feminizm jest trochę jak okulary

​„Feminizm” stał się brzydkim słowem. Nawet ludzie, którzy zgadzają się, że kobiety powinny mieć w społeczeństwie równe szanse, nie chcą identyfikować się z tym określeniem. Z jakiegoś powodu przyjęliśmy stereotyp feministki pieniaczki, która...

tekst i-D Staff
|
21 października 2015, 9:20am

Małgorzata Halber - 36 lat, dziennikarka telewizyjna i prasowa, autorka książki Najgorszy człowiek na świecie oraz internetowego komiksu Bohater.

Jaka jest twoja prywatna definicja feminizmu?
Dla mnie to nieustająca detektywistyczna praca - tropienie stereotypów.

Jak przejawia się twoja feministyczna postawa w skali maksi i w skali mini?
W skali maksi to chyba w ten sposób, że piszę do Codziennika Feministycznego. Mogłabym spokojnie wybrać zupełnie inne medium do publikowania swoich felietonów, ale nie chcę. W skali mini - nie wymagam od mojego chłopaka, żeby umiał naprawić rezerwuar, skoro ja tego nie potrafię. I czuję się źle, gdy proszę, by napompował mi koło od roweru.

Jak będzie wyglądała sytuacja kobiet w Polsce za 10 lat, co się zmieni?
Zmiany obserwuję non stop, patrząc na młodych mężczyzn - są wyczuleni na seksistowskie żarty i nie popełniają grzechu swoich starszych kolegów, czyli nie ignorują kogoś dlatego, że jest kobietą. Oczywiście mówię o osobach z mojego otoczenia.

Jakie są największe różnice w sytuacji kobiet w Polsce i w krajach Europy Zachodniej?
Zawsze największe wrażenie robią na mnie pary lesbijek, które stanowią po prostu część społeczeństwa i nikt nie zwraca na nie specjalnej uwagi. Widok dwóch kobiet w okolicach 50-tki trzymających się za ręce nikogo nie szokuje. W Warszawie tego nie zobaczę i to jest dla mnie bardzo przykre.

Karol Grygoruk - 30 lat, fotograf. W swojej pracy często przekonuje duże marki odzieżowe, że rozbieranie dziewczyn w kampaniach nie jest OK.

Jaka jest twoja prywatna definicja feminizmu?
Bardzo krótka: to postawa społeczna postulująca całkowitą i niezbywalną równość płci, pod każdym względem i w każdej sytuacji.

Jak przejawia się twoja feministyczna postawa w skali maksi i w skali mini?
W tym roku byłem na mojej dziesiątej już Manifie, spędziłem dziesiątki godzin na awanturach w mediach społecznościowych, pracowałem z kilkoma organizacjami pozarządowymi zajmującymi się tematem równouprawnienia, a grając w piłkę z dzieciakami pilnowałem, by każdy - niezależnie od płci - stał na znienawidzonej bramce.

Najwięcej trudności sprawia mi jednak praca fotografa. Bardzo zależy mi na tym, by przy komercyjnych zleceniach nie pozwalać sobie na wykrzywiony obraz wyśrubowanego piękna i na zdjęcia obliczone na cyckolajki. Niestety czuję, że często przegrywam, bo z idiotycznych powodów sam krytycznie oceniam modelki. Nienawidzę tego.

Dlaczego hasło „feminizm" wciąż budzi emocje?
Bo wiele osób mających głos w mediach, a którym zależy na tradycyjnym status quo, wciąż próbuje zafałszować definicję feminizmu. Opowiadają niestworzone historie o krwiożerczych dżenderach, wojujących działaczkach nienawidzących mężczyzn i tym podobne bzdury. Feminizm nie jest jednorodny i nawet wewnątrz tych samych organizacji zdarzają się światopoglądowe tarcia. Nigdy jednak nie spotkałem się z niechęcią i szowinizmem skierowanym w moją stronę, tylko dlatego że jestem kolesiem.

Jak będzie wyglądała sytuacja kobiet w Polsce za 10 lat, co się zmieni?
Na szczęście cywilizacja w skali globalnej idzie w jednym kierunku: emancypacji, większej wolności w sferze kulturowej, tolerancji i zrozumienia dla inności. Nawet jeśli zrobimy jeden krok w tył, za chwilę zrobimy dwa do przodu. Jedynym sposobem, by te zmiany zatrzymać, byłoby odcięcie dzieciaków i całego naszego pokolenia od internetu, co wydaje się absurdalne i śmieszne.

Co zmieni się już za rok?
Liczę na kilka nowych płyt moich ulubionych dziewczyńskich zespołów, czyli Warpaint, The Coathangers i Chastity Belt. Może Petra Collins wyda nowy album…

Czy feminizm to jest coś, o czym mówi się na pierwszej randce?
Można to okazać, nie traktując randki jak polowania i dziewczyny albo chłopaka jak zdobyczy.

Weronika Grzebalska - socjolożka badająca losy kobiet podczas działań wojennych i ich udział w strukturach mundurowych. Napisała książkę Płeć Powstania Warszawskiego.

Jaka jest twoja prywatna definicja feminizmu?
Dla mnie feminizm jest trochę jak okulary. Gdy je założysz, widzisz rzeczy, które wcześniej były rozmazane albo w ogóle niewidoczne: nierówność, przemoc, władzę jednych nad drugimi, swoje własne uprzywilejowanie. A gdy już to zobaczysz, to niestety: wiedza jest przekleństwem i nie ma odwrotu - musisz zacząć traktować tę nierówność serio.

Na ile otwarcie mówisz świeżo poznanym ludziom, że identyfikujesz się z feminizmem?
Zazwyczaj wychodzi to w rozmowie szybko i nie spotyka się z żadną reakcją. Ale - mieszkam w Warszawie, a z racji ścieżki życiowej żyję trochę w bańce naukowo-trzeciosektorowej. Mniej różowo jest w życiu naukowym - akademia w Polsce wciąż stanowi bardzo męski i dość konserwatywny świat, przyznawanie się do perspektywy feministycznej kilka razy mi zaszkodziło.

Czy to coś, o czym nie powinno się mówić na pierwszej randce?
Chciałabym, żeby było to coś, czego nie musimy mówić na pierwszej randce, bo należy do sfery oczywistości. Ale póki tak nie jest, mówmy o tym! Chyba że za parę tygodni chcemy ze zdziwieniem ocknąć się u boku osoby wyznającej inne wartości niż my. Poza tym, jak pokazały liczne badania (m.in. te z Uniwersytetu Rutgersa), feministki i feminiści są szczęśliwsi w związkach i mają lepsze życie seksualne, a równość płci w domu i na rynku pracy pozytywnie wpływa na dzietność, więc co tu ukrywać?

Kto cię inspiruje?
Ludzie zaangażowani, którzy nie żyją wyłącznie dla siebie, ale oddają coś z siebie społeczeństwu. Działanie dla innych jest dziś trudniejsze, bo od dziecka wbija nam się do głowy, że życie to projekt budowany niczym CV, że celem jest indywidualny sukces i że każdy jest kowalem własnego losu. Dlatego imponują mi ludzie, którzy wyłamują się z tego kultu indywidualizmu i próbują działać wspólnie, np. członkowie ruchów miejskich. Z drugiej strony podziwiam też tych, którzy mają odwagę głośno mówić o swoich słabościach i o tym, co wstydliwe, jak ostatnio np. Kaja Malanowska, która upubliczniła, ile zarabia jako pisarka, czy Lena Dunham, która opowiedziała, jak przez lata wypierała doświadczenie gwałtu. Prywatne jest polityczne - gdy głośno mówimy o naszych wstydliwych, osobistych doświadczeniach, zaraz okazuje się, że nie jesteśmy sami, że inni też tak mają i że razem można coś z tym zrobić.

Sebastian Łuszczek - 23 lata, projektant i stylista. Najchętniej tworzy minimalistyczne uniseksowe ubrania. W swojej kolekcji na jesień/zimę 14 zaprezentował dwie strony osobowości każdego człowieka, zastępując modelkę androgynicznym mężczyzną.

Jaka jest twoja prywatna definicja feminizmu?
To walka o zmianę wizji świata, w której kobiety są w jakikolwiek sposób gorsze od mężczyzn. Feminizm to również próba odejścia od płci jako najważniejszego z kryteriów oceny wartości danego człowieka.

Dlaczego hasło „feminizm" wciąż budzi emocje?
Szczerze mówiąc… nie mam pojęcia. Ostatnio Lana Del Rey powiedziała w jednym z wywiadów, że feminizm powinien być oczywistością. Ja również jestem tego zdania! Przeraża mnie, jak wiele kobiet sprzeciwia się feminizmowi. Zastanawiam się, dlaczego tak jest. Chyba po prostu zmiana mentalności musi potrwać.

Jak przejawia się twoja postawa?
Mnie zależy na tym, żeby kobiety, które ubieram, czuły się wyjątkowe, pewne siebie i dzięki temu silniejsze. Większość z nich nawet nie wie, ile są warte - a wszystko przez wmawiane im od dzieciństwa bzdury o tym, co powinni robić chłopcy, a co dziewczynki. Kategoryzowanie pod kątem płci jest okropne. Myślę, że wszystkie kobiety w głębi duszy są feministkami, tylko nie każda nazywa to dosłownie.

Kto cię inspiruje?
Największą inspiracją jest dla mnie moja mama - najsilniejsza kobieta, jaką znam. Sama poradziła sobie z wychowaniem i utrzymaniem dzieci. Wciąż się zastanawiam, jak jej się to udało. Tak wiele przeszła w swoim życiu, a jej siła w ogóle nie maleje. To niesamowite.

Co polscy feminiści i feministki powinni robić, żeby feminizm był lepiej postrzegany i by chciało się z nim identyfikować więcej osób?
Feminizm w Polsce ma tylko kilka medialnych twarzy. Wśród nich są Magdalena Środa, Kazimiera Szczuka czy Wanda Nowicka. Większości Polaków wydaje się, że to mały, zamknięty krąg. Nie mówimy o feminizmie jako powszechnym ruchu wyrównywania szans i uczenia się wzajemnego szacunku, a to źle. Nie chodzi przecież o znajomość kolejnych fal feminizmu i rozróżnianie feminizmu egzystencjalnego od czarnego, tylko o realne działania, życiową postawę. Właśnie to jest naszym największym wyzwaniem: uczynić feminizm codziennym i normalnym odruchem.

Monika Kędziora - 30 lat, projektantka i właścicielka marki Acephala. W swej kolekcji na jesień/zimę 15 eksperymentuje ze stereotypowym postrzeganiem płci. Do sesji wizerunkowej zaprosiła Martę Konarzewską - aktywistkę i feministkę, a wszystko pod hasłem „Kobieta jako mężczyzna jako chłopiec".

Jaka jest twoja prywatna definicja feminizmu?
Moja definicja feminizmu łączy dwie wartości: równość i różnorodność - chodzi o równość płci i różnorodność postaw feministycznych.

Jak przejawia się twoja feministyczna postawa?
Staram się budować inny obraz kobiecości w samej formie ubrań i sposobie ich prezentacji. Twarzami kampanii reklamowej mojej najnowszej kolekcji są dwie inspirujące feministki: Marta Konarzewska i Agata Kubis. Wiem, że moda nie zbawi świata i stanowi bardzo mały wycinek rzeczywistości, ale ubiór i seksistowskie kampanie reklamowe są bardzo silną formą opresji i z tym w mikroskali staram się walczyć.

Kiedy ostatnio poczułaś, że jesteś feministką?
Hmm, ostatnio doznałam pewnej porażki. Gdy mój stażysta dowiedział się, że zostałam zaproszona do udzielenia tego wywiadu, odparł: „A ty jesteś feministką? To mi się tak źle kojarzy". Jeszcze dużo pracy przede mną!

Czy to coś, czego nie powinno się mówić na pierwszej randce?
To chyba dobry pomysł. Mężczyzna reagujący lękiem na określenie „feministka" to niezbyt dobra wróżba. Cieszę się, że mój mąż jest feministą.

Czy feminizm jest dobrze pokazywany w polskiej popkulturze: w filmach, serialach, wypowiedziach celebrytów?
Polska popkultura dużo czerpie z popkultury amerykańskiej. Podobno jakiś czas temu powstał serial o przyjaciółkach trochę nawiązujący do Seksu w wielkim mieście. Mam nadzieję, że kiedyś powstanie też polski odpowiednik serialu Orange Is the New Black o społeczności więźniarek, który w piękny sposób pokazuje najróżniejsze typy kobiet, ich historie, problemy, charaktery. Taki obraz zakotwiczony w kontekście polskim byłby ogromnie ciekawy i miałby siłę łączącą, także dla różnych nurtów feminizmu.

Julia Karwan-Jastrzębska - 22 lata, studiuje na UW, angażuje się w działania piętnujące przemoc i molestowanie. Stworzyła modowy happening „Szmata sama się prosi".

Jaka jest twoja prywatna definicja feminizmu?
Poczucie kontroli i możliwość swobodnego kreowania swojego życia oraz rzeczywistości, która mnie otacza.

Jak przejawia się twoja feministyczna postawa w skali maksi i w skali mini?
W skali mini - akcentowanie własnej osobowości poprzez strój, dbanie o szczegół i siebie samą. W skali maksi - robienie projektów artystycznych, udział w manifestacjach i ich współorganizowanie (np. Marsz Nieprzyzwolenia).

Kiedy ostatnio poczułaś, że jesteś feministką?
Gdy przeczytałam, że zebrano 100 tysięcy podpisów pod projektem ustawy zaostrzającej prawo aborcyjne. A potem, że ustawa nie przeszła 28 głosami. Dostałam szału, a szał zawsze dobrze robi na poczucie przynależności do idei.

Przeczytaj też: Lana Del Rey do Jamesa Franco: feminizm to „oczywistość"

Kredyty


Zdjęcia: Grzegorz Broniatowski