najlepsi współpracownicy. co dwa talenty to nie jeden!

Rodziny się nie wybiera, ale ci tutaj – gdyby mogli – na pewno podobieraliby się nawzajem. Przyjrzeliśmy się braciom i siostrom w biznesie, tandemom żon i mężów, najlepszym kumplom i muzom, mamusiom, tatusiom i seksownym pociechom, które czerpią z nich...

tekst i-D Staff
|
23 Kwiecień 2015, 9:35pm

marc jacobs i katie grand

Megaprojektant + Megastylistka = Megasiła. Tych dwoje poznało się w 2000 roku na pokazie Louisa Vuittona, na który Katie wbiła się bez zaproszenia. A teraz jest redaktor naczelną „Love". Z Markiem pracowała na sesjach i pokazach przez ostatnie 12 lat - tworzyli razem najsłynniejsze wybiegowe wydarzenia w historii współczesnej mody.

Co pomyślałaś o Marcu, gdy go poznałaś?
Był niesamowicie ciepły i serdeczny. Gdy wypowiadał się o pracy, zawsze mówił, że to „my" ją wykonaliśmy, co w modzie jest niespotykane. Nie przychodzi mi do głowy nikt inny, kto aż tak jak Marc docenia współpracowników.

Za co lubisz go najbardziej?
Niekoniecznie za to najbardziej, ale lubię jego olbrzymią kolekcję rzeczy od Prady. Wiele z nich mamy takich samych, nosimy też ten sam rozmiar buta. Ma jeszcze genialne tatuaże. I kocham jego pieska Neville'a.

Czego przez ostatnie lata się od niego nauczyłaś?
Zwracać uwagę. Jego szczegółowe podejście do detali, tkanin i skór robi wielkie wrażenie. Zauważyłam, że mam tak samo, jeśli chodzi o drobiazgi w magazynie. Myślę, że to przez to, jak nauczył mnie przywiązywać wagę do wykończenia ubrań i dodatków.

Jak opisałabyś go w pięciu słowach?
Utalentowany, ciepły, przystojny, wysportowany, uprzejmy.

W jakim momencie pomyślałaś sobie: jesteśmy przyjaciółmi, nie kolegami?
Pewnie w Szanghaju, gdy tańczyliśmy do Call Me Maybe Carly Rae Jepsen z Yves'em Carcelle'em. Było naprawdę śmiesznie!

Gdybyście z Markiem mieli latający dywan, gdzie byście się udali?
Do Rio. Nigdy nie byliśmy tam wspólnie, ale każde z nas bardzo je lubi.

Zdjęcie: Boo George dzięki uprzejmości „Love"

carine roitfeld i julia restoin roitfeld

Carine Roitfeld i jej córka Julia ciągle słyszą ten żart: „Musicie być siostrami!". Obie są piękne oraz utalentowane i uważają filmy Disneya za przesadnie smutne. Carine jest teraz naczelną „CR Fashion Book" i globalnym szefem mody „Harper's Bazaar". Julia natomiast - dyrektorem artystycznym platformy dla młodych mam Romy and the Bunnies. Zajęła się nią po urodzeniu córeczki Romy Nicole, która zmieniła życie ich obu. #milfs

Julio, jaka była twoja mama, gdy dorastałaś?
Była mamą, która trzyma rękę na pulsie. Moda zawsze była jej pasją, ale nie jedynym priorytetem. Codziennie rano zawoziła nas do szkoły czerwonym mini i jeździła z nami na wakacje. Jest świetnym przykładem tego, jak bycie młodą matką i łączenie rodziny z pracą nie przeszkadza w niesamowitej karierze.

Carine, jak to jest być babcią?
Odkąd Julia urodziła Romy, jesteśmy jeszcze bliżej. Córka stała się matką, a matka babcią - prawdziwy krąg życia! Jestem dumna i szczęśliwa, gdy widzę, jak Julia opiekuje się Romy.

Z czego obie się śmiejecie?
Carine: Z zabawnych francuskich filmów, jak Le Père Noël est une ordure albo Les Bronzés. Tylko Francuzi potrafią się z nich śmiać!
Julia: Z kawałów mojego taty. Nie zawsze są śmieszne, ale jest taki zadowolony, gdy obie się śmiejemy.

Co was wzrusza?
Carine: Bambi albo E.T.!
Julia: Filmy Disneya. Zawsze umiera w nich mama, to okropne!

Carine, jak wybrałaś imię dla Julii?
Zawsze je lubiłam! Jest klasyczne i kobiece, w każdym wieku. Moja przyjaciółka, gdy Julia była mała, nazywała ją „Jewels" [Klejnocik - red.] - cudowne!

Julio, jak wybrałaś imię dla Romy?
Romy - od Romy Schneider - było na mojej liście imion dla córki, ale nie na jej szczycie. Jednak gdy już zobaczyłam buzię mojej małej, po prostu pasowało. To było imię dla niej.

Zdjęcie: Julia Restoin Roitfeld

anya i panos yiapanis

Panos Yiapanis zapytany o przyczyny swojego sukcesu wymienia dwie kobiety: fotografkę Corinne Day oraz własną siostrę i agentkę Anyę. Już wtedy, gdy dorastali w Grecji, Anya i Panos mieli zajawkę - żeby nie powiedzieć pasję - do mody. Pierwsze stylizacje Panosa do zdjęć Corinne były opublikowane w i-D. Teraz jest konsultantem Riccarda Tisciego z Givenchy, Ricka Owensa i Dolce & Gabbany oraz szefem mody „Love". Starsza siostra Anya we własnej agencji Intrepid reprezentuje swojego brata oraz inne modowe talenty, w tym Katy England, Oliviera Rizza i Matthew Stone'a. To rodzeństwo talent ma we krwi.

Jak dorastało się wam w Atenach?
Panos: Wtedy w Grecji było jak w Związku Radzieckim, tylko bez komunizmu.

Jakie są wasze najwcześniejsze wspomnienia związane z fotografią mody?
Anya: Okładka brytyjskiego „Vogue'a" z maja 1994 roku. Zrobił ją Nick Knight z Amber Vallettą i Shalom Harlow. Późno zaczynaliśmy.

Kto jest starszy?
Panos: Anya!

O co się kłóciliście, gdy byliście mali?
Anya: Gdy tylko wychodziłam z domu,
Panos czytał mój pamiętnik.

A o co kłócicie się teraz?
Anya: O godziny snu Panosa i jego podejście do harmonogramu.

Kiedy postanowiliście, że zaczniecie współpracować?
Panos: Gdy zacząłem działać z Corinne, Anya pracowała już w Streeters [agencji reprezentującej twórców - red.], więc to po prostu miało sens.

Wspieracie ten sam klub? Kto jest większym kibicem?
Panos: Anya jest zakręcona na punkcie Liverpoolu.

agi mdumulla i sam cotton

Gdy poznali się w zatłoczonej pracowni stażystów Alexandra McQueena, Agi Mdumulla i Sam Cotton spojrzeli na siebie z pogardą. Musiało upłynąć trochę czasu, żeby minęła im wzajemna niechęć i żeby wspólnie założyli markę Agi & Sam. Teraz są już samodzielnym, dynamicznie rozwijającym się duetem, który na świat wydało Fashion East [inicjatywa wspierająca młodych projektantów - red.], żeby mogli wyróżnić się na męskich pokazach i być gwiazdami sezonu.

Jak jednym słowem opisalibyście się nawzajem?
Sam: Niewzruszony.

Agi: Pierdoła.

Gdybyście się nie znali, co projektowalibyście osobno?
Agi: Moja twórczość była podobna do tego, co robimy razem, ale teraz to jej dojrzalsza i lepiej wykonana wersja. Zawsze lubiłem łączyć wzory i kolory, ale jestem beznadziejny w Photoshopie. Miałbym straszne problemy, żeby samemu rozwijać własne pomysły. Potrzebuję do tego Sama.
Sam: Pewnie robiłbym nadruki dla innego projektanta. A jeśli już projektowałbym sam, to coś w szarościach.

Napiszcie jeden drugiemu ogłoszenie matrymonialne.
Agi: Uczciwy, drobny mężczyzna, lat 26. Lubi sport i niedużo więcej. Pozna ciepłą starszą kobietę, która lubi przytulać się i gotować. Mile widziany sponsoring.
Sam: Nadwrażliwy facet szuka oparcia w dziewczynie. Zapalony tancerz. Zawsze gotowy na harce.

Jak różnice między wami wpływają na rozwój waszej marki?
Agi: Uczymy się od siebie i próbujemy wycisnąć z nich jak najwięcej.
Sam: O ile dojrzewamy i rozwijamy się, to nasza marka się nie zmienia.

Czego nauczyliście się od siebie?
Sam: Żeby wyluzować.
Agi: Ostrożności w myśleniu o naszym jedynym wspólnym dziecku, które wypuszczamy w świat.

Zdjęcie: Nik Hartley

terry i tricia jones

W 1980 roku Terry i Tricia Jones założyli i-D, które drukowali we własnym domu. Prowadzą ten biznes od ponad 30 lat - stawiają ulicę ponad wybieg - i przedstawiają światu mody nową młodzieżową kulturę. Przez lata T&T, jak ich tu nazywamy, wynaleźli i wychowali wiele z największych talentów tej branży. Każdego z nich nauczyli podstawowych zasad i-D: twórz - nie naśladuj, bądź fanem - nie krytykiem, dobry magazyn jest jak zupa minestrone. Przemyślcie to.

Jak się poznaliście? Co wtedy pomyśleliście o sobie?
Tricia: Na uniwersyteckiej potańcówce, oboje tam poszliśmy bo lubiliśmy Georgie'ego Fame'a. Pierwsze wrażenie? Świetny uśmiech, ale za niski. A może to ja byłam za wysoka?
Terry: Poznaliśmy się jako studenci i zostaliśmy najlepszymi przyjaciółmi.

Terry, gdyby pieniądze nie grały roli, co kupiłbyś Tricii na urodziny?
Wieczne zdrowie i codzienny zapas dobrych żartów.

To samo pytanie do Tricii.
Terry zawsze marzył o Bristolu [brytyjska marka samochodu - red.] w dobrym stanie. Ale teraz, gdy przeczytałam jego odpowiedź, to oczywiste, że najważniejsze jest zdrowie.

Czego nauczyliście się od siebie?
Tricia: Że życie nie zawsze jest czarne albo białe. I żeby iść za ciosem.
Terry: Że często to Tricia ma rację, nie ja. I że wspólne podejmowanie trudnych decyzji daje dużo więcej satysfakcji.

Jakie nawyki przejęliście od siebie?
Tricia: Martwię się, że Terry przejął ode mnie spóźnialstwo. Teraz oboje staramy się być bardziej punktualni!
Terry: Oboje czujemy, jakby doba miała za mało godzin. A może próbujemy wcisnąć w nią zbyt dużo?

Terry, ulubiona cecha Tricii?
Ona cała.

Tricia, ulubiona cecha Terry'ego?
Rozśmiesza mnie.

Wasze ulubione miejsce, żeby pobyć razem?
Tricia: Gdziekolwiek na łonie natury, z pięknym, bardzo pięknym widokiem.

Macie „swoją" piosenkę?
Me and Mrs. Jones.

Zdjęcie: Matt Jones

Kredyty


Tekst: Sarah Raphael

Tagged:
współpracownicy
tandem