„jestem studentem fotografii, chciałbym zrobić ci zdjęcie. czy wiesz kim jest vadatajs?”

Ostatnie wakacje Marcel Borowski spędził na Łotwie. Szukając mitycznego demona sfotografował własną historię.

tekst i-D Staff
|
30 Marzec 2016, 9:40am

Jak trafiłeś na Łotwę?
Pojechałem na warsztaty organizowane przez ISSP (International Summer School of Photography). We wsi Pelci jest szkoła z internatem, która latem zamienia się w bazę dla fotografów. Przyjeżdżają tu ludzie z całego świata. W tym roku była spora grupa Polaków, Włosi, Niemcy, ludzie z obu Ameryk, Japonii i oczywiście Łotysze. Wszyscy podzieleni są na sześć warsztatów. Miałem trochę szczęścia i dostałem się do grupy Jima Goldberga, członka Magnum Photos, gdzie zajmowaliśmy się storytellingiem. Jim to surowy mentor, do bólu próbujący wykrzesać z nas potencjał.

W którym momencie pojawił się twój demon?
Szukałem tematu, który miałem rozwijać na miejscu. Mieliśmy tydzień na fotografowanie, a warsztaty kończyły się zbiorową wystawą. Oczywiście nie miałem pojęcia, za co się zabrać, ale Jim jako pierwsze ćwiczenie kazał nam sfotografować swoje lęki. To poruszyło moją wyobraźnię. Postanowiłem zająć się tematem szerzej. Wcześniej nasłuchałem się trochę o mitologii łotewskiej od fotografki, która związana jest z muzeum etnograficznym. Zacząłem próbować tłumaczyć łotewskie dajny, czyli pieśni i tak znalazłem postacie demonów, a wśród nich Vadatajsa. On był wyjątkowo interesujący, bo nie miał żadnego konkretnego przedstawienia. Wiedziałem tyle, że jego zadaniem było zwodzenie i gubienie ludzi.

Na początku myślałem, że te historie to zakurzone legendy, ale gdy zacząłem pytać, okazało się, że są, wciąż żyją w Łotyszach.

Z kim rozmawiałeś?
Z miejscowymi, głównie starszymi ludźmi. To nie było łatwe, ale jakoś się udawało. Pochodzę z Białegostoku, więc mówię łamanym rosyjskim. Poza tym miałem kartkę z tekstem po łotewsku: „Jestem studentem fotografii, chciałbym zrobić Ci zdjęcie. Czy wiesz kim jest Vadatajs?". Szybko okazało się, że każdy miał jakieś doświadczenia, ludzie zaczynali o nich opowiadać.

Łotysze mają wyjątkowy kontakt z naturą. Ich miasteczka i wsie są otoczone przez lasy, a Vadatajs to właśnie demon lasów. Potrafi przybierać różne formy, żeby gubić ludzi — światła na końcu drogi, zwierząt, podszywa się też pod znajome twarze.

Czy któraś z historii szczególnie zapadła ci w pamięć?
To było niezwykłe, kobieta opowiedziała mi historię syna, który, choć wychował się w okolicy i znał teren jak własne podwórko, zgubił się. Cała wieś szukała chłopaka. Po wielu godzinach odnalazł się i mówił, jak prowadziły go błyski światła i krążył w kółko. Oczywiście ona wierzyła, że to działanie Vadatajsa, a ja im dłużej słuchałem, tym bardziej chciałem sportretować tego demona i jednocześnie widziałem, że sam się plączę.

Temat był zbyt abstrakcyjny?
Nigdy wcześniej nie realizowałem takiego projektu, nie miałem planu, wciąż czegoś szukałem. Próbowałem różnych motywów. Jim sugerował, żebym szukał zagubienia w oczach ludzi, z którymi rozmawiałem, więc robiłem seryjnie portrety. Kiedy miałem ich całkiem dużo, popatrzyłem na całość i zwątpiłem. Okazały się nudne i jednostajne. Czułem, że zupełnie nie o to chodzi. Porzuciłem tę drogę. Skoncentrowałem się na nastroju.

Kiedy pojawił się przełom?
Nie pojawił się (uśmiech). Cały czas czuję, że czegoś szukam i projekt trwa. Cykl, który pokazuję to dopiero pierwszy rozdział tej opowieści. Zresztą odkryłem, że zdjęcia, które pasują do tego cyklu, robiłem zupełnie nieświadomie jeszcze przed wyjazdem na Łotwę. Na warsztatach znalazłem temat, który wszystko połączył, ale ta praca wciąż się rozwija.

Chciałeś uchwycić mitycznego demona, który miesza ludziom w głowach i zrobiłeś projekt o własnym zamotaniu.
Dokładnie. Nigdy nie myślałem, żeby zrobić projekt o sobie, ale poszukiwanie demona zaprowadziło mnie do własnych rozterek. Wróciłem do punktu wyjścia, ale potem zrozumiałem, że właśnie swoje lęki chciałbym fotografować. Dostałem też znak (uśmiech).

Musisz opowiedzieć!
Przez większość czasu pałętałem się bez celu, chodziłem po domach z dziewczyną, która realizowała własny projekt i w jakiejś kanciapie w szpargałach zobaczyłem plakat. Taki zwyczajny plakat z informacją o festiwalu w miasteczku, ten festiwal nazywał się Vadatajs i wiesz, kiedy się odbywał? 10 lipca, w moje urodziny. Aż mnie wtedy zakuło w sercu. Nie wiedziałem co myśleć, może to była informacja dla mnie.

Mam gęsią skórkę, Vadatajs powinien pojawić się w nowej serii Twin Peaks.
Tak, z tym mogę się zgodzić.

Przeczytaj też:

Kredyty


Zdjęcia: Marcel Borowski

Tagged:
Marcel Borowski
vadatajs