koniec „fruits”

Kultowy magazyn publikuje swój ostatni numer, narzekając na brak stylowych, wyróżniających się osób do fotografowania. Co to mówi o japońskiej modzie ulicznej?

|
lut 8 2017, 4:55pm

Po dwóch dekadach spędzonych na dokumentowaniu ulicznego stylu japońskich nastolatków w imponującej liczbie 233 wydań, magazyn „FRUiTS" ogłosił, że wydał właśnie ostatni numer. Śmierć drukowanych mediów jest szeroko dyskutowana, ale właściwy powód zamknięcia magazynu jest jeszcze bardziej zaskakujący. Według jego twórcy, redaktora i naczelnego fotografa Shoichi Aoki, „nie ma już więcej fajnych dzieciaków do fotografowania". Powiedział to w wywiadzie z japońskim portalem, Fashionsnap.

Utworzony w 1997 roku „FRUiTS" publikował i promował kolorowo ubranych młodych ludzi z Harajuku. Stanowił rzetelną i autentyczną relację na temat pojawiających się trendów i naprawdę ciekawie ubranych ludzi, jako kontrast do przerysowanego cyrku fashion weekowych, streetowych pawi. Był rozpoznawany przez rzeszę czytelników jako magazyn pełen słodkości, odwagi i zakręconego japońskiego świata mody. „FRUiTS" będzie bardzo brakowało fanom, którzy zasłużenie tworzyli jego kult. Wielbiciele magazynu ubolewali w mediach społecznościowych nad jego losem, ale niektóre osoby narzekały na to, że miał tendencję do ciągłego fotografowania tych samych dzieciaków, co doprowadziło do upadku. Alan Yamamoto powiedział na łamach portalu Spoon Tamago, że „FRUiTS" stał się „konkursem popularności", a także, że mimo zamknięcia magazynu, „wciąż jest tyle stylu na tokijskich ulicach, że to aż nieprawdopodobne". Misha Janette, założycielka Tokyo Fashion Diaries, nazwała utratę magazynu „śmiertelnym ciosem dla i tak gasnącej japońskiej sceny streetowej", a także wzywała, by zrobić więcej dla ochrony i dbania o dziedzictwo tego obszaru. 

Zamykanie publikacji takich jak „FRUiTS" jest trudne do przełknięcia dla wielu oddanych od lat fanów japońskiej streetowej mody, ale wiele przesłanek mogło obwieszczać ich nadchodzący koniec. Mimo że wychwalanie unikalnego stylu Harajuku jest kuszące, to trzeba przyznać, że złota era dzielnicy już minęła. Historycznie postrzegana była jako źródło podziemnego ulicznego stylu, które większość magazynów pragnęła udokumentować za wszelką cenę. Miejsce, które tak przyciągało, przestało być pełne świeżości przez nadmierną ekspozycję i gentryfikację. Hokoten - raj dla pieszych, który wnosił wiele do mody Harajuku - został zamknięty pod koniec lat 90. Mimo, że chłopcy i dziewczęta rozeszli się na dwie dekady na okoliczne metry kwadratowe to wszystko się zmieniło. Realia roku 2017 są takie, że jeśli jedziesz do Tokio w nadziei, że wpadniesz na grupę nastolatek w przyciągających spojrzenia strojach i akcesoriach kawaii, które sprawiły, że „FRUiTS" stał się sławny, to się rozczarujesz.

Camdenowa transformacja Harajuku w naładowaną pamiątkami pułapkę na turystów oznacza to, że zamiast trendy miejscówek, o których Gwen Stefani śpiewała na początku lat 2000, zastaniesz białych ludzi nawiedzających ulice w nudnych przebraniach lolit. Wciąż istnieją dziwne sklepy jak „Dog" czy „6%DokiDoki" ukryte gdzieś na ulicy Takeshita, w których zaopatrywały się dzieciaki z „FRUiTS", ale jest ich zdecydowanie mniej, a większość wygląda zdecydowanie nie-japońsko. Mimo, że to miejsce zawdzięcza swój sukces turystom to również oni są powodem nadmiernej eksploatacji.

Na domiar wszystkiego Japończycy, którzy znani są z preferowania jakości nad ilość, jeśli chodzi o odzież, sami stali się ofiarami zarazy jaką jest fast fashion. Japoński highstreetowy gigant Uniqlo w zeszłym kwartale zwiększył swoje zyski o 45% . Prawdą jest, że moda uliczna w Tokio stała się bardziej lo-fi niż wcześniej, a styl normcore ma się świetnie. Przez ostatnie 10 lat napływ zachodnich marek takich jak Forever 21 i H&M sprawił, że tania odzież stała się dużo bardziej dostępna, więc tokijczycy nie wydają już pieniędzy na droższe lokalne marki, a indywidualny styl zanika.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Mimo zwiększonej dominacji sieciówek i sentymentalnego stwierdzenia Aokiego, Japonii nie zagraża stylowa apokalipsa. W porównaniu do wielu modowych stolic, Tokio wciąż jest rozpieszczone w kwestii niesamowicie stylowej odzieży. Dawniej dzieciaki paradowały po Omotesando w nadziei, że ktoś zrobi im zdjęcie, które wyląduje w magazynie takim jak „FRUiTS". To byłby wielki zaszczyt. Jeśli o to w tym chodziło, to co robią teraz? Promowanie samych siebie zdecydowanie bardziej sprawdza się w sieci, a nowa generacja dzieciaków z Harajuku jest na Instagramie.

To oznacza, że oryginalne stroje, które nosiły dzieciaki z „FRUiTS" już nigdzie nie krążą i bardzo ciężko na nie natrafić. Dużo stylowych osób, które wciąż pracują w Harajuku, dalej ma międzynarodowych fanów w internecie. Ostatnio zauważalne trendy, takie jak Genderless Kei, zyskały rozgłos dzięki pojawieniu się w mediach społecznościowych. To skupienie na stroju w sieci sprawia trudności fotografom, którzy polują na ciekawie ubranych ludzi na ulicach, co także jest sposobem młodych Japończyków na wypromowanie siebie na świecie. Do przewidzenia było, że „FRUiTS" stanie się ofiarą.

Poza niezależnymi mediami społecznościowymi, DropTokyo i Tokyo Fashion są ostoją wśród japońskich stron, które wciąż z powodzeniem fotografują japoński street style. Mimo że nie ukazuje się wersja drukowana, portal prezentuje, jak ubierają się młodzi ludzie. Pustka, jaką pozostawił po sobie „FRUiTS" nie jest aż tak przerażająca, jak chcieliby wam wmówić jego fani pogrążeni w żałobie. Oczywiście jest nad czym płakać, ale trzeba zaakceptować, że jedna dziedzina ustępuje innej, a nie zwiastować erę Japonii bez grama stylu.

Dzielnica nie jest już mekką stylu jak niegdyś i wcale nie musi. Być może to słaba pociecha dla tych, którzy tęsknią za „FRUiTS", ale wystarczy zajrzeć do sieci, żeby znaleźć inspirujący japoński styl, który wciąż istnieje na dobre i na złe. Jego obecność na platformach internetowych znaczy tyle, że trafi on do większego grona odbiorców niż jakikolwiek magazyn. A „FRUiTS" na zawsze pozostanie publikacją, która umieściła Harajuku na mapie mody i zapewniła wgląd do niezwykłego okna w historii, przez które możemy zobaczyć fascynujący boom ulicznego stylu.

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Ashley Clarke