Reklama

depresja z instagrama

Kryzys ćwierćwiecza: przechodzi go Selena Gomez i ty prawdopodobnie też. Czym jest i jak sobie z nim radzić?

tekst Rachel Wilson
|
11 Sierpień 2016, 7:45am

Dzień po swoich 24. urodzinach królowa Instagrama Selena Gomez dołączyła do klubu 25-latków, przeżywających kryzys. W usuniętym już poście gwiazda podzieliła się swoim nastrojem z 90 milionami obserwujących jej profil. „Dzisiaj czuję się skrajnie nieautentyczna, niezwiązana w żaden sposób z samą sobą ani moją muzyką" napisała. „Nigdy zresztą nie czułam, że moje piosenki, klipy, czy ubrania definiują to, kim jestem. […] Pokazałam już, jaka jestem, ale chcę głęboko i kreatywnie przemyśleć niektóre obszary mojego życia". Gomez podkreśliła, że nie próbowała tymi słowami odciąć się od swojej twórczości, chciała jedynie być szczera wobec fanów.

Przepełniony emocjami post co prawda został od razu ostro skrytykowany przez brukowce, ale z pewnością szczerość piosenkarki zrobiła ogromne wrażenie na wielu fanach. Ostatnio powszechny stał się pogląd, że bycie 20-latkiem jest raczej ciężkim okresem, pełnym rozczarowań, niezadowolenia z pracy i niskich płac, a nie cudownym czasem młodości i beztroski. Oczywiście, że życiowe doświadczenia Seleny znacznie różnią się od tych przeciętnego młodego człowieka. To raczej mało prawdopodobne, aby gwiazda musiała harować dniami i nocami za marne grosze, aby opłacić czynsz za mieszkanie. Ale z pewnością większość dwudziestokilkulatków może utożsamiać się z chęcią odcięcia się od dotychczasowych dokonań lub zastanawiać się, jak zdefiniować siebie na nowo.

Smutna prawda jest taka, że ten tak zwany kryzys ćwierćwiecza stał się niemal epidemią wśród pokolenia milenialsów. Poczucie niepokoju, pewnej nieudolności jest tak powszechne, że wydaje się być po prostu nieuniknione. Jednak nie jest to nowy problem. Być może przyczyny takiego obrotu spraw leżą w pewnych trendach, które ukształtowały się na długo przed okresem cierpienia naszego pokolenia. W 2000 roku Jeffrey Arnett, profesor z Clark University, opublikował artykuł, w którym określił te trendy. To odkładanie w czasie głównych życiowych zobowiązań, takich jak małżeństwo i dzieci, co z kolei prowadzi do stadium, które określił jako „wczesną dorosłość". Jest to okres pomiędzy dorastaniem a dorosłością, a jego cechami charakterystycznymi są: idealistyczne spojrzenie na szanse, jakie oferuje życie, niestabilność w związkach międzyludzkich, zmiana miejsc zamieszkania oraz chęć odkrywania samego siebie. W tym momencie życia ponad wszystko ceni się niezależność, której silna potrzeba poprzedza okres prawdziwej dorosłości i ustatkowania się.

To właśnie ta mieszanka słodkiej wolności i niestabilności prowadzi do poważnego kryzysu i zamienia dwudziestolatka w drżący kłębek nerwów. Tak jak Destiny's Child, kochamy naszą niezależność. Ale w odróżnieniu od zespołu, nie umiemy sobie poradzić z niestabilnością, do jakiej prędzej czy później może doprowadzić. W badaniach nad wczesną dorosłością, które opublikowano w zeszłym roku, doktor Oliver Robinson, starszy wykładowca na Uniwersytecie w Greenwich, zidentyfikował cztery etapy „kryzysu ćwierćwiecza". Na początku czujemy się uwięzieni w pułapce („wewnątrz lub na zewnątrz") dorosłych zobowiązań — takich jak praca lub związek.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

To uczucie łatwo rozpoznać. W pewnym sensie czujemy się ograniczeni przez swoje wybory życiowe, ale nie jesteśmy w 100% pewni, jak temu zaradzić. Chociaż wydaje się, jakby ten efekt dotyczył tylko naszego pokolenia, prawdopodobnie to tylko dlatego, że w miarę jak głosy niezadowolenia wśród pokolenia Y są coraz głośniejsze, kryzysowi ćwierćwiecza poświęca się więcej uwagi. Abby Miller, współautorka „Quarterlife Crisis: The Unique Challenges of Life in Your Twenties" uważa, że uczucie beznadziei związane z wejściem w dorosłość nie dotyczy tylko i wyłącznie millenialsów. Ciągłe zmienianie pracy, szukanie prawdziwej pasji czy mieszkanie z rodzicami dłużej niż sądziliście, że można wytrzymać — tego wszystkiego doświadczyli również dwudziestolatkowie z poprzednich pokoleń. 

Jednak różnica polega na tym, że o naszych niedoskonałościach codziennie przypominają media społecznościowe. Złość dawnych dwudziestoparolatków znajdowała ujście w postaci wpisów do pamiętnika i rozmów, które odeszły w zapomnienie. Nam, millenialsom, Instagram i Facebook codziennie przypominają o poczuciu niższości i niepowodzeniach. Każdy epizod facebookowej prokrastynacji może zaowocować nowym nowy kompleksem, albo przypomnieć o wyimaginowanym problemie. Z każdym zdjęciem lazurowych mórz i czyjegoś nowego francuskiego buldożka podświadomie zadajemy sobie pytanie: gdzie ostatnio byliśmy na wakacjach, kiedy moje życie będzie na tyle ustabilizowane, że będę w stanie przygarnąć wymarzonego psiaka? Nic dziwnego, że ostatnie badania wykazały związek pomiędzy czasem spędzonym na mediach społecznościowych, a przypadkami lęków i depresji. 

Choć poczucie ciągłej beznadziei jest do niczego, na końcu tunelu kryzysu ćwierćwiecza widać światełko, promyk nadziei. Wracając do badania doktora Robinsona: następujące po sobie fazy osiągają punkt krytyczny, co wskazuje na prawdopodobieństwo szczęśliwego zakończenia. Po pierwszej fazie kryzysu — nachalnym poczuciu uwięzienia w potrzasku — naturalnie przejdziecie do kolejnych etapów. Po pierwsze, zdacie sobie sprawę, że zmiany są osiągalne, zaczniecie je wprowadzać i zmieniać swoje życie tak, żeby zgrało się z tym, co pragniecie osiągnąć. A może wszystko skończy się nową pracą, z której będziecie zadowoleni? Albo wrócicie do dawnych pasji lub zainteresowań?

Jeśli czujecie się trochę jak Selena Gomez, to przemyślcie sprawę raz jeszcze — może to dobry znak. Gdy przyłapiecie się na toksycznym przeglądaniu Instagrama, zamknijcie apkę. Jeśli czujecie, że utknęliście w pułapce, ułóżcie plan i nie porównujcie się do innych. I kiedy macie prawdziwego doła, pamiętajcie: nawet Selena Gomez przechodzi kryzys ćwierćwiecza.

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Rachel Wilson
Zdjęcie: @selenagomez

Tagged:
Instagram
Selena Gomez
depresja
Newsy
kryzys ćwierćwiecza