ptaki dodają muzyce skrzydeł

Może znacie już „Krystynę” i „Marka” – elektroniczne utwory pozszywane z kawałków polskiego jazzu z lat 80. Teraz poznajcie DJ-ów Jarka i Bartka, którzy je stworzyli. Duet Ptaki, z kukułczych jaj muzycznego mainstreamu, tworzy perełki.

tekst i-D Team
|
25 Luty 2015, 12:00pm

Agata Wrońska

Dwóch skromnych chłopaków, którzy tworzą duet Ptaki, o starej polskiej muzyce i tym co, z nią robią, opowiadają tak, jakby przenosiła ich w ciepłe kraje. Spotkaliśmy się w lokalu, o którym już dawno mówi się, że jest niemodny. Co z tego? O kawałkach, z których robią majstersztyki, mówi się to samo.

Na początek podchwytliwe pytanie: czego ostatnio słuchacie?
Jaromir Kamiński: Nowego albumu Prinsa Thomasa. Nie ciągnie się jak makaron, niczym poprzednie dwa, które nagrał. To chyba jego najlepsza płyta od czasów pierwszego krążka z Lindstrømem. Słuchałem tego dosłownie dwie godziny temu.
Bartosz Kruczyński: Nie słuchałem niczego dla przyjemności od dwóch-trzech tygodni, brakuje mi tego ostatnio. Ale jeśli już, to przesłuchałem retrospektywę Vangelisa Katsoulisa, którą wydało Into The Light. Bardzo typowe brzmienie lat 80.

Pierwowzór „Krystyny", Waszego najsłynniejszego remiksu, pochodzi z 1980 r. Żadnego z nas jeszcze wtedy nie było na świecie.
Jaromir: Miałem wtedy minus rok, a Bartek minus 7 lat.

Co sprawiło, że sięgnęliście po stare kawałki?
Jaromir: Muzycznie jesteśmy dziećmi lat 90. Wszystko, czego słuchaliśmy: Deee-Lite, DJ Shadow, Fatboy Slim czy The Prodigy, opierało się na funkowych breakach z muzyki z lat sześćdziesiątych, siedemdziesiątych i osiemdziesiątych.
Bartosz: Wiedzieliśmy, że powstały z kawałków wcześniej nagranej muzyki. Dotarło do nas, że ona też musi być ciekawa.
Jaromir: Plus wpływy rodzinne. Słyszałem na hip-hopowym albumie z dziewięćdziesiątego któregoś sample z płyty jazzowej, której słuchał mój ojciec. Zacząłem zbierać płyty, a taniej wychodziło kupić w komisie winyla za 5 zł niż reedycję na CD w Empiku za 50. Automatycznie zainteresowałem się starą polską muzyką. Coś, co wcześniej wydawało mi się kiczowate, uznałem za atrakcyjne. U Bartka pewnie było podobnie.
Bartosz: Tak. Wtedy też polski hip hop był inspiracją. Jesteśmy, pozytywnie lub nie, przez niego skrzywieni. I przez sample, które wykorzystywał - dużo polskiej melancholii. Tak samo było z popem. Zaczęliśmy postrzegać go po prostu jako ładne piosenki.

Jakie macie muzyczne wspomnienia?
Bartosz: Pierwsze wypady do klubów były wielkim przeżyciem. Moje dość późne, w wieku dwudziestu lat, i od razu w roli DJ-a. Dopiero gdy grałem, oswajałem się z brzmieniem klubu i jego specyficzną atmosferą.

A jak według Was wygląda udana impreza?
Jaromir: Dobra impreza jest wtedy, gdy ludzie nie stoją na parkiecie z iPhone'ami i nie sprawdzają, co nowego na Facebooku o czwartej nad ranem. Bawią się, podry
wają kogoś obok, upijają się i tańczą do muzyki, którą słyszą po raz pierwszy w życiu.

Od Waszego debiutu minęło półtora roku. Co było wcześniej?
Jaromir: Zaczęliśmy w czerwcu 2012. Znaliśmy się już z forów internetowych, przychodziliśmy na swoje sety w Balsamie i śp. Jadłodajni Filozoficznej. Obaj zbieraliśmy płyty. Bartek zaproponował mi wspólny projekt oparty na samplach ze wschodniej Europy. Zawsze chciałem coś takiego zrobić. Zaczęliśmy nagrywać. Wtedy Zambon z Very Polish Cut Outs zaproponował nam zrobienie editów. Tak powstała „Krystyna", wydana w grudniu, z „Markiem", którego zrobiliśmy czerpiąc z polskich płyt jazzowych z lat 80.

Bartosz: Początkowo miał to być projekt studyjny, hobbystyczny. Dopiero później doszło granie setów. Chcieliśmy nagrywać muzykę, która po prostu ekscytowałaby nas samych. Zaczęła się bardzo osobista podróż.

Jak przeleciały Wam te dwa lata? I dokąd lecicie teraz?
Bartosz: Od samego początku postawiliśmy sobie cel - nagranie albumu. Poświęcony mu czas bardzo szybko minął. Cieszymy się jednak, że zagraliśmy kilka dobrych imprez.
Jaromir: Spędziliśmy też sporo czasu w studiu. Praca w duecie ma inną specyfikę niż praca w pojedynkę. Nauczyliśmy się kompromisu. Na pewno nauczyłem się też dużo od Bartka.
Bartosz: I vice versa.

Jak wybieracie sample, na których pracujecie?
Jaromir: Na album, który właśnie kończymy, zsamplowaliśmy ponad 1000-1200 płyt z naszych kolekcji. Poddajemy sample obróbce i zmieniamy ich kontekst, np. utwór, który ma rytmikę mambo, zamieniamy w house'owy, rozbudowany o syntezatory.
Bartosz: Staramy się czerpać z muzyki niedocenianej, zapomnianej, nie zawsze nawet dobrej. Na 40-minutowym albumie z muzyką dancingową potrafi znaleźć się utwór, z którego tylko kilka momentów do nas trafia. Nie porywamy się z motyką na słońce i nie remiksujemy największych artystów.

Zasłynęliście remiksem z Prońko, zrobiliście też muzyczny przewodnik po Warszawie. Ale dziś wypuściliście na Test Pressing „set medytacyjny". O co więc chodzi Ptakom?
Jaromir: Cieszę się, że o tym wspomniałeś. Medytacyjny miks pokazuje, że nie jesteśmy DJ-ami, którzy remiksują stare kawałki z Radia Złote Przeboje. Bliżej nam do twórczości takich artystów jak The Avalanches, DJ Shadow, Quiet Village, którzy wykorzystują mnóstwo sampli. Pomysł na Ptaki pozostaje niezmienny: tworzymy nową muzykę ze starej muzyki. Taką, której sami chcielibyśmy słuchać, a której w Polsce nikt nie robi. Na świecie też nie jest jej dużo.
Bartosz: Nasza technika przypomina trochę tę zespołu Skalpel, ale my zamiast po jazz sięgamy raczej po disco, pop, muzykę klubową.
Jaromir: Bardzo lubię jazz, ale chciałbym uniknąć porównań do Skalpela. To już było, jest, i chłopaki są w tym doskonali. Natomiast w tym kierunku, w którym idziemy, niewiele osób podąża. I jest to może nawet jakaś nisza.

Oglądacie dreszczowce?
Jaromir: Nienawidzę horrorów!
Bartosz: Ja z kolei bardzo lubię. Szczególnie włoski giallo, i ich ścieżki dźwiękowe. No i thrillery z lat 80.

Jako Ptaki macie coś wspólnego z Hitchcockiem? Zaczynacie sety od trzęsienia Ziemi, a potem jest już tylko mocniej?
Jaromir: Nie, na pewno nie. Z publicznością w klubie jest jak z partnerką w łóżku: potrzebna jest gra wstępna, zwroty akcji. Trzeba reagować na potrzeby innych, ale pamiętać też o własnej przyjemności. Nasze sety to wypadkowa tych, czasem sprzecznych, potrzeb.

Gdybyście naprawdę byli ptakami, jaki byłby to gatunek?
Jaromir: Wybralibyśmy jakieś zwyczajne ptaki: kruki albo wrony. Wbrew pozorom mocno stąpamy po ziemi. 

Kredyty


Ptaki
Tekst: Cezary Koralewski
Zdjęcia: Agata Wrońska

Tagged:
Ptaki
muzyka
krystyna
lata 80.
Agata Wrońska
muzyka wywiady
polskie zespoły