playboy wraca do nagich fotek

Co tak naprawdę oznacza nagły powrót do korzeni?

tekst Meghan Murphy
|
20 Luty 2017, 2:16pm

Cooper Hefner zrobił dokładnie to, co musiał, żeby progresywni, modni mężczyźni i kobiety razem świętowali powrót do seksapilu: upolitycznił uprzedmiotowienie, łącząc je ze „swobodami obywatelskimi i wolnością wyrazu", a do tego sprawił, że zdjęcia są bardziej hipsterskie.

Playboy od dawna stoi na czele ruchu wyzwolenia kobiet... przynajmniej sam tak twierdzi. Nawet Hugh Hefner powiedział kiedyś, że jest w tej dziedzinie pionierem: „Byłem feministą, zanim feminizm w ogóle powstał". Dobrze wiedzieć! Ileż czasu i energii kobiety mogłyby zaoszczędzić, gdyby tylko wyciągnęły spod łóżka kolekcję pornografii swoich chłopaków, braci i ojców, zamiast wprowadzać prawa dotyczące molestowania, zakładać schronienia dla ofiar gwałtów i walczyć z nierównymi płacami.

Feministki drugiej fali były zbyt mądre, by nabrać się na zapewnienia, że uprzedmiotowienie kobiet jest tak naprawdę wyzwoleniem, ale neoliberalna trzecia linia entuzjastycznie się podporządkowała. „Pozycja kobiet umacnia się teraz przez wszystko, co tylko robią", napisał kiedyś żartobliwie portal The Onion, co przywodzi na myśl dosłownie mantry wygłaszane przez współczesne, liberalne feministki. Playboy przestał być ich wrogiem, bo dyskurs zwrócił się ku akceptacji i celebracji wszelkich „wyborów" kobiet, bez względu na to, jakie one są i w jakim kontekście są osadzone. Faktycznie, jeśli kobieta postanowi zapozować nago (i jeszcze jej za to zapłacą), to po prostu przejmuje kontrolę nad swoim ciałem. Idea, w myśl której uprzedmiotowienie szkodziło pozycji kobiet, była zbyt mocno związana z patriarchalnymi stereotypami dotyczącymi ich wartości. Stała się przestarzała i Playboy w końcu osiągnął to, co rzekomo miał od samego początku: dobrą opinię wśród feministek.

Ich ugrzeczniona strona uruchomiona w 2014 roku publikowała „feministyczne" treści. Większość z nich napisali mężczyźni i większość z nich wspierała skrajnie lewicowy etos Hefa, który utożsamiał przeseksualizowane kobiece ciała z wolnym społeczeństwem. Jednak wychodzi na to, że Playboy zrobił już swoje. W kolejnym roku magazyn ogłosił, że nie będzie już publikować nagich zdjęć. „Bitwa została stoczona i wygrana", ogłosił Scott Flanders, ówczesny dyrektor generalny firmy. Już nie trzeba oferować mężczyznom zdjęć roznegliżowanych kobiet, bo teraz są już wszędzie. Niech żyje wolność.

Jak w takim razie mamy rozumieć ostatnią zmianę zdania? W poniedziałek Cooper Hefner — syn założyciela i dyrektor kreatywny marki — ogłosił nienagannym żargonem trzeciej fali: Odzyskujemy naszą tożsamość i wracamy do korzeni". Jak twierdzi, pozbycie się nagości było błędem. „Nagość nie stanowiła problemu, bo nagość nie jest problemem".

Oświadczenie przepełnione jest współcześnie modnymi słówkami feministek i jasno ma pokazywać, że przekaz jest rewolucyjny. Możliwe jednak, że jedyną motywacją tej zmiany są po prostu zarobki Playboya. Magazyn zbił fortunę i zebrał fanów na barkach nagich kobiet i już za późno, by zmienić kierunek. Tak, mężczyźni mają teraz natychmiastowy dostęp do pornografii dzięki internetowi, ale to nie znaczy, że nie chcą już oglądać nagich kobiet w Playboyu.

Oczywiście magazyn nadal musi się postarać, żeby zachęcić ich do wyboru Playboya, a nie czegoś bardziej obrazowego. Playboya wyróżnia to, że ukazywana przez niego nagość była uważana za wysmakowaną. Wierzcie lub nie, ale w czasach szalonego porno to nadal się sprzedaje. Dobry chłopak nie musi się wstydzić, że ma Playboya na stole. Przecież w nowym numerze napisali artykuł o politycznym komentatorze, Vanie Jonesie.

Cooper Hefner zrobił dokładnie to, co musiał, żeby progresywni, modni mężczyźni i kobiety razem świętowali powrót do seksapilu: upolitycznił uprzedmiotowienie, łącząc je ze „swobodami obywatelskimi i wolnością wyrazu", a do tego sprawił, że zdjęcia są bardziej hipsterskie.

Modni brodacze nie chcą oglądać sztucznych piersi i szpilek jak z pornosa. To tandetne i żenujące. Snobistyczni hipsterzy chcą, żeby uprzedmiotowienie wyglądało naturalnie, chcą beztroskich dziewczyn w starych, cieniutkich koszulkach, długich skarpetkach i bez spodni. Wiedzą, że na Insta mogą polubić zdjęcia motocyklistek topless, ale nie te z mocno wymalowanymi, zoperowanymi gwiazdami porno. To jak zgentryfikowana speluna w kulturze porno, w której rozmawiają o wielkim błędzie demokratów, którzy nie wypromowali Berniego, a na ich ramieniu wiszą 20-latki w pociętych szortach i z dziarami na udach.

Na okładce Playboya na marzec/kwiecień 2017 widzimy brunetkę w leciutkim makijażu, skąpaną w vintage'owym, słonecznym świetle. W filmiku na Playboy.com modelka Elizabeth Elam zdradza, że kręci ją „palenie zioła". Oprócz tego kręcą ją także wysokie skarpetki, Jonah Hill, fani „Star Treka" i feminiści. Sądzi, że „Ciemniejsza strona Greya" była beznadziejna i nie lubi Taylor Swift. Elam przypomina dziewczyny z baru w mojej okolicy. I właśnie to Playboy zawsze sprzedawał: dziewczyny z sąsiedztwa. Nie supermodelki, nie idealne, nie snobistyczne — ale osiągalne i przystępne.

Teraz Cooper Hefner poszedł z tym wizerunkiem o krok dalej. Zrozumiał, że mądrzy liberałowie, którzy czytają artykuły o amerykańskiej polityce, postrzegają siebie jako feministów. Lubią fajne dziewczyny — jedzące pizzę i oglądające „Twin Peaks", a nie siedzące w wypasionej furze. Teraz to one są spełnieniem marzeń hipstera: antysystemowe, interesujące się kulturą nerdów. Nowa rozkładówka nienawidzi głównego nurtu, wyzwala ją „naturalna" nagość. Jest też bardzo chuda, bardzo młoda i lubi klapsy. Jest fantazją faceta przed czterdziestką, który niby pragnie feministki, z którą będzie mógł rozmawiać o polityce, ale jednak nie chce, żeby była zbyt wielkim wyzwaniem (odwieczna zagadka). Uwielbia zabawne, mądre, ambitne kobiety w wieku średnim, jak Julia Louis-Dreyfus i Pamela Adlon, ale umawia się tylko z 25-latkami, które ciągle pozują w lesie nago (#FreeTheNipple).

Musimy przyznać, że młody Hefner trafił w samo sedno. Nowy stary Playboy daje postępowym mężczyznom mizoginię dopasowaną formą do ich potrzeb.

Meghan Murphy jest pisarką z Vancouver w Kanadzie. Prowadzi stronę Feminist Current.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Meghan Murphy

Tagged:
PLAYBOY
Hugh Hefner
nagość
seksizm
feminist current
cooper hefner
megan murphy
mizoginia
mizoginizm