arthur elgort uchwycił na zdjęciach doskonałość supermodelek

W drugi dzień świąt Bożego Narodzenia fotograf znany jako dokumentalista złotej ery supermodelek odsłonił przed nami swoje portfolio. Arthur Elgort chce, żebyście zobaczyli The Big Picture.

tekst i-D Team
|
05 Styczeń 2015, 1:45pm

Photography Arthur Elgort

Dzwoniąc do manhattańskiego studio jednego z najbardziej uznanych fotografów świata, można by się spodziewać, że po linii telefonicznej trafi w ciebie rykoszetem odrobina (zasłużonego) wielkiego ego rozmówcy. Zamiast tego otulił nas ciepło uprzejmy, silny nowojorski akcent. Należący do ze wszech miar czarującego mężczyzny. Arthur Elgort , który urodził się i wychował w Wielkim Jabłku, studiował malarstwo. Zorientował się jednak, że ta ścieżka kariery nie sprzyja zbytnio kontaktom towarzyskim. Zamiast malować, zaczął więc robić zdjęcia uwielbianym przez siebie baletnicom. Wkrótce udało mu się namówić kilka magazynów, by powierzyły mu zlecenia. I tak wywalczył sobie miejsce w świecie mody. Głównie dzięki swojemu unikalnemu, „migawkowemu" podejściu. Zawsze kładł nacisk przede wszystkim na uchwycenie ruchu i jednej, konkretnej chwili. W 1971 roku zadebiutował w brytyjskiej edycji Vogue'a. Od tego przełomu współpracował w szerokim zakresie z takimi modelkami, jak Apollonia, Lisa Taylor, Christy, Linda Evangelista i Naomi - czyli z pierwszymi supermodelkami. Robił też fotografie do kampanii domów mody Chanel, Valentino, Yves Saint Laurent czy Karl Lagerfeld. Za swój wszechstronny wkład w modę został uhonorowany prestiżową nagrodą CFDA Board of Directors' Special Tribute Award. Obecnie Arthur zajmuje się kompilowaniem swoich ikonicznych dzieł oraz osobistych zdjęć, które zostaną zamieszczone w publikacji The Big Picture. W tej książce znajdą się najlepsze i najpiękniejsze fotografie z portfolio, które artysta powiększał przez prawie 50 lat. Skontaktowaliśmy się z legendą, żeby porozmawiać o spędzaniu życia na fotografowaniu najpiękniejszych kobiet na świecie.

„Piękno to ludzie, którym robię zdjęcia. Zwłaszcza dziewczęta. Fotografuję też mężczyzn, ale w tym wszystkim chodzi przede wszystkim o kobiety!" Arthur Elgort

„Piękno to ludzie, którym robię zdjęcia" - wyjaśnia, ujmując to rozbrajająco prosto. „Zwłaszcza dziewczęta. Fotografuję też mężczyzn, ale w tym wszystkim chodzi przede wszystkim o kobiety!". Arthur spędził większość lat 70, 80 i 90 na podróżowaniu w egzotyczne zakątki z egzotycznymi twarzami u boku. To brzmi jak praca marzeń, zwłaszcza dla młodego fotografa. On sam nie zaprzecza. „Nie, mi zupełnie nie przeszkadzało to całe podróżowanie. A modelki i wszyscy zaangażowani w sesję naprawdę mnie słuchali. Nie sądzę, żeby był ze mnie materiał na dobrego pracownika poczty. Rozumiecie, co mam przez to na myśli?". Wystarczy pobieżnie przekartkować jego książkę, by znaleźć fotografie z tamtych dni. Spędzonych w Chinach, na kajakach z Lindą Evangelistą. Lub na wycieczkach po Maroku u boku Shalom Harlow. Czy na niekończących się wyprawach w poszukiwaniu przygody do Nepalu, w towarzystwie Kate Moss i Christy Turlington. Christy oświadczyła zresztą niedawno, że pamiętna, pełna słoni sesja była „najlepszą wycieczką w jej życiu!". Ale piękno to dla Artura nie tylko modelki. Fotografowi i jego modowej kompanii towarzyszyła zazwyczaj trójka jego pociech. Często lądując na zdjęciach ojca. Doświadczenia takie, jak zabawa w kowbojów u boku Stelli Tennant z Dzikiego Zachodu dla Vogue'a, stały się dla dzieci Elgorta codziennością. I wyraźnie widać, że obudziły w nich własną kreatywność. Teraz są już dorosłe. Córka mistrza, 28-letnia Sophie, także chwyciła za aparat. Jego starszy syn, 24-letni Warren, został reżyserem. A najmłodsze z dzieci, 20-letni Ansel, aktorem. „Im są starsze, tym piękniejsze się robią. Ansel jest w tej chwili akurat w Londynie. Będzie grał w filmie. Jestem z niego taki dumny!". Później Arthur zdradza i-D w którym londyńskim hotelu przebywa jego przystojny syn. Zachęca nas, żebyśmy się z nim spotkali. „To prawdziwy rebeliant! Zakochacie się w nim!". Sophie wyszła niedawno za mąż. Naturalnie, Arthur stawił się w gotowości, by uwiecznić ten wyjątkowy dzień. „Czy jesteś już zamężna?" - pyta, a potem proponuje, że może też zrobić zdjęcia na przyszłym ślubie kogokolwiek z ekipy i-D. „Jestem bardzo szczęśliwy, że mam przy sobie te dzieciaki. I moją żonę, oczywiście" - dodaje, wspominając o swojej przepięknej małżonce, reżyserce teatralnej Grethe Holby.

Arthur ma już 74 lata. Czy jego postrzeganie piękna zmieniło się wraz z wiekiem? „Za piękne uznaję nadal te same rzeczy. Dziewczyny, które fotografowałem, wciąż są niezwykle piękne. Nawet jeśli starsze. Nie, żebym pytał ludzi o wiek. Bo to nie znaczy nic a nic". Obecnie Arthur zauważa, że „w branży jest mnóstwo pięknych modelek, ale nie ma żadnych nowych supermodelek . Chociaż te z dawnych lat dalej pracują. Christy Turlington i Kate Moss nadal są idealne. I nie poddały się operacjom plastycznym. To wspaniale!". Mimo braku współczesnych supermodelek, na dzisiejszej scenie są modelki, które go ekscytują. Chodzi zwłaszcza o Stellę Maxwell i jego absolutną ulubienicę, Karlie Kloss. „Jest po prostu genialna" - mówi o gwieździe okładek i-D i eks-balerinie. Dla Arthura tancerki pozostaną już na zawsze bardzo ważne. Uwielbia to, jak rozumieją one swoje własne ciała. Laura Love (córka jednej z redaktorek amerykańskiego Vogue'a, Lisy Love) to kolejna postać z listy ulubionych modelek Arthura. „Pamiętam ją jeszcze z czasów, kiedy miała może pięć lat. A ja pracowałem z jej mamą. Teraz Laura sama jest baletnicą i modelką. I porusza się z taką gracją...".

Arthur powiedział raz Terry'emu Jonesowi, założycielowi i-D, że na piękno składa się każde małe zadrapanie, każda blizna czy pieg. Dziś podkreśla to dobitnie, wyznając: „Nie lubię retuszowania. Lubię, jak wszystko wygląda naturalnie. Wiesz, nie odjąłbym mojej żonie ani jednej zmarszczki". Potem przechodzi w opowieść o tym, jak odwiedzał kiedyś w Paryżu.Azzedine Alaïa zaczynał wtedy dopiero karierę. „Podszedł do nas. Zobaczył moją żonę i natychmiast podarował jej szafę pełną ubrań. Bo uznał, że jest przepiękna". Arthur zawsze stał po stronie artystycznej szczerości. Uwielbia więc film i zamiast korzystać z cyfrowych aparatów, woli używać swojego wiernego Hasselblada albo Rolleiflexa. „Jeśli robię zdjęcia komuś, kogo naprawdę lubię, na pewno użyję kliszy. W ten sposób fotografie stają się wyjątkowe".

By przygotować The Big Picture, Arthur zagłębiał się wielokrotnie w swoim archiwum. Odkrył tam zarówno zapomniane fotografie, jak i takie, których świat nigdy nie zapomni. Drobna sylwetka Kate Moss, która była gwiazdą okładki i-D aż 18 razy, przewija się bez ustanku w tych archiwaliach. Pojawia się nawet na okładce książki - tańczy na stole w paryskiej Cafe Lipp, cała roześmiana. „Uśmiechamy się zdecydowanie za mało" - zauważa Arthur. „Na pokazach w ogóle nikt się nie śmieje. A każdy powinien się od czasu do czasu uśmiechnąć". Nie boi się też wyjawić swoich pierwszych opinii na temat Kate. Przyznaje, że nie dostrzegał w niej nic wyjątkowego - aż zrobił jej zdjęcia i ujrzał efekty sesji. „Sam nie mogłem w to uwierzyć!" - wykrzykuje. W książce, zarówno jako bohaterka fotografii, jak i pomoc kreatywna, pojawia się także genialna Grace Coddington. Artysta przyjaźnił się z nią i współpracował przez całe swoje życie. Zaczęła jako modelka, by stać się dyrektorką kreatywną. Drużynę marzeń połączyło podobne podejście do mody. Wiara w to, że chodzi w niej o coś więcej, niż o ubrania na białym tle. Pracowali razem przy wielu projektach. Ich najświeższym wspólnym przedsięwzięciem była okładkowa sesja Grace do numeru i-D zatytułowanego The Wise Up Issue z zimy 2012. Wykonane wtedy zdjęcia także znajdziemy w książce. A ta będzie miała ponad 400 stron. Nic dziwnego, że Arthur nie potrafi wskazać swojego ulubionego zdjęcia z The Big Picture. „Może nawet jeszcze nie wykonałem mojej ulubionej fotografii. Może minie parę lat, nim zorientuję się, że jednak już stworzyłem idealną fotografię" - rozmyśla. „Dlatego nigdy nie należy przestawać. David Bailey ma takie samo zdanie. On pracuje bez przerwy. Także Rei Kawakubo. Robiłem jej zdjęcia i muszę powiedzieć, że jest wspaniała".

Przez swoją długą, owocną karierę Arthur był zawsze wierny własnej estetyce. Nigdy nie poddał się żadnym wpływom. „Myślę, że właśnie dzięki temu książka jest interesująca. Jeśli chcesz zorientować się kiedy powstały zdjęcia, poznasz to pewnie tylko po wieku modelek. Styl się nie zmienia". Ma rację. Arthur to rzadko spotykane zjawisko - przeurocza legenda. Jest odpowiedzialny za przeniesienie mody ze studia fotograficznego na ulice. I nadal inspiruje ludzi pracujących w branży na całym świecie. „Mam nadzieję, że będę żył bardzo długo. Zaczerpnę jeszcze wiele z życia i spotkam jeszcze więcej ludzi" - kończy swoje wspominki. Na pewno tak będzie. A przy okazji udokumentuje to wszystko na zdjęciach.

@arthurelgort

Kredyty


Tekst: Francesca Dunn
Fotografia: Arthur Elgort

Tagged:
Wywiady
modelki
arthur elgort