poznajcie sevę granika, speca od imprez alexandra wanga

Spotkaliśmy się z królem nowojorskiej sceny imprezowej, żeby w miejscu realizacji jego najambitniejszego projektu do tej pory – „SHADE: 2084 New Year's Eve” – pogadać o tworzeniu klubu od zera, modowych bankietach i o tym, dlaczego najlepiej bawi się w...

tekst Clarke Rudick
|
12 Styczeń 2015, 9:40am

Photography Christelle de Castro

Zanim zaczął je organizować, Sevę Granika z imprezami Alexandra Wanga łączyły raczej problemy na bramce: „Jego imprezy były straszne. Nie dało się tam wejść!".

Granik i jego wspólniczka Ladyfag (bywalczyni oraz organizatorka najważniejszych nowojorskich balang) od 2013 roku produkują afterparty po pokazach Alexandra Wanga - wtedy na jedną noc przemienili opuszczony budynek w japońskie centrum handlowe, zeszłego lata zaskoczyli za to tajną imprezą w magazynie w dzielnicy Bushwick. Poza ich organizowaniem, prowadzeniem cyklu rave'ów „Shade" i urządzaniem niemożliwie undergroundowych imprez „Lowbrow", Granik ma fioła na punkcie wszystkiego, co składa się na wrażenia jego gości. Szuka najbardziej opuszczonych miejsc, żeby krok po kroku przemieniać je w imprezownie idealne. „Chociaż nigdy na tym nie zarabiamy, a idą na to naprawdę gigantyczne pieniądze, zawsze jestem dumny z końcowego efektu" - mówi. Ostatnim i najbardziej ambitnym w karierze projektem Ladyfag i Granika było „Shade: 2084 New Year's Eve" - impreza sylwestrowa w magazynie, która w najlepsze trwała do 9 rano w Nowy Rok. Spotkaliśmy się więc w jej tajnej lokalizacji, żeby wyciągnąć od Sevy kilka jego sekretów.

Jak to się stało, że pracujesz w branży imprezowej?
Grałem w wielu, bardzo wielu zespołach. W pewnym momencie po kolei zaczęły upadać, ale zdążyłem już zdobyć doświadczenie w prowadzeniu kapel, bookowaniu występów, kontaktach z agentami i menedżerami lokali. Zainwestowałem więc tę wiedzę w promowanie imprez. Ludzie byli chętni do współpracy, dobrze mnie już znali. Kontakty stanowią istotną część tej branży.

Poza autorskimi cyklami imprez „Shade", „Holy Mountain" i „Lowbrow" pracowałeś też na zlecenie takich organizacji jak MoMA PS1. Jakie korzyści, których nie zapewnia ci praca na własny rachunek, daje współpraca z klientem?
Gdyby nie to, pewnie i tak tworzyłbym strategie dla kogoś innego, kto wie… To jednak całkiem niezła sprawa! Nie zrobiłem nigdy nic, czego mógłbym się wstydzić, to po prostu moja praca. Gdybym nie pracował dla innych, nie mógłbym zorganizować tego sylwestra sam - to olbrzymia produkcja i musimy za nią zapłacić.

Twój sekret udanej imprezy?
Nie ma takiego. Najważniejsze, żeby dbać o wrażenia twoich gości. Składają się na to setki kwestii: od miejsca, przez to, jak mają tam dojechać, po obsługę, personel, promocję, oświetlenie, nagłośnienie, łazienki, ochronę… Trzeba zadbać o wszystko między tym, co potrzebne, a tym, na co nas stać.

Jesteś fanem berlińskich klubów techno. Co najbardziej ci się w nich podoba?
Tam wszystko zależy od stałych bywalców imprez, którzy budują swoją pozycję i otwierają lub prowadzą kluby. Tutaj rządzą ludzie, którzy mają miliony na lokal i znajomości, żeby dostać licencję. Większość właścicieli klubów w Nowym Jorku nie umiałaby nawet przeliterować „nightlife".

Pogadajmy o imprezach, które organizujecie dla Alexandra Wanga. Jak go poznałeś?
Jest przyjacielem Lady. Był na naszej pierwszej imprezie z cyklu „Shade". Chciał kupić na czarną kartę kredytową butlę szampana, ale musieliśmy mu powiedzieć, że to nie jest miejsce tego typu… [śmieje się]

Jak radziliście sobie z pracą pod presją? Organizowanie afterparty dla Wanga to niezły stres.
Byliśmy zbyt zajęci, żeby się martwić, nie spaliśmy przez miesiąc.

Byłem na waszej ostatniej imprezie w Bushwick organizowanej w ramach „Lowbrow".
To całkowicie inna bajka. W skrócie: nie oczekuj zbyt wiele. To miała być chwila wytchnienia od całego modowego snobizmu. Mogłeś przyjść do zatęchłego, brudnego magazynu i po prostu się rozerwać. Dokładnie tak było.

Aż pojawiły się Jennerki…
Lady przyjaźni się z celebrytami, ale to nie jest moja sprawa. Nie tweetuję ani nie używam Instagramu, mam to gdzieś.

Na koniec: co poradziłbyś chcącym wbić się na twoją imprezę?
Nic. „Shade" to z założenia otwarte, demokratyczne wydarzenie. Zupełnie inny jest „Lowbrow" - tam wbić już raczej się nie da…

clubshade.com

Kredyty


Tekst Clarke Rudick
Zdjęcia Christelle de Castro

Tagged:
Alexander Wang
Wywiady
muzyka
nowy jork
seva granik