kylie minogue zaśpiewa w berghain

Prawdziwa queerowa ikona już wkrótce wystąpi w świątyni techno.

|
lut 9 2018, 9:57am

Jeśli wydawało się wam, że kultura gejowska sięgnęła zenitu, gdy Meryl Streep dołączyła do obsady „Wielkich kłamstewek", Britney Spears ogłosiła, że wystąpi na paradzie równości w Brighton, a na antenę powróciły „Porady Różowej Brygady" i „RuPaul's Drag Race: All Stars", musicie przemyśleć swoje stanowisko. Zenit zostanie osiągnięty dopiero 20 marca 2018 roku, gdy Kylie Minogue zaśpiewa w Berghain.

Kylie (jedyna prawdziwa Kylie) ogłosiła, że zagra kilka koncertów promujących jej 14. (!) album studyjny „Golden". Mini trasa koncertowa zacznie się 13 marca w Café de Paris w Londynie, a zakończy się siedem dni później w słynnym berlińskim klubie.

Niektórych mogą zaskoczyć wieści o tym, że jedna z największych gwiazd Australii zagra w byłej komunistycznej elektrowni, znanej z surowej polityki na bramce, techno i niecenzuralnych wybryków. Jednak dla gejów to połączenie dopasowane lepiej niż lateksowy kombinezon przylegający do ciała. Bo widzicie, zarówno Berghain, jak i Kylie, są queerowymi ikonami.

Kluby gejowskie oferują społeczności LGBT+ miejsce, w którym można czuć się bezpiecznie. Dlatego nocne życie w nich tętni i jest pełne radości. Nie są też przesadnie luksusowe. Często kierują się etosem „zrób to sam", a do dobrej zabawy wystarczy dekoracja w postaci błyszczących brokatem tasiemek i kula dyskotekowa. Nawet tak prężnie działające kluby jak G-A-Y są lekko kiczowate — to część ich uroku.

Czego nie można powiedzieć o Kylie — ona zawsze ma wszystko dopięte na ostatni guzik. Jej najnowsza piosenka „Dancing" jest chyba najlepszym dziełem, które wypuściła od czasu „All The Lovers" w 2010 roku. Jednak Kylie ma w sobie coś, co również daje nam poczucie stabilizacji i bezpieczeństwa, nawet jeśli czasem lekko obciachowego. Bez względu na to czy ludzie są rozczarowani jej piosenkami czy od razu dodają je do playlisty „Bangery Kylie", dzięki niej możemy się zjednoczyć i odetchnąć z ulgą. Kylie wróciła i wszystko będzie dobrze.

Właśnie to robią dobre gejowskie ikony. Walczą o prawa (jak Kylie w trakcie australijskiego referendum na temat małżeństw osób tej samej płci), śpiewają piosenki o namiętnym seksie (Ariana Grande „Side to Side") i pozwalają nam się z nimi utożsamiać — te gwiazdy to nasz bufor bezpieczeństwa. Jak latarnie morskie rozjaśniają mroczny świat, a to za sprawą nieuchronnego powrotu Madonny, kucyka Ariany czy kawałka Beyoncé, który (znów) zmieni świat.

W przypadku Minogue liczy się też totalny brak pretensjonalności. Jak napisał kiedyś Rufus Wainwright: „samoświadomość to piękna rzecz, a Kylie zna siebie na wylot". Posunął się nawet do nazwania Kylie „gejowskim synonimem radości". I ma rację. Puśćcie sobie „I Believe in You", „Spinning Around" albo „Better the Devil You Know", a od razu poniesie was jej elficki wokal i triumfalnie radosna muzyka. Te cechy odzwierciedlają to, co reprezentuje taki klub jak Berghain. Też można go nazwać „gejowskim synonimem radości". Za zamkniętymi drzwiami nie ma ostentacyjnej sztuczności, tylko surowa energia.

Przygotujcie się na nadejście 20 marca, bo pewnie będzie to jeden z najważniejszych momentów w queerowej historii. Zgromadzenie osiągnie moc tak silną, że mogłaby zniszczyć homofobię i rozświetlić całą planetę. Pewnie właśnie tego chciała Kylie, w końcu jak śpiewa w najnowszej piosence: „Gdy wychodzę na miasto, chcę tańczyć". My też. Na szczęście Kylie zagra w marcu też kilka innych koncertów, więc jeśli sądzicie, że nie uda się wam wejść do Berghain, to nic straconego.

Artykuł pochodzi z brytyjskiego wydania i-D.

Sprawdź też: