Reklama

​zapomniane filmy, które dostały oscara

Arcydzieła, które dostały nagrodę za najlepszy film roku, a prawdopodobnie nigdy o nich nie słyszeliście.

tekst Mateusz Góra
|
27 Luty 2017, 12:40pm

kadr z filmu hamlet

Może się wydawać, że filmy, które zdobywają Oscara w najważniejszej kategorii, na zawsze zapiszą się w historii kina. To jednak nie takie pewne. Chociaż wszyscy znamy „Titanica, „Ojca chrzestnego czy „Listę Schindlera, niekoniecznie już mówią nam niektóre tytuły z listy zwycięzców. Oto filmy, które naprawdę warto nadrobić, chociaż mogliście o nich jeszcze nie słyszeć.

„Zwyczajni ludzie"

Chociaż dzisiaj lęk przed terapią i tym, co powiedzą osoby wokół jest mniejszy, w 1980 roku film Roberta Redforda pokazał, że nie wszystko da się po cichu załatwić w rodzinnym gronie. Jego historia zwyczajnych ludzi, którzy po tragicznej śmierci syna i brata muszą wrócić do życia jest prawdziwym emocjonalnym rollercoasterem.

„Wszystko o Ewie"

Scenariusz, za którym odpowiada, podobnie jak za reżyserię, Joseph L. Mankiewicz jest arcydziełem. Nie bójcie się kiczowatych, nudnych dialogów - rozmowy, jakie prowadzą słynna aktorka i jej psychofanka, Ewa, naprawdę przyprawiają o ciarki na plecach i zachwycają swoją celnością, ironią i inteligencją.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

„Hamlet"

Adaptacje dramatów Szekspira w wersji Laurence'a Oliviera to coś, co po prostu trzeba zobaczyć. Chociaż losy Hamleta na ekranie pojawiały się już tysiące razy, tego seansu nie zapomnicie. Olivier potrafił wydobyć z dzieł największego angielskiego pisarza głębię i jasność, które pozwalały odnaleźć się w tej historii współczesnym widzom.

„Rebeka"

Pomimo pięciu nominacji w kategorii najlepszy reżyser, Hitchcock nigdy nie dostał Oscara. Mówi się, że Akademia go nie znosiła, bo był zbyt utalentowany i niezależny. Tak czy inaczej, chociaż sam nie zgarnął statuetki, jego film w 1941 roku został doceniony. Rebeka, zmarła żona bogatego mężczyzny, staje się powodem, dla którego jego nowy związek zamienia się w wyczerpującą grę, prowadzącą do strasznego odkrycia. To jeden z najlepszych filmów Hitchcocka, w którym to, co podświadome i wyparte wychodzi powoli na wierzch.

„Na nabrzeżach"

Elia Kazan i Marlon Brando okazali się idealnym duetem - reżyser i aktor poprowadzili idealnie historię młodego boksera, który ma wyrzuty sumienia po śmierci przyjaciela i postanawia walczyć o sprawiedliwość z szefem lokalnego gangu. Heroiczna walka o wartości i godność jak zawsze ma jednak swoją cenę. Brando jak zawsze odnajduje się świetnie w roli nieokrzesanego, silnego faceta, który chciałby zrobić coś dobrze, ale szarpią nim sprzeczne emocje. 

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Mateusz Góra