodym. Lubi dziewczyny z dużymi tyłkami, dużymi cyckami i takim szajsem. A ja nie pasuję za bardzo do tej kategorii.

Jak to jest, być obiektem tak dużego zainteresowania ze strony mężczyzn?
Nie wiem, czy jestem symbolem seksu. Chyba nie, tak sądzę. Nie mam pojęcia! To urocze, że nastoletni chłopcy chcą wieszać sobie moje zdjęcia na ścianach. Choć faceci nie zagadują mnie już tak często. Pewnie teraz czują się wystraszeni. Kiedyś robili to częściej.

Najlepszy tekst na podryw, jaki słyszałaś?
Mój eks (Mario Sorrenti) powiedział, że chce mnie fotografować. Dostał od kogoś mój numer i zadzwonił. Żeby powiedzieć, że chce zrobić ze mnie modelkę. To było zabawne. Ja z kolei nie używam tekstów. Po prostu flirtuję.

Ile alkoholu potrzeba, żeby cię upić?
Litry! No, to zależy. Jeśli jadłam, mogę pić całą noc. Ale to zależy od okoliczności i tego, co robiłam wcześniej. Piję dżin z tonikiem. Jest przesmaczny!

Jaka jest twoja największa wada?
Nie wiem, kiedy powiedzieć nie. Kiedy należy się zatrzymać, w każdej sytuacji. Wiem kiedy trzeba powiedzieć nie, ale nie mówię nie. Wiem, że powinnam, a nie robię tego - to jest moja największa wada. Aha, i nieoddzwanianie. Zapominanie o utrzymywaniu kontaktu z rodziną.

Nudne pytanie: czy zawsze chciałaś zostać modelką?
Nie. Chciałam podróżować, ale nie wiedziałam jak. Pomyślałam, że pójdę na jakieś studia turystyczne, coś takiego nudnego. Dzięki Bogu, że tego nie zrobiłam. Byłabym teraz pracownicą biura podróży, siedzącą ciągle za biurkiem.

Jaka byłaś, zanim jeszcze zaczęłaś karierę w modelingu?
W szkole byłam raczej nieśmiała. Taka dziewczyna, z którą wszyscy chłopcy chcą się przyjaźnić. Ale żaden się w niej nie podkochuje. Nie miałam tak naprawdę chłopaka. Byłam po prostu w gronie kumpli.

Złamałaś kiedyś prawo?
Tak, ale nigdy nikt mnie nie złapał! Co prawda nie były to jakieś poważne przestępstwa. Na przykład jak byliśmy młodszy, chodziliśmy do Tesco i zwijaliśmy jakieś rzeczy. Ja osobiście nic nie podkradłam, bo nie potrafiłam. Miałam zbyt dużą paranoję. Ale moi znajomi to robili. Ja stałam na czatach, pilnując, żeby nie zjawił się nikt, kto by ich nakrył.

Czy powinno się zalegalizować cannabis?
Tak.

A ty palisz trawkę?
Tak. Kto by powiedział „nie"? No naprawdę nie wiem. Nikt już się z tym nie kryje. To nie jest nawet narkotyk. Ludzie wyjmują to tak po prostu i skręcają sobie jointy.

Podczas paryskich pokazów w zeszłym miesiącu krążyły plotki, że niektóre dziewczyny poważnie naużywały narkotyków, żeby utrzymać wagę. Czy tkwi w nich ziarnko prawdy?
Tak naprawdę nigdy nie miałam aż takiej paranoi na punkcie własnej wagi. Nie posunęłabym się do tak ekstremalnych rozwiązań. I nie znam nikogo, kto stosuje podobne. To niedorzeczne. No, zdaje mi sie, że jednak znam jedną dziewczynę, która tak robi. Ale ona tylko mieszka z moim przyjacielem. Nie sądzę, by robiło to dużo dziewczyn.

Ale musisz przejmować się tym, co jesz?
Nie. Nigdy nie byłam na diecie. Chociaż potrafię nabrać kilogramów. Kiedy odwiedzam Paryż w okresie pokazów, spada mi waga - przez ten ciągły pośpiech. Jednak jak jestem w LA czy Nowym Jorku, to trochę jej nabieram. Nie dużo, ale na tyle, że inni zauważają.

Miałaś kiedyś ochotę wymienić chudość Kate Moss na, powiedzmy, krągłości Heleny Christiansen?
Tak, ciągle chcę. Kiedyś wciąż myślałam o wstawieniu sobie sylikonowych implantów! Teraz bym tego nie zrobiła. Ale kiedy byłam młodsza, zawsze sądziłam: „Tak, definitywnie chcę mieć cycki!". Desperacko pragnęłam cycków. Nadal chciałabym mieć nieco większe, niż mam, ale jeśli same trochę nie urosną...

Chociaż obecnie mawia się, że osobowość liczy się w fotografii bardziej, niż wymiary.
Ze swojej strony nie uważam, że to prawda. Wydaje mi się, że idzie tu bardziej o pokazanie osobowości fotografa. A nie osobowości dziewczyn. Wiesz, o co mi chodzi? Mówią, że to jest prawdziwsze. Ale jest prawdziwsze tylko dla nich. Nie jest naprawdę prawdziwe. Czasem nie jest prawdziwe nawet dla modelki. Jedynie dla fotografa, bo to on interpretuje rzeczywistość. On ma wizję. Acz osobowość jest teraz bardzo ważna. Wrażliwość. Fotografia to już coś więcej, niż zdjęcia z ubraniami. Bo to robiło się nudne. Tak to równie dobrze możesz pozować do katalogu. Coś się więc zmieniło. Musisz wkładać emocje w to, co robisz.

Czy jest coś, na co nie zgodziłabyś się podczas sesji?
Nie założyłabym na siebie futra. Ale o to nie prosi się już modelek za często. Wszystko zależy od czasu, dnia i tego, z jakim fotografem pracuję. Możesz się na coś zgodzić tylko dla tego, że znasz tę osobę. Wiesz, ze zdjęcie nie zostanie wyrwane z kontekstu. Czasem patrzysz na ubrania, które masz założyć, i myślisz „Za wyzywające!". Jednak to twoja praca. Tak więc wkładasz je i pracujesz.

Na pewno lubisz być fotografowana, zgadza się?
Nie! Nie przeszkadza mi już przebywanie na planie. Nadal nie lubię szybkich fotek. Najgorsi są jednak ci fotografowie, którzy robią zdjęcia z ukrycia. Nawet nie wiesz, że cię fotografują. Następnego dnia widzisz to w gazecie i myślisz „Cholera!". To jest takie irytujące.

Czy sukces ciebie zmienił?
Do pewnego stopnia zmienia każdego. Nawet, jeśli tego nie chce. Nie ma na to rady. Twoje otoczenie i twoje życie stają się tak bardzo inne. Ale nadal jestem tą samą osobą. To zmienia tylko twoją perspektywę.

Czy uważasz, że twój sukces zmienił coś w świecie modelingu? Na przykład otworzył drzwi modelkom, które nie spełniają tradycyjnych kryteriów zawodu?
W pewnym sensie rzeczywiście coś zmienił. Lecz ludzie ze świata mody podążają za sobą jak owce - jak ktoś coś zrobi, wszyscy będą to robić. Uważam jednak, że to genialne. Mamy teraz duże dziewczyny i małe dziewczyny, a nie tylko jeden uniwersalny, akceptowany rozmiar i kształty.

Co jest dla ciebie teraz najważniejsze - pieniądze, sława czy seks?
O, na pewno seks! To musi być seks, a nie pieniądze i sława.

Czy dostajesz czasem paranoi na punkcie swojego wyglądu?
Czasem wstaję rano i patrzę sobie w lustro. I myślę: „Cholera, wyglądam naprawdę średnio". Właściwie, to nawet teraz wyglądam nieciekawie. Muszę iść na solarium, bo jestem cała biała i ziemista.

Następne nudne pytanie: co zamierzasz robić za dziesięć lat?
Nie chcę pracować jako modelka tak długo, jak Lauren Hutton. Ale nie wiem, co innego mogłabym robić. Coś na pewno pojawi się na horyzoncie. Myślałam o fotografii. Ponieważ podczas sesji uczysz się wiele o obrazie i tego, jak to wszystko działa. Jednak teraz, to już sama nie wiem. Sporo moich znajomych jest fotografami. I ja już chyba nie chcę.

W tym roku zrobił się spory hałas wokół sesji w bieliźnie, w której wystąpiłaś dla brytyjskiego Vogue'a. Sprawa trafiła na nagłówki, bo, jak powiedziano, na zdjęciach wyglądałaś na nieletnią.
Czułam się przez to nieco dziwnie. Mogłam powiedzieć coś na ten temat, kiedy rozpętała się burza. Jednak wtedy musiałabym grać na ich zasadach, a tego nie chciałam. Wiem, że zdjęć nie wykonano z taką intencją, jaką im przypisywano. Tak naprawdę nie było w nich nic strasznego - zrobiono z tego po prostu aferę. Zawsze będą pisali o tobie rzeczy, które wcale nie są prawdą. Koniec końców zaczniesz to ignorować. Chodzi mi o to, że owszem, wtedy zareagowałam: „O mój Boże, to naprawdę okropne, że oni tak mówią". Pedofilia, uggh. Ale nie możesz pozwolić sobie, żeby to cię dotknęło.

Teraz w gazetach pojawia się Tania Court (dziewczyna z październikowej okładki i-D),w kontekście domniemań, czy ma ona anoreksję, czy może jednak nie.
Ona jest chuda. Ale takich chudych dziewczyn mamy sporo. Co niby powinna zrobić? Przestać pracować, żeby uszczęśliwić ludzi? Tylko dlatego, że podobno doprowadza młode dziewuchy do anoreksji i sprawia, że czują się źle z powodu swojego ciała? Nie zacznie odmawiać przyjmowania zleceń. To zależy od ludzi, którzy ją wynajmują. To oni płacą. Jeśli nie zwracają uwagi na to, co sugerują media, to czemu ona miałaby się przejmować? Ze mną jest tak samo. Ciągle się zastanawiam: „O mój Boże, co ja powinnam zrobić? Jeść i nabrać wagi? To ich zadowoli?". Chodzi o to, że po co mielibyśmy próbować uszczęśliwiać ludzi, którzy nie mają nic wspólnego z nami i naszym życiem?

Nie martwisz się, że w oskarżaniu modelek o negatywne wpływanie na to, jak kobiety postrzegają swoje ciała, może kryć się odrobina prawdy?
Kobiety zawsze będą zamartwiały się swoim wyglądem. Kiedy na topie była Cindy, wszystkie chciały wstawić sobie sylikonowe implanty i mieć większe cycki. Teraz mówi się, że czeka nas fala anoreksji, bo modelki mają szczupłą figurę. Nie uważam, że kobiety są na tyle głupie. Że spoglądają na zdjęcia w magazynie i wołają: „O Boże, muszę aż tak schudnąć, żeby być modna". Dopóki kobiety czują się ze sobą dobrze, nie będą się przejmowały tym, co jest w czasopismach o modzie. A przynajmniej taką mam nadzieję.

A co powiesz o tym określeniu „sierotka"?
To tylko etykietka, którą ludzie chcą przypinać. I jest bardzo głupia. Jaka jest w ogóle słownikowa definicja tego słowa? Nie jestem niedokarmionym dzieckiem-włóczęgą, czy co tam to w ogóle znaczy.

I na koniec: czy jesteś uchodźcą podatkowym?
Nie powiem ci tego! Tak naprawdę, to nie mogę: będą się za mną uganiali ci goście od podatków. Nie rozmawiam o pieniądzach. To jest całkowicie niedelikatne. Wiesz, ludzie reagują na to absurdalnie. Jeśli gadasz o tym ze zwykłymi ludźmi, to od razu sobie myślą: „Kurwa, czemu nie mam takiej urody?". Tak właśnie ktoś powiedział mi pewnego dnia. Chodzi mi o to, że ja pracuję ciężko. Ale to inny rodzaj pracy. Chociaż nie lubię o tym rozmawiać.

Zbierasz jednak sporą fortunkę, więc pieniądze chyba są ważne?
Nie, być bogatym to nie jest ważna sprawa. Ważne dla ludzi jest po prostu posiadanie jakichś wymiernych sum pieniędzy. Naprawdę miło mieć tak tylko odrobinę.

Kredyty


Tekst Avril Mair
Zdjęcia Corinne Day