Brodka: Od początku wiedziałam, że muszę uciec z szufladki „ładnej dziewczyny”

Przeczytaj rozmowę o wizerunku, branży i kobiecości i zobacz premierowo sesję Przemka Dzienisa

|
wrz 6 2017, 8:01am

Co by było, gdybyś na następnym koncercie wyszła w zwykłym T-shircie i jeansach?
Może ludzie pomyśleliby, że to prowokacja, albo element jakiegoś większego, przewrotnego planu. Mogliby nie uwierzyć, że robie coś ot, tak, po prostu.

A gdybyś zapuściła długie włosy i układała je w luźne fale? To zabawne, bo akurat decyzja o zgoleniu głowy była moją własną wolą, a nie zaplanowaną zmianą wizerunku. Zrobiłam to, bo miałam taką potrzebę. Pewnego rodzaju oczyszczenia.
Wcale nie chciałam stać się „kontrowersyjną artystką", ale też nie dziwi mnie taka reakcja ludzi. Wszystko, co jest inne wywołuje zdziwienie.

Pytam, bo wokalistki to ikony pewnego rodzaju kobiecości, współczesne muzy popkultury. Jak to jest łamać stereotypowy wizerunek młodej piosenkarki?
Chyba nigdy nie czułam potrzeby pielęgnowania w sobie tej kobiecości. Zawsze pociągało mnie bardziej to, co inne i dziwne.
Na tym etapie bawię się swoim wizerunkiem i przesuwam kolejne granice. Mam za sobą już tyle „kontrowersyjnych" wizerunkowo decyzji, że nawet przyklejanie maski z pereł na twarzy nie jest czymś przesadzonym.

Ostatnio robiłyśmy to z Vasiną przed Openerem, a ona mnie jeszcze podkręcała i mówiła: „no i świetnie, niech to będzie przegięte i na maxa". Poza tym lubię wchodzić w rolę na scenie. Jeśli mam oprawę: kostium, make-up, scenografię to z muzyką wszystko się robi jakieś. Ludzie to czują albo nie, w każdym razie nikt nie pozostaje obojętny.

W tych ciuchach niema nic obciachowego, wyuzdanego, albo prowakacyjnego, to raczej zabawa w utrwalanie swojego wizerunku, żeby z każdym projektem iść o krok dalej, żeby zrobić coś nowego. Jako artystka chcę być charakterystyczna i zapamiętywalna.

Który z eksperymentów uważasz za najbardziej udany? Jaka jest twoja ulubiona kostiumowa metamorfoza?
Bardzo lubię sukienkę, w której występowałam na początku trasy Clashes — różowa z metalicznym połyskiem. Miałam wrażenie, że idealnie pasuje do klimatu nowej płyty. Trochę futurystycznie, ale kobieco.
Oczywiście, żeby nie było za „ładnie" wyklejałam sobie całą twarz srebrnymi lustrzanymi cekinami co tworzyło dziwną maskę. Na scenie czułam się trochę jak mangowa księżniczka.

Ja tę moją kobiecą stronę dopiero w sobie odkrywam, chociaż dalej w dość nietypowy sposób. Wcześniej to nie było dla mnie ważne.

A co było ważne?
Wolność. Uwolnienie się od wizerunku takiej pop wokalistki, która zawsze musi być ładna. Wkurzało mnie to, że ludzie lepiej wiedzą, jaka mam być, jak mam się nosić. Że kobieta musi być kobieca w takim potocznym wydaniu. A ja się nigdy nie czułam taką wokalistką.

Ten bunt, może brał się też stąd, że moja fizyczność — miła buzia — jakoś nie idzie w parze z charakterem. Nawet mój głos jakoś odstaje od tego jak wyglądam. To się po prostu nie klei.
Właściwie od początku chciałam uciec z szufladki „ładnej dziewczyny".

Spotykałaś się z naciskami, ktoś kiedykolwiek, próbował Cię „doginać" do ogólnie obowiązującego wzorca?
Nie było dużej presji, chociaż pamiętam ekscesy. Szefowa mojej byłej wytwórni zmusiła mnie do tego, żebym na zdjęcia okładkowe pierwszej płyty włożyła jakiś tweedowy płaszczyk w pepitkę. Wtedy mnie to maksymalnie zezłościło, płaszczyk był okropny, ale poddałam się silnej osobowości. Do dziś to zdjęcie mi się nie podoba. To była cenna lekcja.

Świadomie budujesz swój wizerunek, jesteś konsekwentna, ale każda reguła ma swoje odstępstwa.Np. na bardzo profesjonalnym muzyczno-wizualnym Instagramie dwa razy zamieściłaś posty, które spokojnie można nazwać politycznymi. Na jednym zdjęciu wsparłaś Dziewuchy, na drugim Czarny Marsz. Pamiętasz te momenty?
Byłam strasznie wkurzona, Nigdy nie miałam poczucia, że będę społecznicą albo że będę publicznie do czegoś nawoływać, z zasady nie angażuję się w politykę, ale wtedy pojawiła się zupełnie naturalna potrzeba powiedzenia „nie", „to mi się nie podoba, ja tak nie chcę".

Nastąpiły takie czasy, że społeczeństwo się bardzo podzieliło i każdy teraz ma potrzebę opowiedzenia się po jednej albo drugiej stronie. Pamiętam, jak nagle pod moim zdjęciem pojawiło się ponad sto komentarzy, w których ludzie kłócili się i hejtowali nawzajem. To było dla mnie szokujące.
Nie chciałam agitować, chciałam podzielić się swoimi przekonaniami.

Jak reagujesz na hasło „feminizm"?
Nie dostaje wysypki. Nigdy nie nazywałam siebie feministką, ale rzeczywiście, niedawno przy okazji planowanych zmian w ustawie antyaborcyjnej ten dzwon się we mnie odezwał.

Bo cóż, chcę decydować o swoim ciele i lubię być traktowana na równi z mężczyznami. Jakoś nigdy nie oczekiwałam od nikogo otwierania drzwi czy noszenia ciężkich zakupów. Podpisuję się tez pod postulatem równych płac...

Bardzo poruszyło mnie też wystąpienie Madonny, która odbierając nagrodę, drżącym głosem opowiadała o swoich doświadczeniach bycia kobietą w branży muzycznej. Nawet ktoś tak silny i doceniony jak ona, przez całe życie miała przerąbane. To było bardzo mocne.

Czujesz, że „przyszłość jest kobietą"? W ciągu ostatniego roku coś się wokół nas zmieniło?
Z jednej strony bardzo podoba mi się fakt, że w całym tym ruchu uwaga mężczyzn została przekierowana na kobiety. Wielu z nich zaangażowało się w protest, bo zrozumiało, że ustawa dotyczy ich dziewczyn, sióstr i córek.

Ale mam też momenty zwątpienia. Np. gdy widzę, że pod zaangażowanymi wpisami Anji Rubik pojawiają się komentarze w stylu „Weź Ty się zajmij chodzeniem po wybiegu". Mam poczucie, że to jest totalna dyskryminacja. Gdyby była facetem takiej reakcji po prostu by nie było. Ten komentarz nie dotyczył przecież jej poglądów, tego, co Anja myśli o sytuacji politycznej. Ktoś jasno osądził, że ona w ogóle nie powinna się takimi rzeczami zajmować, bo jest pewnie jakąś głupią modelką i co ona wie…
Ta agresja mnie przeraża. Myślę, że przed nami bardzo trudna lekcja.

Gdy odkrywasz swoją nową kobiecą stronę, towarzysza Ci jakieś idolki?
Jest wiele pięknych i silnych kobiet, które podziwiam. Jak patrze na Charlotte Gainsbourg, to myślę sobie, że jak dorosnę chcę być jak ona. Taka nonszalancka, silna i bardzo kobieca, ale nie w oczywisty sposób. Bo ja nie lubię dosłowności, energia, która bije od kobiety jest dla mnie dużo bardziej sexy niż kocie oczy i sukienka.







zdjęcia: Przemek Dzienis
make up: Wilson
produkcja: PictureThat

ubrania: własność artystki, Vasina Studio