Reklama

​„zawsze uważałam, że moje ciało było idealne”

Jeśli uczysz się akceptować swoje ciało, zobacz jaką pracę wykonała ta modelka.

tekst Alice Newell-Hanson
|
06 Kwiecień 2016, 3:30pm

zdjęcie: jennifer rovero

„Zawsze uważałam, że moje ciało było idealne", mówi Lauren Wasser. Jej mama przez ponad 20 lat była modelką, „w latach 90., ze Stephanie Seymour, Cindy Crawford i tak dalej", a Lauren w dzieciństwie podróżowała z mamą na sesje do Paryża, Mediolanu, Londynu i Nowego Jorku. Patrick Demarchelier zrobił jej pierwsze profesjonalne zdjęcie, gdy miała zaledwie dwa miesiące. Gdy podrosła, oczywiście poszła w ślady mamy. To było nieuniknione — nawet jej ojciec był modelem.

W 2012 roku jej ciało nagle zmieniło się w mgnieniu oka. 3 października źle się poczuła, jakby łapała ją grypa, więc postanowiła, że pójdzie spać. Miała wtedy okres i używała tamponów, ale nie myślała, że to może mieć coś wspólnego z objawami. Lauren nakarmiła psa, zadzwoniła do mamy i... obudziła się w szpitalu kilka dni później. Nie miała pojęcia, co się stało.

Lekarze stwierdzili, że Lauren cierpi na zespół wstrząsu toksycznego, co oznacza, że przeszła ostre zatrucie organizmu. Gdy przywieziono ją do szpitala, od śmierci dzieliło ją 10 minut, jak powiedziała w rozmowie z VICE. Wprowadzono ją w stan śpiączki farmakologicznej. W ciągu kolejnych godzin i dni infekcja zmieniła się w gangrenę i trzeba było amputować jej jedną nogę poniżej kolana. Lauren walczyła o stopę, ale straciła palce oraz część pięty. Nagle jej ciało i przyszłość zmieniły się nie do poznania i wydawały się obce.

Niepełnosprawna modelka w świątecznej kampanii

Dziewczyna Lauren, Jennifer Rovero, jest fotografką. Zaczęła robić zdjęcia, na których widać nogi i protezę Lauren — np. w wannie lub w szortach. Jennifer nazywa to „fototerapią", ponieważ dla Wasser to nowy sposób na pogodzenie się z chorobą. W ten sposób chce także szerzyć świadomość na temat zespołu wstrząsu toksycznego. Trzy lata po wybudzeniu ze śpiączki farmakologicznej, Lauren postanowiła wykorzystać swoją pozycję i skonfrontować się z producentami tamponów (pozwała firmę sprzedającą te, których używała), a także dodać otuchy innym osobom po amputacji.

Jakie miałaś podejście do swojego ciała, gdy dorastałaś? Jak wpłynął na to modeling?
On zawsze był obecny w moim życiu. Moja mama była modelką, a tata modelem. Agencje zachęcały mnie, żebym też podpisała kontrakt. Uprawiałam sporty i ciężko pracowałam nad swoim ciałem. Ciągle grałam w koszykówkę, jeździłam na rowerze, byłam w formie.

Jak to podejście zmieniło się w 2012 roku?
Gdy wybudziłam się ze śpiączki farmakologicznej, ważyłam 90 kg. Wpompowali we mnie ponad 35 kg płynów, żeby wypłukać z ciała wszystkie toksyny. Już po przebudzeniu czułam się zupełnie inaczej, nie poznawałam swojego ciała. Nie widziałam swoich nóg, niczego. Wcześniej ważyłam może z 55 kg, dlatego byłam w szoku. Straciłam też włosy — gdy lekarze próbowali ocalić moje życie, splątały się i w końcu trzeba było je zgolić. Nagle straciłam tożsamość. Chyba nadal do mnie nie dociera, jak poważna i dotkliwa była ta sytuacja. Była i wciąż jest — ciągle czuję ból i walczę.

Dlaczego Instagramowi przeszkadza miesiączka?

Czy udało ci się wrócić do uprawiania sportu?
Teraz muszę po prostu radzić sobie z tym bólem, ale jestem twarda. Nie chcę, żeby innym było mnie żal. Zależało mi, żeby nie kuleć. Długo ukrywałam protezę — ludzie nie wiedzieli o niej, dopóki im jej nie pokazałam. Wróciłam do jazdy na rowerze i trenowania drużyny koszykarskiej. Chociaż sama nie mogę grać, staram się być częścią świata sportu.

Teraz już nie próbujesz ukrywać swojego ciała?
Nie. Gdy robiłam zdjęcia z Jen, powiedziała: „Musisz je pokazywać, być z niego dumna", a ja bardzo się wstydziłam. Musiałam do tego dojrzeć: to moje nowe życie. Gdy zaczęłyśmy się spotykać, nosiłam bluzy i dresy w największe upały. W końcu dotarło do mnie, że skoro mam zamiar podzielić się ze światem swoją historią, to muszę być z siebie dumna. Dlatego zdjęcia Jen były dla mnie takie ważne. Teraz patrzę na nie i myślę: „Wciąż jestem piękna i mogę pracować jako modelka".

Dziewczyńskie hafty i sado maso

Jak zareagowali na to inni ludzie?
Dostałam mnóstwo wsparcia i ciepła, to niesamowite. Dzięki temu zaakceptowałam siebie. Na Facebooku piszą do mnie dziewczyny i kobiety, które straciły córki. Dziękują za rozpoczęcie tej dyskusji i szerzenie wiedzy. Tu nie chodzi tylko o mnie, ale o kobiety, o których zapomniano.

Miesiączka wciąż jest tematem tabu. Czy z tego wynika brak świadomości na temat zespołu wstrząsu toksycznego?
Myślę, że producenci tamponów sprawili, że kobiety czują się ze sobą źle, brzydzą się i wstydzą się o tym rozmawiać. Trzeba otworzyć te drzwi. Jestem dumna i szczęśliwa, że nam się udało.

Co sprawiło, że w końcu zaczęłaś mówić o tym głośno?
Wiele wycierpiałam i musiałam dojrzeć. Nie chodzi o to, że byłam modelką i zachorowałam, ale o to, że przeszłam amputację i w końcu zaakceptowałam swoje nowe życie. Już nie mogę po prostu wstać rano i wskoczyć pod prysznic czy pobiegać po plaży. Wiem, że inni ludzie zmagają się z podobnymi problemami i chcę, żeby wiedzieli, że to nic złego. Skontaktowała się z nami dziewczynka, która ukrywała swoją protezę, a moja historia zainspirowała ją do podzielenia się tym. Tu chodzi o możliwość wpływania na innych ludzi, inspirowanie ich.

Przewodnik po dorastaniu dla młodych dziewcząt

Kredyty


Tekst Alice Newell-Hanson
Zdjęcia Jennifer Rovero
Tłumaczenie Patrycja Śmiechowska