justyna święs: nie piszę wcale o miłości

Wokalistka i songwriterka The Dumplings opowiada historie swoich ulubionych kawałków z ostatniej płyty.

tekst Basia Czyżewska
|
02 Grudzień 2015, 2:05pm

Dorosłych artystów pyta się o inspiracje, a ciebie pytają o to, jak łączysz szkołę z graniem. To trochę nie fair.
Beznadzieja. Bardzo chcielibyśmy być z Kuba pytani o ważne rzeczy, nawet światopoglądowe. Chociaż zdecydowanie odrzucamy politykę. Nie chcemy łączyć jej ze sztuką. Ludzie uważają, że jak masz 18 lat to nie masz nic do powiedzenie. Traktują nas jak dzieci. Rzeczywiście zaczynaliśmy jako absolutne dzieci, w trakcie wywiadu u Jakóbiaka  [początek kariery The Dumplings to wywiad w internetowym programie 20m² Łukasza — przyp. red.] w ogóle nie wiedzieliśmy, co się dzieje i wszyscy to widzieli. Ale od tego momentu minęły 2 lata, dorośliśmy. Uważam, że młodym ludziom powinno się dawać szansę, a nawet kredyt zaufania. Bo oni chcą działać i robią tyle ciekawych rzeczy.

Masz poczucie misji? Czujesz się głosem swojego pokolenia?
Trochę tak, ale nie chcę moralizować. Interesuje mnie życie, po prostu, chcę o nim rozmawiać, opowiadać i dzielić się. Po maturze planuję iść na psychologie w relacjach, żeby lepiej poznać siebie. Otworzę gabinet i będę pomagać ludziom.

Może pomagasz im pisząc piosenki.
Jak ktoś nazywa twoje teksty dziewczyńskimi, to jak się czujesz?

Jak to? Dlaczego? Co to znaczy? Że piszę tylko o miłości?

Ale pięknie piszesz o miłości, czasami bardzo popkulturowo tak jak w piosence „Love".
To jest bardzo sprytny tekst on bardzo dużo znaczy, a jest tylko jednym zdaniem: „From innocent kiss in 1886 to pornographic scenes in Nimphomaniac".
Wyciągnęłam je z mojej prezentacji o historii kina. Śmieszne, bo ten pierwszy w historii kina pocałunek wygląda, jakby nic się nie stało. Ich usta prawie się nie dotykają. A „Nimfomanka" albo „Love" Gaspara Noe — wiadomo, hardcore. Podobały mi się te filmy, nie chodzi o to, że je krytykuje, ale widzę tę ewolucję i nie mogę uwierzyć. Jestem trochę staroświecka, przychodzę do kina i myślę sobie jak babcia: „Co tu się dzieje. Za dawnych lat…" (śmiech).
Ale Seks jest czymś naturalnym. To dobrze, że do kina można dziś iść na film, który ma sceny jak z pornosa, a wcale nim nie jest.

A o czym jest „Blue flower"?
No, też o miłości (śmiech). Tylko tym razem mojej. Piszę bardzo prosto „I found blue flower in the ocean. This only one". Nie potrafię powiedzieć, „ty", „ciebie" albo „you". Może to jest rodzaj terapii.
Trzeba uważać na miłość. Ja mam dystans, bo chyba nigdy tak naprawdę nie zakochałam się.

Jak to? Jesteś pewna?
Cały czas ten stan traktuje jako zauroczenie. Prawdziwej miłości jeszcze nie spotkałam a jest to bardzo smutne, bo chciałabym.

Który z tych tekstów cenisz najbardziej?
„Kocham być z tobą". Bo wydaje mi się, że napisałam polski tekst, który jest wiarygodny i nie brzmi tak, jakby pisało go dziecko. Taką mam przynajmniej nadzieję. Marzy mi się klip do tej piosenki, którego scena otwierająca nawiązywałaby do filmu „Miłość".

Siedzi ci w głowie ten film.
Tak (śmiech). Chyba najlepiej o tym świadczy mój zeszyt. Mam taki zeszyt w który, spisuje wszystkie teksty. Na okładce są 2 papugi z kolażu Szymborskiej. Jedna mówi
— Seks to sprawa prywatna.

Prywatne rzeczy są najważniejsze, bo są twoje! O czym jeszcze warto pisać?
Piszę też o filmach i książkach. Uwielbiam wcielać się w postacie i pisać w ich imieniu. Kiedyś obejrzałam film „Mechanik" [Historia mężczyzny, który cierpi na bezsenność. Rzeczywistość przenika się ze snem — przyp. red.] i tak się utożsamiłam z bohaterem, że nie mogłam spojrzeć w lustro, bo bałam się, że stałam się nim i mam jego twarz. To był koszmar. (śmiech) Wyobraź sobie sytuację, że leżysz w łóżku i czujesz, że masz obce ciało.

To jest bardzo narkotyczna wizja.
Oj nie! W ogóle nigdy! Jest tylko jeden kawałek „Odyseusz"! To jest piosenka, którą pisałam, kiedy leżałam chora w szpitalu i czytałam Odyseję, byłam na morfinie. I to był jeden jedyny raz i zupełnie legalnie (śmiech). W tekście opisałam mój ukochany moment, kiedy Odyseusz, przywiązuje się do masztu, żeby usłyszeć śpiew syren, a wszyscy inni zatykają uszy i wiosłują. I dla mnie Odyseusz to jest po prostu artysta, tak właśnie robią artyści, robią wszystko, żeby usłyszeć głos syren!

Przeczytaj też:
Najsmutniejsze piosenki o miłości
- Kuba Karaś robi zdjęcia
Smutne dziewczyny

Kredyty


Tekst: Basia Czyżewska
Zdjęcia: Karol Grygoruk

Tagged:
Justyna Święs
muzyka wywiady