This article was originally published by i-D UK.

amanda lepore — piękność nie z tej ziemi

Amanda Lepore jest ikoną. Ikoną mody, fotografii, stylu i życia nocnego. Jest niemożliwie idealną, plastikową księżniczką i orędowniczką osób transpłciowych. Poznajcie ją bliżej.

|
14 lipca 2017, 2:10pm

This article was originally published by i-D UK.

Artykuł pierwotnie ukazał się w brytyjskim wydaniu i-D.

Amanda Lepore — piosenkarka, aktorka i gwiazda życia nocnego — ma już na koncie własną linię kosmetyków, występy w teledyskach Eltona Johna i Grace Jones, pracowała ze stylistką „Seksu w wielkim mieście" Patricią Field, przyjaźni się z celebrytami (Miley Cyrus, Pamelą Anderson i Lady Gagą) i została uwieczniona w postaci lalki.

Spotkanie Amandy na żywo jest dość dużym przeżyciem. Gdy siedzi obok, jest równie idealna i jeszcze piękniejsza, niż na kultowych portretach. Jej uroda jest tak egzotyczna, nieziemska, magiczna i hipnotyzująca, że wydaje się, jakby przyleciała z innej galaktyki. Jest zoperowana do granic możliwości i zachwyca. Mówi z czarującym, amerykańskim akcentem, przyciszonym, uwodzicielskim tonem. Jest kokieteryjna, skromna i zniewalająca jednocześnie. To mocna i uderzająca mieszanka, szczególnie, że jest skondensowana w tak filigranowej formie, przypominającej wręcz lalkę.

Lepore jest hybrydą femme fatale, złożoną z ognistego temperamentu Jessiki Rabbit, seksapilu Jayne Mansfield i kobiecości oraz ruchów Marilyn Monroe, Gdy się porusza, nawet gdy po prostu idzie korytarzem, sprawiła, że Salome zrzuciłaby z siebie szaty, a Kaligula zarumieniłby się z zazdrości. Pławi się w chwale, stojąc w wysokich Louboutinach, ubrana w tryptyk od Agent Provocateur: baskinkę, gorset i figi. Wygląda jakby w każdej chwili była gotowa, żeby wystąpić na scenie z burleską. Jej talia jest ściśnięta do granic możliwości, jak u lalki Barbie. Jej długie, gibkie kończyny są ozdobione kryształkami i koronką, a fryzura i twarz są po mistrzowsku wypudrowane, wystylizowane i wylakierowane. Nie ma tu miejsca na błędy, nawet najmniejszy włosek ma pozostać na swoim miejscu.

Amanda przeszła korektę płci, gdy była nastolatką, a popularność zdobyła tańcząc z nowojorskimi club kidami Michaela Aliga pod koniec lat 80. i na początku 90. Później została pokochana przez świat mody, głównie dzięki fotografom — w tym Terry'ego Richardsona, Stevena Kleina i Davida LaChapelle. To właśnie współpraca z tym ostatnim rozsławiła jej plastikowy wizerunek i zmieniła ją w nieśmiertelną legendę. W jego obiektywie wciągała diamenty z idealnie wymalowanych paznokci, dawała klapsy Courtney Love w scence S&M w stylu Betty Page, tatuowała waginę, klęczała jako ludzki stół, gdy Mark Wahlberg dostarczał pizzę i naśladowała kultowe portrety Elizabeth Taylor i Marilyn Monroe Andy'ego Warhola. Ich współpraca jest bardzo owocna — mistrz tworzy swoje najlepsze prace ze swoją największą muzą. Zmienił ją nawet w bardzo pożądany zegarek Swatch.

Gdy szykujemy się, by przeprowadzić wywiad, Amanda przysiada na krawędzi łóżka fotografa, a za nią na ścianie widnieje napis „CUNT" ułożony ze sztucznych kwiatów. Jej autobiografia „Doll Parts" puszcza oczko do piosenki Hole i wysyła buziaka do opiewającego na miliony rachunku od chirurga plastycznego. Lektura obowiązkowa dla każdego, kto interesuje się kontrkulturą. Kupcie swój egzemplarz. Teraz. Czytanie to podstawa!

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Amando, wyglądasz zjawiskowo.
Och, dziękuję.

Na żywo zachwycasz jeszcze bardziej niż na zdjęciach. Jak utrzymujesz taką figurę i wygląd?
Dużo nad tym pracuję. Noszę gorsety, ćwiczę jogę, chodzę na siłownię — to ciężka praca.

Przyleciałaś do Londynu na Paradę Równości, prawda?
Przylecieliśmy wczoraj w nocy, jestem trochę zmęczona, ale to nic. Przyjechaliśmy na dzisiejszy występ. Zaśpiewam pięć lub sześć piosenek i jestem bardzo podekscytowana!

Czy zauważyłaś, jak na przestrzeni lat zmieniły się Parady?
Teraz są o wiele fajniejsze. Kiedyś były bardziej konserwatywne, ale teraz chodzi na nie więcej ludzi. Imprezy są dzikie, ale parada w każdym z miast jest inna. W Nowym Jorku jest ogromna, w Los Angeles dość krótka, w Australii gigantyczna, a w Kanadzie naprawdę duża. Teraz imprezy trwają do późna, bawię się do jakiejś 2:30. Nie byłam w klubie, ale wydaje mi się, że to spora impreza.

Byłaś częścią środowiska Club Kids z Michaelem Aligiem. Jak wspominasz tamte czasy? Czy nadal masz z nim kontakt?
Mam z tamtych dni bardzo dobre wspomnienia. Wielu ludzi, których poznaję, przypomina mi o tych miłych czasach i nawiązuje do nich. Nie mam kontaktu z Michaelem, ale był na kilku z moich imprez w Nowym Jorku. Już się nie spotykamy.

Dziś na sesji towarzyszą ci Harry Charlesworth i That Girl Sussi. Należysz do grona prawdziwych club kids — jak czujesz się, obserwując stylizacje nowego pokolenia? 
Uwielbiam je! Dlatego to robię. Uwielbiam się przebierać, przebywać z ludźmi, wyrażanie siebie i kreatywność — bardzo to cenię. Jest to dla mnie bardzo ekscytujące przeżycie. Uwielbiam, gdy ludzie wyrażają siebie. Dużo podróżuję i widzę to wszędzie. Młodzi ludzie eksperymentują, nie tylko z estetyką club kid, ale także drag queen. To oczywiście dzięki „RuPaul's Drag Race".

Czy zauważyłaś wpływ tego konkretnego programu?
Sam drag był bardzo popularny na początku lat 90., a potem przez lata nie było widać zbyt wielu młodych drag queen, tylko te starsze. Wygląda na to, że teraz mnóstwo dzieciaków wykorzystuje drag, by wyrazić siebie. Gdy na scenie pojawiła się Lady Gaga, była ciągle ekstrawagancko poprzebierana — myślę, że to też zainspirowało ludzi.

Czy masz bliskie stosunki z Lady Gagą?
Tak, wystąpiłam na imprezie z okazji premiery jej płyty. Jest świetna, uwielbiam ją. Zaprosiła mnie parę razy, jest bardzo słodka i kreatywna. Imponuje mi jej głos, bardzo lubię jej muzykę. Jest świetną artystką. Naprawdę ją kocham.

Widziałaś ją w „RuPaul's Drag Race"? Była świetna.
Prawda? Było widać, jak bardzo zainspirowała ludzi, by byli sobą. Wszyscy uczestnicy mieli łzy w oczach, bo pewnie to ona zainspirowała ich do przebieranek.

Ostatnio wystąpiłaś w teledysku do „I Wish I Were Amanda Lepore" ze zwyciężczynią programu, Sharon Needles. Jak do tego doszło?
Sharon Needles była moją wielką fanką i gdy wygrała „Drag Race", wydała część nagrody na nagranie całej płyty. Napisała piosenkę „I Wish I Were Amanda Lepore", bo gdy dorastała, chciała być mną (śmiech).

Które uczestniczki tego sezonu „Drag Race" najbardziej przypadły ci do gustu?
Podobała mi się Trinity the Tuck, miała elegancki styl, który bardzo lubię. Polubiłam też zwyciężczynię — Sashę Velour — bo była indywidualistką, bardziej modową postacią.

Co sądzisz o Valentinie?
Też mi się podobała. Skoro wygrywała wszystkie konkurencje, to pewnie nie ćwiczyła występów z playbackiem, bo nie sądziła że wyląduje wśród zagrożonych zawodniczek (śmiech). Szło jej świetnie i jest przepiękna. Uwielbiam jej stylizację na nagą Madonnę — coś pięknego.

Jesteś świetną orędowniczką osób transpłciowych. Czy czujesz, że pomogłaś w dyskusji na ten temat?
Myślę, że teraz jest to z pewnością coś bardziej widocznego i przystępnego. Mam nadzieję, że pomagam i że programy, takie jak „RuPaul's Drag Race" też pomagają edukować ludzi. Chcę, żeby rodzice trochę odpuścili dzieciom, które przez to przechodzą i żeby pomogli im być sobą, wspierali je. Już bez tego mają ciężko i muszą przejść korektę płci. Serce mi pęka, gdy widzę ludzi, którzy muszą przejść przez to samotnie. Nawet ze wsparciem jest ciężko. Nie jest łatwo być innym dzieciakiem. Mam nadzieję, że teraz jest im lżej.

A co sądzisz o Caitlyn Jenner? Czy jej popularność pomogła z akceptacją osób transpłciowych w mainstreamie?
Nie wiem. Trochę nawaliła wspierając Trumpa, a on wstrzymał ustawę o neutralnych płciowo toaletach, nad którą pracował Obama. Nie sądzę, że w czymkolwiek pomogła. Ludzie nienawidzą Trumpa. Opiekujemy się sobą i wspieramy nawzajem, to wzmocniło naszą społeczność.

A co sądzisz o Hari Nef?
Jest świetna, szczególnie dla ludzi, którzy uważają się za indywidualistów i nie chcą się zaszufladkować. Jest inna od większości znanych transpłciowych osób. Jej kampania L'Oreal też jest dużym wydarzeniem. Zawsze jest dobrze, gdy [transpłciowe osoby] pojawiają się w mainstreamie, docierają do rodziców i pomagają ludziom nas zrozumieć. Popychamy dialog naprzód.

W ciągu kilku ostatnich lat płynność płciowa i niebinarność weszły do słownictwa, wprowadzone do mainstreamu przez celebrytów, takich jak Miley Cyrus. Co sądzisz o takich etykietkach i jak myślisz, w jakim kierunku to powinno pójść?
Dorastałam z wieloma genderfluidowymi osobami w latach 90., ale wtedy nie było dla nich etykietki czy nazwy. Nie identyfikowali się jako osoby genderfluidowe, ale to zawsze istniało. To dobrze, że ludzie mogą mieć wzory do naśladowania i odpowiednią nazwę. Jakieś półtora roku temu wygłosiłam wykład na uczelni i dowiedziałam się wszystkiego o zaimku „oni", odrzuceniu płci męskiej lub żeńskiej, identyfikowaniu się jako człowiek bezpłciowy. Od dawna znałam takich ludzi, ale do niedawna nie mieli swojej terminologii. A Miley jest super.

Czy nadal szyjesz swoje własne kreacje? Ile zajmuje ci ukończenie stylizacji?
Jestem w tym teraz szybsza, ale to bardzo czasochłonne. Mimo to, bardzo to lubię — to odprężające, a efekty mi się podobają. Uwielbiam nosić takie wytworne rzeczy. Teraz mam na sobie Agent Provocateur, ale robię też rzeczy lub je personalizuję. Na przykład zamówiłam te rękawiczki i dodałam do nich koronkę. Mieszam elementy i pracuję z dwoma projektantami w Nowym Jorku — robią dla mnie rzeczy od zera.

Ile kostiumów masz w swojej kolekcji?
Całą masę! Mieszkam w hotelu, ale z bardzo wysokim sufitem, więc moje rzeczy są poustawiane w małych pudełkach.

Czy czasem nosisz te same rzeczy dwa razy?
O tak, trzymam się wszystkiego, co dobrze na mnie leży.

Czy masz swoją ulubioną stylizację?
Hmmm, nawet kilka, całkiem dużo. Czuję się piękna w rzeczach, które są cieliste. Mam piękny, cielisty strój na tę sesję. Lubię, gdy coś jest cieliste i błyszczące. Pewnie przez sukienkę, którą miała na sobie Marilyn Monroe, gdy śpiewała dla prezydenta. Ta stylizacja wywarła na mnie wielki wpływ. Myślę, że Marilyn wyglądała wtedy najpiękniej, więc mam do tego słabość.

Kogo podziwiasz?
Oczywiście Marilyn, szczególnie tej nocy, z futrem. Lubię też dużo innych piękności z lat 50.: Jayne Mansfield i Dianę Dors. Uwielbiam też Ditę Von Teese — wreszcie ktoś żyjący (śmiech)!

Pracowałaś z niesamowitymi fotografami i stworzyliście razem kultowe zdjęcia, lecz żadne z nich nie zapamiętają w pamięć bardziej niż te Davida LaChapelle'a. Jak się z nim pracuje?
To świetna zabawa. On jest tak zaangażowany w swoją wizję, to bardzo intensywne. Ma scenografa i wszystko musi być idealne, tak jak sobie to wyobraził. Jego sesje trudno zrealizować, chce żebym cierpiała i żeby było mi niewygodnie, a potem robi zdjęcie — za każdym razem to bardzo trudne. To jak bycie na planie filmowym z Davidem i wieloma innymi osobami. Niektórzy myślą, że jego scenografie powstają w Photoshopie, ale to wszystko zostało wykonane i naprawdę tam było.

Kiedy ostatnio współpracowaliście?
Było to już jakiś czas temu, gdy odtworzyliśmy zdjęcia Marilyn i Liz. Mieliśmy ich mnóstwo, bo Andy Warhol miał dużo stykówek, więc David chciał robić te zdjęcia, aż byłam kompletnie pokryta czarnym tuszem. W naszym najnowszym projekcie grałam showgirl w niebie — ukaże się w tym roku.

I ostatnie pytanie — słyszeliśmy, że jesteś na Tinderze. Jak ci tam idzie?
Bardzo dobrze. Ciągle pracuję w klubach dla gejów, więc inaczej nie poznałabym tych kolesi. Ostatnio poznałam faceta w Rzymie i wkrótce przylatuje spotkać się ze mną w Nowym Jorku. Kocham Tindera — jest świetny (śmiech)!

Przeczytaj też:

Migawki z życia królowych nocy

Poznaj dziewczyny, które są drag queen

Silna i wrażliwa Valentina Sampaio

Kredyty


Tekst: Ben Reardon
Tłumaczenie: Patrycja Śmiechowska
Zdjęcia: Louie Banks