Rick V.

sypialnie nastolatków z lat 90.

Miałam pewną zasadę: nie pozwalałam im sprzątać ani zmieniać wystroju.

tekst Emily Manning
|
28 Kwiecień 2016, 11:50am

Rick V.

Książka „In My Room: Teenagers in Their Bedrooms" Adrienne Salinger z 1995 roku, przedstawiają nastolatków w ich pokojach. Niektóre są całe obklejone plakatami i wycinkami z gazet, inne są pełne różnych skarbów — talizmanów młodości. „Gdy trafiłem na książkę Adrienne Salinger, interesowało mnie, jak ludzie dekorowali swoje sypialnie, a nie łóżka — co przyklejali do ścian, próbując znaleźć swoją tożsamość i uczynić tę przestrzeń bardziej osobistą", powiedział nam Christopher Shannon, projektant mody męskiej, dla którego zdjęcia stały się punktem wyjścia w projektowaniu jednej z kolekcji. Dizajner dodał też „Byli w pewien sposób zamknięci. Myślę, że dziś to zjawisko nie istnieje, bo żyjemy w cyfrowym świecie".

Jak na ironię zdjęcia Salinger przeżywają renesans właśnie w internecie. Fotki nastolatków z jej fotoksiążki znajdziecie na Tumblrze, a pokoje są elegancko podzielone na kategorie na Pintereście. To platformy, które wirtualnie naśladują sposób, w jaki te dzieciaki kształtowały swoją tożsamość. 

Ellen L.

Adrienne zaczęła robić zdjęcia nastolatków w latach 80. na zachodnim wybrzeżu Stanów Zjednoczonych, od Seattle po Los Angeles. Porzuciła projekt, bo nie pomyślała, żeby przeprowadzić wywiady z fotografowanymi ludźmi, co stało się ważnym elementem „In My Room". „Poczułam, że robię to, o co wcześniej oskarżałam innych: nie słuchałam dość uważnie", wyjaśnia Salinger, która obecnie wykłada na University of New Mexico. Gdy w latach 90. przeprowadziła się na północ stanu Nowy Jork, dostała stypendium i zaczęła pracę nad projektem od nowa. Tym razem przeprowadzała dwugodzinne wywiady ze wszystkimi uczestnikami, a później zamieściła je w skróconej formie w książce. „Nastolatki trzymają w pokojach wszystko, co posiadają. Łączą przeszłość i teraźniejszość, ciągle zmieniają swoją tożsamość. Ich rzeczy są w jakiś czas przeciwieństwem tego, kim oni są w tej przestrzeni. To, co mówili, też często zupełnie temu zaprzeczało", powiedziała. „Interesują mnie te sprzeczności, które pojawiają się, gdy próbujesz zrozumieć kim jesteś".

Fred H.

Dlaczego zaczęłaś robić zdjęcia dzieciakom?
Nastolatki w mediach zawsze były płytkie, sprowadzone do stereotypów, mimo że w rzeczywistości dorastanie to moment wielkich zmian w życiu każdego człowieka. To ostatnie lata mieszkania z rodzicami, więc nie trzeba jeszcze iść na ustępstwa i można mieć dość mocne poglądy. Interesuje mnie też, jak ludzie określają siebie w przestrzeni. Nieważne z jakiej warstwy społecznej się wywodzili — większość nastolatków miała pokój o wymiarach 12 x 12 m, z 60-watową żarówką wiszącą na samym środku.

Uderzyła mnie różnorodność tych dzieciaków. Wśród nich znajdziemy punków i samotną młodą matkę.
To nie jest projekt dokumentalny. Tak wygląda, ale nie jestem zwolenniczką fotografii dokumentalnej, bo ona sugeruje, że istnieje jedna prawda i jedna właściwa perspektywa. Nie udawałam, że tworzę jakiś przekrój, w którym zbiorę członków wszystkich grup i nie starałam się tego dokonać.

W takim razie jak udało ci się znaleźć tak wielu różnych interesujących ludzi?
Na wiele sposobów. Chodziłam do centrum handlowego, gdzie nastolatki spędzają czas. Poznawałam ludzi w takich miejscach, poznawali mnie też z innymi. To działało jak przerwany łańcuch — ktoś zawsze mógł mnie połączyć z kolejnym ogniwem. Błądziłam po omacku.

Donna D.

Opowiedz nam o współpracy z każdym nastolatkiem w jego pokoju. Niektórzy trzymają instrumenty albo zwierzaki.
Miałam pewną zasadę: nie pozwalałam im sprzątać ani zmieniać wystroju. Z każdą osobą spędzałam około sześciu godzin, w tym czasie przeprowadzałam też dwugodzinny wywiad. Dla mnie ważne było, żeby ich w żaden sposób nie oszukać. Fotografowie często wykorzystują swoją władzę i robią zdjęcia, które w pewien sposób umniejszają innym ludziom, robią z nich outsiderów. Bardzo tego nie lubię, wiec postanowiłam używać stałego oświetlenia, zamiast flesza. Gdy używa się flesza, można złapać kogoś nieprzygotowanego. Tworzysz sposób, w który odbiorca będzie ich postrzegać. Nie chciałam błyskać fleszem, bo wtedy straciliby kontrolę, nie mieliby żadnej władzy.

Żeby dać władzę każdej osobie i nadal robić ostre zdjęcia aparatem w dużym formacie, musiałam ustawić długi czas naświetlania — ćwierć sekundy. To zbyt długo, żeby człowiek mógł zastygnąć zupełnie bez ruchu. W tym czasie modele muszą naprawdę zaangażować się w tworzenie zdjęcia. Prosiłam ich o pozowanie, utrzymywanie pozy i kontrolowanie jej. Dlatego w ich spojrzeniach jest pewna intensywność — musieli wytrzymać dłuższy czas naświetlania. W ten sposób starałam się dzielić władzą. Próbowałam pozwolić im wyrazić siebie.

Jason C.

Opowiedz nam coś o samych wywiadach.
Na początku nie chciałam robić fotoksiążki. Zaproponowano mi to dopiero po tym, jak moje prace pojawiły się na kilku wystawach. Gdy do tego doszło, spisałam wszystkie wywiady, które nagrałam kamerą. Miałam ze wszystkimi podpisane umowy, ale zadzwoniłam do nich, żeby powiedzieć, że niektóre wywiady muszę skrócić i zapytałam, czy chcą, żeby coś wyciąć czy zostawić. Wtedy już nie byli nastolatkami, ale wszyscy zawetowali temat seksu. Wcześniej dużo o nim mówili, ale nie chcieli, żeby to znalazło się w książce. To ciekawe, że postanowili ocenzurować się po fakcie. Mówili niesamowite rzeczy: smutne, zdumiewające i błyskotliwe. W ten sposób pokazali, że nastolatki mają coś więcej do powiedzenia. Chociaż dorastając, bardzo się zmieniamy, w tym wieku jest w nas coś bardzo bezpośredniego i szczerego, coś już ukształtowanego.

Gavin Y.

Masz rację. W książce znajdziemy niepewność, ale też bardzo mocne twierdzenia na temat religii, uzależnień czy rodziny. To uzupełnienie tego, co widzimy na portretach: to indywidualni, niezależni ludzie.
Właśnie, to przecież ludzie. Nastolatki są często redukowane do stereotypów — to wielki błąd.

Podobało mi się, że te historie nie nawiązują bezpośrednio do przedmiotów w pokoju. Wywiady pokazywały inną, czasem zaskakującą, twarz twoich bohaterów.
Tak! Właśnie o to chodzi: patrzysz na zdjęcie i od razu myślisz stereotypami — tu mamy skejta, tu punka. Te wywiady są dla mnie bardzo ważne, bo wszystko komplikują. Często są wręcz przeciwieństwem tego, co wydaje się nam na pierwszy rzut oka. Zachęcam do rozważań nad wiarygodnością zdjęć. Chcę, żeby ludzie brali nastolatków na poważnie. Bardzo ich szanuję.

Lynne M. 

Pomówmy o wpływie, jaki wywarły te zdjęcia.
Wtedy mity i stereotypy dotyczące nastolatków były kompletnie zależne od telewizji i reklam. Starałam się je rozwiać przez swoje zdjęcia. Jakieś pięć lat po publikacji książki zaczęłam dostrzegać w filmach i telewizji pokoje, które wyglądały jak te z mojego projektu. Pamiętam, że pomyślałam: „Po co ja go w ogóle robiłam? Wszyscy już to wiedzieli". Ale wtedy poznałam reżysera, który pracował m.in. przy „Breaking Bad". Powiedział mi, że z mojej książki wciąż korzystają scenografowie. To, co chciałam pokazać, stało się rzeczą, której próbowałam się przeciwstawić. Wszystko zostało przejęte i skopiowane bardzo szybko. Pomyślałam, że to jednocześnie fascynujące i przerażające, ale też świetne.

Jeff D. 

Twoje prace znów wzbudzają zainteresowanie, tym razem w internecie. Może dlatego, że w zdjęciach z lat 90. jest pewien fizyczny element tworzenia się tożsamości, podczas gdy współczesne nastolatki robią to w internecie.
To dwie różne rzeczy. Co innego, gdy ktoś jest w twoim pokoju i zadanie pytania, a co innego, gdy sam opisujesz swoje różne osobowości na platformach internetowych. Presja tworzenia wielu tożsamości online jest odmienna. Masz świadomość tego, jak inni cię widzą, możesz tworzyć swój wizerunek na każdej z tych stron, po kilka razy dziennie. To wymaga samoświadomości. Masz kontrolę nad wizerunkiem i starasz się, żeby był spójny. Nie interesuje mnie to, jak ktoś widzi siebie w trzeciej osobie. Interesuje mnie prawdziwa rozmowa, która zbacza z tematu. Skądś wzięliśmy przekonanie, że dorastając, trzeba mieć ujednoliconą osobowość i poczucie własnego ja. Ale to wcale nie jest ciekawe. Jedyna rzecz, która sprawia, że ludzie są fascynujący, to właśnie fakt, że nie mamy jednoznacznej osobowości czy wizerunku. Wpływa na nas wiele różnych rzeczy, które często zderzają się ze sobą.

adriennesalinger.com.

Carlos C.

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst Emily Manning
Zdjęcia Adrienne Salinger
Tłumaczenie Patrycja Śmiechowska