areta szpura: o spełnianiu marzeń, lokalnym heroizmie i imprezowaniu z miley cyrus

Kiedy w 2011 r. Areta zakładała stronę „Doing Real Stuff Sucks” nikt chyba nie podejrzewał, że rodzi właśnie jedna z najprężniejszych polskich marek ulicznych. Kiedy koszulkę z powyższym hasłem zaczął nosić Justin Bieber, można już było wyczuć, że coś...

tekst i-D Staff
|
08 Wrzesień 2015, 10:05am

​Zdjęcie: Prywatne archiwum Arety Szpury

Zdaje się, że jako pierwsza osoba na świecie odpisałaś Miley Cyrus „Przepraszam, kim jesteś?" po tym, jak zaprosiła cię na swoją imprezę.
Tak naprawdę, to było spełnienie życiowych marzeń.

Kiedyś mówiłaś, że jesteś jej psychofanką.
Hanna Montana forever, fanką Miley byłam od urodzenia. Próbowałam ją dorwać odkąd zaczęła solową karierę - byłam na nagrodach EMA, koncertach…

Niczym groupie!
Totalna! Czatowałam pod jej hotelem, jeździłam po Brooklynie na rowerze, szukając szkoły w której nagrywała teledysk, ale nie udało mi się wejść. Wysyłałam jej kiedyś ciuchy (adres jej i jej rodziców, jak adres Justina Biebera, znalazłam na Google Maps), potem trochę sobie darowałam - w końcu nie wszystko musi się wydarzyć. Ale kilka miesięcy temu Karolina stwierdziła, że Miley chyba się nudzi, bo wstawia dużo fotek na Instagramie. To była środa, w piątek paczkę od nas odebrał jej dozorca. Kiedy w poniedziałek wybierałam się na jogę przed pracą, dostałam zdjęcie - pomyślałam, że to jedna z setek nastolatek, które w internecie podszywają się pod Miley - ale to była ona, w naszej sukience i z blancikiem. Na jogę już nie poszłam, moja ekscytacja sięgnęła zenitu. Odpisałyśmy „dzięki dzięki!", ona zaczęła nas śledzić i lubić fotki, myślałam że na tym się skończy.

Potem poleciałaś do Los Angeles.
Nie miałam internetu, ale w jakiejś kafejce zobaczyłam, że mam wiadomość od Miley - pytała, z kim ma się skontaktować jej stylistka, żeby kupić od nas ciuchy. Wtedy wspomniałam jej, że jestem w LA i zasugerowałam, że może chce się spotkać - powiedziała, że jasne i poprosiła mnie o numer. Stwierdziłam, że moja komórka +48 to może nie najlepszy pomysł, pobiegłam do kiosku i kupiłam jakąś strasznie drogą kartę. Wysłałam numer i już nie było odpowiedzi. Kilka dni później dostałam zaproszenie na imprezę i w pierwszej chwili nie zorientowałam się, od kogo przyszła ta wiadomość.

No i jak ta impreza?
Było jakieś sto osób, wchodziłam obok Rity Ory i Vanessy Hudgens. Wszystko odbywało się w specjalnym „cyrkowym" pokoju w hotelu Roosevelt - tajemny pokój w hotelu! Midfuck: balony, salon piękności, kolorowe penisy-lizaki, gumowe języki do doklejania, budka do zdjęć, też z penisami.

Brzmi jak wieczór panieński.
Albo impreza z Miley Cyrus. Zazwyczaj nie piję, ale tego dnia musiałam, żeby to udźwignąć. Przez to zresztą spóźniłam się na samolot [dwa dni wcześniej Areta przesuwała z tego powodu naszą rozmowę - red.].

Zachowujecie jakiś kontakt z gwiazdami, z którymi współpracujecie?
Wiadomo, że nie jesteśmy ich przyjaciółmi - ale Rita nas pamiętała, Vanessa kojarzyła wspólnych znajomych, Miley też nas rozpoznała. Potem oczywiście jakiś Pudelek napisał, że POLSKA PROJEKTANTKA PRZYJAŹNI SIĘ Z MILEY CYRUS. Dowiedziałam się o tym dopiero, jak Dzień Dobry TVN skontaktowało się ze mną, bo chcieli „przygotować materiał o mojej przyjaźni z Miley Cyrus". Jeżeli uważają, że 5-minutowa rozmowa na imprezie to przyjaźń, to bardzo chętnie!

Jednak wasze ubrania kupują nie tylko ci, których na Instagramie obserwuje 28 mln ludzi. Swoim mniej popularnym fanom też poświęcacie uwagę? Może to wy zmieniłyście komuś życie?
Tak! Na początku, kiedy była wielka zajawka, Justin pokazywał się w naszych ubraniach, to wyglądało wręcz niezdrowo: szłyśmy do Carrefoura w piżamach, a ludzie prosili nas o wspólne zdjęcie. Teraz to się zmieniło, nasi fani wydorośleli - wiedzą, że jesteśmy tylko ludźmi. W naszym pop-up storze na Open'erze podchodzili do nas ludzie, którzy obserwują nas od samego początku i mówili, że dzięki nam zaświtało im w głowach, że też mogą spełniać swoje marzenia, realizować zajawki (niekoniecznie zakładać firmę odzieżową - odradzam!). To najlepsze uczucie, takie urocze - robisz swoje, a okazuje się, że odmieniasz komuś życie. Jeśli mam coś robić, żeby to miało na coś wpływ. Dlatego podoba mi się to, co robi Miley: oprócz strzelania selfie ma swoją fundację, zabiera głos w ważnych kwestiach. Niektórzy to wyśmiewają, ale ja szanuję i podziwiam.

Czym się teraz, oprócz imprezowania z Miley, zajmujecie z Karoliną?
Czasami śpimy, jemy… Jesteśmy w fazie rozwoju, wszytko się kręci: wchodzimy do pewnej prestiżowej sieci w Wielkiej Brytanii, działamy za granicą. Jednak strasznie szybko się nudzę - mam mnóstwo zajawki i pomysłów, ale ktoś musi kierować firmą, ja nie mam na to siły, kiedy wysyłam paczki, to one nigdy nie dochodzą. Ostatnio zaczęłam doradzać też innym firmom.

Mówisz im, jak być cool? Powiesz mi?
Za to się płaci duże pieniądze - a tak naprawdę, to nie ma jednego sposobu.



Kursujesz teraz między Warszawą a Los Angeles - jak się zmieniło twoje postrzeganie Polski?
Nie potrafię siedzieć w jednym miejscu. Kocham Warszawę, jeżdżąc po świecie chce zbierać pomysły, zajawki i energię, żeby przywozić ją tutaj - to jest moje miasto. Chociaż czasem jest ciężko i uderza się głową o ścianę.

Czego brakuje Warszawie?
Otwartości ludzi i dobrej energii - jest dobrze, kiedy otaczasz się przyjaciółmi, ale wyjście poza ten krąg często sprawia, że masz ochotę komuś jebnąć. Rzadko trafiasz na miłych ludzi na ulicy, to nie jest oczywistość. W głupich Stanach to norma - oczywiście ich miłość do ludzi, „hi, how are you?", jest płytka i powierzchowna, ale nie ma w tym nic złego. Nie chodzi przecież o to, żeby opowiadać pani w spożywczaku o swoich problemach.

Przeczytaj też rozmowę z Karoliną Słotą, drugą połową Local Heroes.

Kredyty


Tekst: Maciek Piasecki
Zdjęcia: Prywatne archiwum Arety Szpury