Reklama

seks i selfie

22-letnia artystka, Maja Malou Lyse, która na swoim koncie ma m.in. performace w Tate Modern, opowiada o swoich „agresywnie dziewczęcych” pracach.

tekst Tish Weinstock
|
01 Marzec 2016, 10:55am

Prace 22-letniej artystki Maji Malou Lyse skupiają się na dziewczęcości: od smutnych autoportretów z kamerki internetowej po aerobik z kijkiem do selfie z Arvidą Byström w różowym dresie.

Sama Maja opisuje swoje prace jako „agresywnie dziewczęce" i „groteskowo kobiece". Poruszają one najważniejsze zagadnienia, jakie frapują współczesne kobiety. Czy w ogóle mamy kontrolę nad swoimi ciałami? Czy dzisiejszy feminizm jest tylko chwytem marketingowym? Czy kobiety będą mogły kiedyś otwarcie rozmawiać o swojej seksualności, bez obaw, że ktoś uzna je za „puszczalskie"? Postanowiliśmy porozmawiać o tym z Mają.

Kiedy zaczęłaś interesować się sztuką?
Hm... Po raz pierwszy miałam kontakt ze sztuką poprzez fotografię. Myślę, że moja mama się do tego przyczyniła, bo jest fotografką. Poza tym mocno wpłynęło na mnie też odkrywanie artystów i ich prac w internecie.

Jak opisałabyś swoją estetykę?
Nie mam żadnej strategii marketingowej i staram się nie szufladkować, ale oto kilka słów kluczowych: agresywnie dziewczęca, groteskowo kobieca, ciągle nadzorująca swoje ciało...oraz kobiece ciało i męski punkt widzenia.

Jak twoim zdaniem internet zmienił nasze postrzeganie feminizmu?
Internet przyczynił się do zwiększenia krytyki ciał kobiet i ich życia seksualnego. Wierzę jednak, że sieć przede wszystkim ma pozytywny wpływ na feminizm - tworzy społeczności, w których można nawiązać dialog, edukować i buntować się. Dzięki niemu wytykamy również seksizm, rasizm, transfobię i homofobię w filmach, reklamach, mediach, życiu codziennym i tak dalej.

Co sądzisz o feminizmie, który stał się ostatnio modnym hasłem?
Myślę, że feminizm jest modny jako skomercjalizowany produkt i pseudopolityczny ruch. Denerwują mnie firmy, które czerpią zyski z feminizmu, używanego jako chwytliwego hasła albo strategii marketingowej. Myślę, że granica między „wyzwalającym feminizmem" a „wyzwalającym kapitalizmem" jest w kulturze masowej bardzo cienka. Zamiast szukania „radykalnego feminizmu" na drogim T-shircie, lepiej zainteresować się radykalnym feminizmem w historii, sztuce i polityce.

Już wcześniej współpracowałaś z Arvidą Byström. Czy możesz nam opowiedzieć coś o waszych pracach?
Na przestrzeni lat robiłyśmy różne rzeczy, ale przeważnie skupiamy się na podporządkowaniu kobiecości. W zeszłym roku zorganizowałyśmy wystawę „Like", na której zebrałyśmy prace artystek, które analizowały „kulturę lajków" jako gospodarkę społeczną i wartość samą w sobie. Wystawa dotyczyła również niedostatecznego odzwierciedlenia udziału kobiet w sztuce. Nasz najnowszy wspólny projekt to „Selfie Aerobics", performance pokazywany w londyńskiej galerii Tate Modern. Później zaproszono nas też do innych klubów i muzeów. Postanowiłyśmy stworzyć z tego performance'u wideo i wrzucić je na YouTube'a. Od tej pory projekt żyje własnym życiem, jest rozpowszechniany i przerabiany przez znane strony dla internetowych trolli, jak 4chan i 9gag, oraz prawicowe media, takie jak Fox News. Klip został nawet ocenzurowany na Facebooku.

Kiedy zaczęłaś interesować się sztuką?
Hm... Po raz pierwszy miałam kontakt ze sztuką poprzez fotografię. Myślę, że moja mama się do tego przyczyniła, bo jest fotografką. Poza tym mocno wpłynęło na mnie też odkrywanie artystów i ich prac w internecie.

Jak opisałabyś swoją estetykę?
Nie mam żadnej strategii marketingowej i staram się nie szufladkować, ale oto kilka słów kluczowych: agresywnie dziewczęca, groteskowo kobieca, ciągle nadzorująca swoje ciało...oraz kobiece ciało i męski punkt widzenia.

Jak twoim zdaniem internet zmienił nasze postrzeganie feminizmu?
Internet przyczynił się do zwiększenia krytyki ciał kobiet i ich życia seksualnego. Wierzę jednak, że sieć przede wszystkim ma pozytywny wpływ na feminizm - tworzy społeczności, w których można nawiązać dialog, edukować i buntować się. Dzięki niemu wytykamy również seksizm, rasizm, transfobię i homofobię w filmach, reklamach, mediach, życiu codziennym i tak dalej.

Co sądzisz o feminizmie, który stał się ostatnio modnym hasłem?
Myślę, że feminizm jest modny jako skomercjalizowany produkt i pseudopolityczny ruch. Denerwują mnie firmy, które czerpią zyski z feminizmu, używanego jako chwytliwego hasła albo strategii marketingowej. Myślę, że granica między „wyzwalającym feminizmem" a „wyzwalającym kapitalizmem" jest w kulturze masowej bardzo cienka. Zamiast szukania „radykalnego feminizmu" na drogim T-shircie, lepiej zainteresować się radykalnym feminizmem w historii, sztuce i polityce.

Już wcześniej współpracowałaś z Arvidą Byström. Czy możesz nam opowiedzieć coś o waszych pracach?
Na przestrzeni lat robiłyśmy różne rzeczy, ale przeważnie skupiamy się na podporządkowaniu kobiecości. W zeszłym roku zorganizowałyśmy wystawę „Like", na której zebrałyśmy prace artystek, które analizowały „kulturę lajków" jako gospodarkę społeczną i wartość samą w sobie. Wystawa dotyczyła również niedostatecznego odzwierciedlenia udziału kobiet w sztuce. Nasz najnowszy wspólny projekt to „Selfie Aerobics", performance pokazywany w londyńskiej galerii Tate Modern. Później zaproszono nas też do innych klubów i muzeów. Postanowiłyśmy stworzyć z tego performance'u wideo i wrzucić je na YouTube'a. Od tej pory projekt żyje własnym życiem, jest rozpowszechniany i przerabiany przez znane strony dla internetowych trolli, jak 4chan i 9gag, oraz prawicowe media, takie jak Fox News. Klip został nawet ocenzurowany na Facebooku.

Co sprawia, że selfie jest tak mocnym środkiem artystycznej ekspresji?
Myślę, że selfie to efektywnym środek autoekspresji. Dzięki niemu można przejąć kontrolę nad własnym wizerunkiem, zamiast poddawać się cudzemu spojrzeniu. Krytycy selfie uważają, że ludzie robiący sobie takie zdjęcia są puści, sztuczni i narcystyczni. W ten sposób często opisuje się młode dziewczy, to terminy związane z kobiecą tożsamością. W tym sensie selfie może być też formą protestu.

Opowiedz nam historię twojego bloga, Booth Bitch.
Założyłam go w 2012 roku, żeby dołączyć do feministycznej społeczności na Tumblrze, ponieważ obserwowałam i podziwiałam te dziewczyny. Na początku to był tylko blog z selfikami i reblogowanymi obrazkami, ale później stał się moim osobistym dziennikiem. Booth Bitch to moje publiczne alter ego, ten projekt ciągle się rozwija. Ostatnio zaczęłam też występować na różnych wydarzeniach z „BB Corner", kącikiem, w którym odczytuję wybrane pytania, otrzymane przez bloga lub maila. Świetna zabawa! Kącik skupia się głównie na seksualności, zdrowiu seksualnym i kanonach piękna. Staram się brać na warsztat tematy, które są błędnie przedstawiane w mediach.

Często poruszasz temat kobiecej rozkoszy. Czy uważasz, że to kwestia często źle przedstawiana w kulturze masowej?
Wymaga się od nas, żebyśmy zawsze były pewne siebie i seksualnie dostępne, a jednocześnie się nas krytykuje i odrzuca, jeśli przejawiamy jakiekolwiek ambicje czy niezależne pragnienia i pożądanie. Nasze ciała ciągle są oceniane przez społeczeństwo, które w marketingu używa praktycznie każdej jego części. To uczy nas, że nasze ciała wcale do nas nie należą. Kobieca seksualność zawsze była ograniczana, np. przez społeczny konstrukt dziewictwa czy uprzedmiotowienie w mediach i reklamach. Na kobiecą seksualność zawsze patrzy się zawsze z męskiej perspektywy. To ważne, by stworzyć nowy dyskurs oraz bezpieczną przestrzeń, w której kobiety będą mogły dyskutować na te tematy.

boothbitch.me

Kredyty


Tekst Tish Weinstock
Tłumaczenie Patrycja Śmiechowska