dziewuszki — nowe pokolenie polskich aktywistek

Rozmawiamy z Weroniką i Niną, 17-letnimi założycielkami feministycznego fanpage’a Dziewuszki Dziewuszkom.

tekst Mateusz Góra; zdjęcia: Dawid Grzelak
|
04 Wrzesień 2017, 8:02am

Chociaż Nina, Weronika i Basia mają po 17 lat i chodzą jeszcze do liceum, były już na wielu manifestacjach. Jak same mówią wkurzała je bezradność, kiedy w zeszłym roku pojawił się projekt zaostrzenia ustawy aborcyjnej. Czuły, że nie mogą pozostać obojętne i tak trafiły do założycielek grupy Dziewuchy Dziewuchom, która zgromadziła w rekordowym czasie ponad 100 tysięcy osób i nie dopuściła do niekorzystnej dla kobiet zmiany prawa. Okazało się, że Dziewuchy bardzo ich potrzebują, bo chcą dotrzeć do nowego pokolenia. I tak właśnie, z inicjatywy trzech dziewczyn, powstały Dziewuszki - miejsce wymiany myśli dla młodych, świadomych swoich praw kobiet. Rozmawiamy z nimi o tym, jakie są największe problemy nastolatek i co dla nich znaczy girl power.

Jak powstał wasz fanpage? To Dziewuchy poczuły, że potrzebują Dziewuszek i się do was zgłosiły?
Weronika: Mieszkam w akademiku, więc kiedy chcę wyjść, muszę wpisać się na specjalną listę. Gdy trwały protesty, wpisywałam informację, że idę właśnie tam. Jeden z wychowawców jest aktywistą i przyjaźni się z dziewczyną, która kiedyś była w Dziewuchach Dziewuchom. Zauważył moje zainteresowanie i powiedział, że gdybym chciała pomóc, umówi mnie z Baśką Baran, jedną z założycielek ruchu. Myślałam, że wezmą mnie do wolontariatu przy organizowaniu manifestów albo przygotowywaniu transparentów. Okazało się, że w tym polu się nie przydam. Ogromnie się jednak ucieszyły, że przyszłam, bo chciały dotrzeć do dziewczyn młodszych niż 18 lat.

No właśnie, w jaki sposób Dziewuszki uzupełniają działania Dziewuch?
Weronika: Kiedy Dziewuchy organizują protesty i manifestacje, my skupiamy się na tworzeniu postów o tym, co się dzieje na świecie i w Polsce. Nasze konto na Facebooku jest zupełnie różne od Dziewuch – jesteśmy o wiele bardziej aktywne na naszej stronie, one działają raczej prywatnie, na płaszczyźnie swojej prywatnej grupy.

Nina: Dotykamy spraw młodych ludzi, takich jak my. Staramy się tłumaczyć pewne kwestie, wychodzimy z założenia, że dorośli lepiej rozumieją tematy polityczne, a my dopiero musimy tę wiedzę zdobyć. Nie posiadamy wystarczających źródeł wiedzy, dlatego chcemy objaśniać pewne niuanse – obecnie głównie związane z Konstytucją.

Mówi się, że nastolatkowie w ogóle się nie interesują polityką. To się zmienia?
Weronika: To trudne pytanie, nasza grupa jest ogromnie wyselekcjonowana. U jednej z naszych koleżanek, chodzącej do szkoły pod patronatem najsłynniejszej polskiej feministki, absolutnie wszyscy mają świadomość polityczną. W mojej szkole mniejszą, ale to wynika z nieświadomości, jak bardzo wszystkich nas to dotyczy. Nie wyobrażamy sobie przełożenia działań władzy na realne życie.

Nina: Z drugiej strony wydaje mi się, że większość ludzi w naszym wieku widzi, co się dzieje: mamy Instagrama, Snapchata, widzimy protesty – zastanawiamy się, dlaczego musi do nich dochodzić. Nawet na imprezach coraz częściej pojawiają się rozmowy o polityce. Obawiamy się jednak, że to wciąż, nasza grupa i dlatego też działamy.

Jaki jest waszym zdaniem odbiór feminizmu wśród polskich nastolatków?
Weronika: Ludzie patrzą na feministki przez pryzmat fanatyzmu i to na całym świecie, nie tylko w Polsce.

Nina: Wydaje mi się, że mimo wszystko jest coraz lepiej. Coraz więcej dziewczyn ma dosyć Photoshopa na przykład. Niestety chłopcy śmieją się jeszcze z takiego podejścia. Nie znam wielu feministów.

Weronika: Ja też, jedynie takich niezdeklarowanych. Wydaje im się, że chcąc być feministami, muszą nienawidzić własnej płci. Boją się tego słowa, nie wiedzą, że nie ma się czego wstydzić, a i tak od zawsze nimi są, poprzez swoje podejście i działania.

Wspomniałyście o retuszu, co od razu przywodzi na myśl ruch body positivity. Myślicie, że nie doceniamy jego znaczenia?
Nina: Czytałam dzisiaj artykuł, w którym autorzy krytykują ruch body positivity za powierzchowność. Mnie się wydaje, że to bardziej skomplikowane. Dzięki temu, że dziewczyny kupują sobie koszulkę z feministycznym nadrukiem albo słyszą, że ich ulubiona piosenkarka jest feministką, nabierają powoli świadomości. Jesteśmy wszyscy ciekawi świata i jeśli usłyszymy jakąś frazę – sprawdzamy, co oznacza. Gdy wiemy, że jest modna – a myślę, że feminizm jest teraz modny – ludzie chcą się dowiedzieć czegoś więcej.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Jak wygląda sytuacja dziewczyn w Polsce na tle innych krajów? Czy w ogóle można zbudować takie porównanie?
Nina: To bardzo trudne pytanie, bo każdy kraj i każda kobieta ma swoją osobną definicję feminizmu. Wszędzie obowiązują też inne prawa: my walczymy o rzeczy, które na Zachodzie są oczywiste, to działa jednak też w drugą stronę. Każde państwo ma swoje problemy.

Weronika: Niestety sytuacja w Polsce jest drastyczna, wyjątkowo kiepska. Nasze prawo jest jednym z najbardziej nieprzyjaznych kobietom na świecie.

Czy to wkurzenie na ten stan spowodowało, że rozkręciłyście Dziewuszki?
Weronika: Tak, to było wkurzenie na bezradność. To chyba najgorsze uczucie: gdy czujesz, że nie możesz nic zrobić. Byłam w strasznym dołku, widziałam, co się dzieje dookoła mnie i zupełnie nie miałam pojęcia, co z tym zrobić. Potem padł pomysł z wolontariatem u Dziewuch. To był powiew optymizmu. Wiedziałam, że nie mam nic do stracenia – pomagając, chciałam się poczuć choć trochę lepiej.

Nina: Podczas Czarnego Protestu w październiku poczułyśmy, jak wielka jest w nas moc i to nas zaczęło napędzać. Pamiętam, że byłam przeszczęśliwa, widząc ilu osobom zależy na tym samym, co dla mnie jest ważne.

Weronika: To było super. Często myślę: „co ja właściwie sama mogę zrobić"? Tymczasem każda jedna osoba myśli to samo. I kiedy wszystkie te osoby się spotykają, nagle okazuje się, że jest ich 50 tysięcy.

Myślicie, że ta energia dalej w nas jest?
Weronika: Po eksplozji, jaką był Czarny Protest, wszystko musiało trochę przycichnąć. Wciąż jednak to się dzieje, wciąż się tli. Poziom optymizmu i woli walki jest bardzo wysoka. Ludzie się trochę oswoili z sytuacją, ale wiadomo – my jesteśmy po to, żeby nie pozwolić zapomnieć dziewczynom, jak ważna jest walka o swoje prawa.

A jakie są najbardziej znaczące problemy dla polskich nastolatek?
Nina: Edukacja seksualna, której właściwie nie ma. Jedyne źródło to internet, a nigdy nie wiesz, co w internecie jest prawdą, a co nie.

Weronika: Seks to fundamentalna potrzeba, dlaczego nie możemy o tym otwarcie mówić? Przecież to dotyczy każdego człowieka. To dla mnie kompletnie niezrozumiałe, że jesteśmy tak rozwinięci, a nie otworzyliśmy się na coś tak oczywistego, jak rozmawianie o ciele.

Nadal dużym problemem jest też przemoc, w większości niezgłaszana, zamiatana pod dywan.
Nina: Jechałam ostatnio autokarem na wakacje. Z tyłu siedzieli chłopcy, mieli może 10 lat. Czytali na głos żarty o blondynkach. „Co różni blondynkę od Ferrari? Ferrari nie pożyczasz byle komu" i tak dalej. Chciałam wstać i ich upomnieć, ale moja mama powiedziała: „Nina, wytrzymaj". W efekcie nic nie zrobiłam. Może gdyby nie było ze mną mamy, coś bym zrobiła? Nie wiem, ale wiem na pewno, że jeżeli chłopiec od małego czyta takie żarty, nawet nie do końca je rozumiejąc, to staje się bardzo zakorzenione w jego podejściu. Kiedy już wydaje mi się, że jest dobrze, potem często słyszę coś takiego.

Weronika: Tu chodzi o wychowanie – jeśli rodzice widzą, że ich dziecko czyta takie żarty, powinni mu zabrać telefon, a nie ignorować problem i go bagatelizować.

Innym tematem jest przemoc dziewczyn wobec dziewczyn. Konieczność rywalizacji wpojona przez wygórowane oczekiwania.
Weronika: Nie wiem, z czego się to bierze, ale sama mówię rzeczy dotkliwe o innych kobietach. Od dzieciństwa uczy się nas zazdrościć.

Nina: Gdyby feministyczne hasła, jak „nie wstydź się swojego ciała, jesteś piękna", wszystkie miałybyśmy w głowie, hejt byłby automatycznie mniejszy. Tymczasem wciąż porównujemy poziom. Gdy dziewczyny uważają, że masz ładniejsze ciało, powiedzą ci, że jesteś gruba, żebyś nie mogła się tym cieszyć. Kobiety muszą zrozumieć, że nie mogą się porównywać.

Weronika: To bez sensu, bo przecież wszyscy różnimy się od siebie i to jest bardzo subiektywne. Jesteśmy kompletnie niezależnymi jednostkami i po co uzależniać to, jak się czujesz, od tego, jak wyglądasz, a nie – co masz w głowie?

Jaka jest więc wasza definicja feminizmu?
Nina: Chcę, aby każda kobieta mogła akceptować siebie i być akceptowana przez społeczeństwo, żeby patrzono tylko na to, co ma w głowie.

Weronika: Walka o równy szacunek i równe prawa, bez względu na różnice, które nas dzielą. Różnic nie można uwzględniać przy definiowaniu praw obu płci.

Tagged:
Features
feminizm
spoleczenstwo
Czarny Protest
mateusz góra
dziewuchy dziewuchom
dziewuszki dziewuszkom