„romy i michele na zjeździe absolwentów" to kultowy klasyk

Z okazji 20-lecia filmu przedstawiamy pięć powodów, dla których ta komedia jest feministyczną perełką.

tekst Nick Levine
|
27 Kwiecień 2017, 7:19am

Film „Romy i Michele na zjeździe absolwentów" nie okazał wielkim hitem, gdy ukazał się w kwietniu 1997 roku. Mimo to słodka komedia z Lisą Kudrow (Phoebe z „Przyjaciół") i Mirą Sorvino (nagrodzoną Oscarem za rolę w filmie „Jej wysokość Afrodyta" Allena) od tamtej pory zdążyła stać się kultowym klasykiem. Z okazji 20. rocznicy powstania filmu nie będziemy udawać, że to istna „Thelma i Louise" z dowcipami, ale „Romy i Michele" mają na swój sposób pewien feministyczny wydźwięk. Oto pięć dowodów.

1. To film o dziewczyńskiej przyjaźni.
Na początku tytułowy duet nie ma zbyt wiele — Michele (Kurdow) jest bezrobotna, a Romy (Sorvino) ma pracę w placówce dealera samochodowego bez perspektyw na rozwój. Obie są singielkami. Za to mają siebie. Sen, w którym się kłócą, jest właściwie koszmarem. Gdy Michelle zgaduje się z Sandym (Alan Cumming) pod koniec zjazdu absolwentów, wychodzą we trójkę, razem z Romy, bo dla tych dwóch kobiet przyjaźń jest ważniejsza od miłości. Po drodze nawiązują też niespodziewaną więź z neurotyczną, zjadliwą Heather (kradnąca show Janeane Garofalo). Ile hollywoodzkich filmów skupia się na losach dwóch sympatycznych bohaterek, a potem wprowadza świetną postać drugoplanową, która również jest kobietą? Nic dziwnego, że scenariusz jest dziełem scenarzystki, Robin Schiff.

2. A także o samoakceptacji.
Gdy kobiety dowiadują się o zjeździe absolwentów, Romy bawi się, że ich życie nie zrobi wrażenia na byłych kolegach i koleżankach z klasy. Dlatego postanawiają udawać odnoszące sukcesy biznesmenki, które wynalazły karteczki samoprzylepne. Ich plan nie do końca się powiódł, bo tak się składa, że Heather uczyła się o wynalazcy karteczek Post-It w szkole biznesowej i nie była nim Romy. Wtedy Michele doznaje olśnienia. Mówi Romy, że właściwie to była zadowolona z ich życia, zanim zjazd absolwentów nie ujawnił utajonych kompleksów. Dziewczyny wracają na imprezę jako prawdziwe, efekciarskie, uwielbiające zabawę wersje siebie. Ich taniec do „Time After Time" Cyndi Lauper nie tylko jest przezabawny — to pełne radości ćwiczenie z budowania pewności siebie.

3. I o wyrażaniu siebie.
To nie przypadek, że Romy i Michele kochają projektować i robić własne ubrania. Ten film rozumie, że w modzie chodzi nie tylko o styl i status — to także sposób na pokazanie światu, kim jesteśmy w środku. Gdy była koleżanka z klasy, która pracuje teraz w Vogue, komentuje ich stroje słowami: „W zasadzie to muszę powiedzieć, że są... niezłe", macie ochotę krzyknąć: „TAAAAAAK!". To również nie przypadek, że Romy i Michele wchodzą na swój bal maturalny ubrane jak Madonna — gdy dorastały była najlepszym przykładem silnej, niezależnej kobiety w popkulturze.

4. Pełno w nim wspaniałych kwestii.
Jak większość kultowych filmów „Romy i Michele na zjeździe absolwentów" jest pełen cytatów godnych zapamiętania. „Ja jestem Mary, a ty Rhodą" to odniesienie do postaci z „The Mary Tyler Moore Show". „Ee, wynalazłam karteczki Post-It" to kolejny klasyk wypowiedziany z kamienną twarzą. Inne kwestie Romy i Michele zapadają w pamięć, bo zwięźle i zabawnie podsumowują przesłanie filmu: kochajcie siebie. Gdy rozmyślają o latach spędzonych w szkole średniej, Michele mówi do Romy: „Wiesz, chociaż musiałam nosić ten głupi gorset ortopedyczny, a ty byłaś jakby gruba, to i tak byłyśmy totalnie nowatorskie". Słodkie.

5. Nie zapominajmy też o scenie, w której Romy daje prztyczka w nos nieco obleśnemu kolesiowi.
Nikt nie powinien być zmuszony do udawania orgazmu, ale jeśli można go poudawać na własnych warunkach i na tym skorzystać, to czemu nie? Kluczowe jest tutaj komiczne wyczucie czasu Miry Sorvino.

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Nick Levine

Tagged:
Lisa Kudrow
Kultura
„romy i michele na zjeździe absolwentów"