kryzys ćwierćwiecza, czyli jak zaczęłam o siebie dbać

Feministyczny zin „Girls to The Front” podzielił się z nami jednym z tekstów, które pojawiły się w najnowszym wydaniu.

tekst i-D Polska
|
03 Październik 2016, 9:35am

Od jakiegoś czasu mam problemy ze zdrowiem. Nie, że jakieś wielkie (to tylko zapalenie migdałków, które zaraz mi wytną i będzie po problemie), ale na tyle irytujące, że czasem po prostu mi się nie chce. Nie chce mi się siedzieć całą noc i słuchać bełkotu zrobionych używkami ludzi, bo wiem że następnego dnia będę się czuć równie źle, co oni. I co gorsza jeszcze pamiętać, co mówili. Nie chcę przebywać późnym wieczorem na dworze, bo szybko się przeziębiam i kolejne dni zejdą mi na rekonwalescencję. Nie chcę siedzieć w zadymionych pomieszczeniach, choć kiedyś paliłam jak smok, bo teraz czuję się w nich fatalnie i do tego mi śmierdzi. Taki w sumie niewielki dyskomfort (który czasem tylko kurewsko boli) sprawił, że jest jakoś inaczej. Czuję, że nie mam już nastu lat i muszę czasem o siebie zadbać.

Jestem idealnie w połowie między 20 a 30. Zawsze mi się wydawało, że 25 lat to niewiele. Większość moich ulubionych muzyków czy reżyserów robiło w tym wieku co najwyżej wprawki do czegoś ciekawego. Mówi się, że pierwszą książkę powinno się wydać już po 30-stce (chyba że jest się Davidem Fosterem Wallacem). Jednak prawie wszyscy moi rówieśnicy wokół wpadają w amok, który uszczypliwie można nazwać „kryzysem ćwierćwiecza". Mówią, że czują się staro. Da się tu połączyć z faktem, że jakoś w tym okresie większość osób, które studiowały musi podjąć decyzję co dalej, inni (albo ci sami) orientują się, że może nie chcą do końca życia mieć "odd jobs" czy pracować w gastronomii/call center. Innych gonią do tego rodzice.

Jakoś ponad pół roku temu postanowiłam założyć wtyczkę wymazującą zawartość news feeda na Facebooku. Głównym powodem było to, że jako ktoś kto dosyć dużo pisze, słucha muzyki i czyta przy swoim komputerze nie mogę się rozpraszać, bo tracę zbyt dużo czasu na głupoty, a jednak wolę spędzić go z moimi bliskimi. Miałam też inny motyw. Zauważyłam, że duża część tego, co widzę na FB, to zdjęcia i to przede wszystkim moich koleżanek. Zaczęłam się zastanawiać ile czasu dziennie zajmuje mi przebijanie się przez ten fejsbukowy konkurs piękności. Nie wiedziałam co robić, czy dawać im te lajki, czy nie dawać? Przecież one tak nie wyglądają - spotykam je często zaspane, spuchnięte, w źle dopasowanych ciuchach. Naprawdę inteligentne dziewczyny wyginają się pod kątem, by wyglądać chudziej i stosują filtry by zdawać się młodsze... Stwierdziłam, że nie będę w tym uczestniczyć i codziennie dozować sobie dawki idealnych wersji moich znajomych, do nikt z nas nigdy nie dorówna. Lubię je takie jakie są i wiem, że znajdują swoich amatorów/swoje amatorki.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Do tego sama doszłam do wniosku, że też chcę wyluzować. Bo czasem nie mam kiedy obciąć paznokci u stóp albo bekam przy stole i jakoś nie chcę sobie robić aż takich wyrzutów z tego powodu. Uznałam, że nie będę ściemniać przed ludźmi, że jest inaczej i po prostu zaprzestanę kreowania swojego wizerunku w internecie. Skupię się na tym, żeby czuć się z sobą okej w swoim ciele nie tylko przez pierwsze 15 minut imprezy (czyli kiedy nie rozmazuje się jeszcze makijaż), ale też gdy spocę się biegając między uczelnią a pracą. Wciąż mi zdarza się powiedzieć „o nie, wyglądam jak gówno!", ale robię to jakby z dużo mniejszą częstotliwością. To właśnie przede wszystkim wydaje mi się dbaniem o siebie. 

Girls to The Front

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Andżelika Kaczorowska. Pierwotnie artykuł ukazał się w zinie „Girls to The Front". 

Tagged:
girls to the front
sztuka
Kultura