mykki blanco przesuwa granicę

Raper opowiada nam o HIV, drag queens i koncertowaniu do upadłego.

tekst Charlotte Gush
|
16 Wrzesień 2016, 4:17pm

Mykki Blanco wcale nie chciał zostać najciekawszym raperem swojego pokolenia. Wkroczył na nowojorską scenę artystyczną ze swoją poezją, wygłoszoną na żywo w trakcie noise-rockowego performensu. Michael David Quattlebaum Jr. (bo tak właśnie nazywa się Mykki) uważał, że jego prace są raczej w stylu Alana Vegi i Martina Reva z Suicide, filmowca Caleba Lindsaya i legendarnej drag queen, Vaginal Davis. „'Mykki Blanco' zaczął się jako projekt wideo", mówi. „Myślałem o sobie jako spadkobiercy performerów, którzy wykorzystywali muzykę jako podstawę sztuki. Próbowałem myśleć o sobie jak o Laurie Anderson". Wciąż szukał sposobu na tworzenie prac, które mógłby sprzedawać kolekcjonerom sztuki, gdy nagrał „Join My Militia" (podtytuł „Nas Gave Me A Perm") z Arcą i wydał intrygujące wideo do „Wavvy" z Brenmarem w 2012 roku, a nawet gdy wydał mixtape „Betty Rubble" rok później. Mówi, że wtedy posmakował wiralowego hajpu („O, jesteś raperem!"), ale to nie było jego aspiracją. „Nie szukałem menedżera, to on znalazł mnie", wyjaśnia. „Zapytali, czy chciałbym zająć się muzyką i czy o tym myślałem, a ja na to: 'Nie wiem!".

Gdy w 2015 roku wydał mixtape „Gay Dog Food", w którym było słychać większy wpływ punku i industrialu, zwrócił na siebie uwagę szerszej grupy fanów i branży. Znalazły się na nim kawałki nagrane z Cakes da Killa, Ian Isiah i No Bra, a także „A Moment With Kathleen" — parodia szalejącej psychofanki riot grrrl, w której wystąpiła Kathleen Hanna. Mykki przypieczętował też swoją reputację ekspresyjnego i nieprzewidywalnego performera, wyruszając w trzy światowe trasy w ciągu dwóch lat. W ich trakcie odwiedził także Polskę. Chciał zostać znanym na całym świecie artystą niezależnym — „Wiedziałem, że ludzie w Ameryce nie od razu zrozumieją, co robiłem, ale nie miałem czasu, żeby czuć się niekomfortowo i czekać na akceptację".

Fani i branża ze zniecierpliwieniem czekali na kolejny krok artysty, który w 2015 roku identyfikował się jako transpłciowa kobieta. Wtedy niespodziewanie Mykki wydała oświadczenie, w którym zdradziła, że rzuca muzykę, by skupić się na dziennikarstwie i pisać o prawach LGBT+ na świecie, zaczynając od reportażu o trzeciej płci — Meti — z Nepalu. Chociaż, ten pomysł wydawał się sensowny — bo w końcu Mykki jest istnym kameleonem — czuliśmy, że nie odrywa przed nami wszystkich kart. „Tamtego roku robiłem dużo rzeczy", Mykki wyjaśnia, tłumacząc, że do tego dramatycznego oświadczenia i wygnania z branży muzycznej doprowadziła „wojna psychologiczna", którą toczył, gdy starał się zachować informację o zakażeniu HIV dla siebie.

Gdy ujawnił swoją chorobę w facebookowym statusie w 2015 roku, napisał: „HIV zdiagnozowano u mnie w 2011 roku, więc jestem nosicielem przez całą karierę. Pieprzyć piętnowanie i ukrywanie się. Czas, żebym naprawdę był takim punkiem, na jakiego się kreuję". Zebrał setki wspierających komentarzy i tysiące lajków. Komuś z zewnątrz wydawało się to pełnym pewności siebie stwierdzeniem, ale Mykki mówi, że naprawdę bał się, co będzie dalej. „Myślałem, że wielu ludzi się ode mnie odwróci. Gdy myślicie o Mykkim Blanco, myślicie o zabawie, prawda?", mówi wzruszony do łez, gdy wspomina ten stres. „Myślałem, że nie będą już kojarzyć mnie z radością i zabawą, więc to było dla mnie wielkie przeżycie". Bał się, że dziennikarze będą pisać tylko o jego diagnozie i straci fanów, a to zakończy jego obiecującą, ale wciąż raczkującą karierę.

Mykki był zmęczony ciągłymi koncertami, którymi zarabiał na nagrywanie piosenek i teledysków jako niezależny artysta, rozczarowany uprzejmym odrzuceniem z wytwórni XL i Capitol Records oraz wystraszony, że ktoś może wyjawić jego sekret i zakończyć karierę. Czuł się wypalony i przybity, gdy wtem skontaktowała się z nim niezależna, elektroniczna wytwórnia !K7 i zaproponowała mu podpisanie kontraktu. „Wystarczyło, że powiedzieli: 'Wierzymy w to, co robisz, pomożemy ci' i już byłem w stanie nagrać album", mówi. „Zabawnie nazywać go 'debiutanckim krążkiem', bo przecież wcześniej wypuściłem tyle mixtape'ów i teledysków", dodaje Mykki.

„Mykki", którego premiera odbywa się 16 września, nie przypomina niczego, co nagrał wcześniej. Od razu słychać jak dopracowana jest ta produkcja (jak np. akompaniament instrumentów smyczkowych w „High School Never Ends" i euforyczne syntetyzatory na klubowym kawałku „The Plug Won't"). Postanowił pracować z tylko dwoma producentami: Woodkidem i Jeremiahem Meece. Na nagranie albumu dał sobie pół roku. „Nigdy nie było tak, że nagrałem piosenkę, skończyłem ją i pomyślałem: 'A co jeśli zmienię coś, żeby ją ulepszyć, ale zrobię sobie z tydzień przerwy i do niej wrócę?'. 'Haze.Boogie.Life', 'Kingpin' i 'Wavvy' — te wszystkie piosenki nagrywałem i od razu wydawałem. Nie muszę spędzać tyle czasu na tworzeniu, ale tym razem chciałem zrobić coś nowego, żeby poznać swoją własną muzykę", mówi. Do tego napisał jedne z najbardziej osobistych tekstów. W przerywniku „Interlude 2" mówi o pragnieniu miłości i bliskości w monogamicznym związku. To jasne, że nie słyszymy wymyślonej postaci, ale „prawdziwego Mykki Michaerla", jak sam mówi.

Chociaż teksty są bardziej osobiste, teledyski pozostały szalone. Przy „High School Never Ends" Mykki powiedział reżyserowi, Mattowi Lambertowi: „Chcę nagrać teledysk, który pokazuje queerowych anarchistów. Nigdy nie widziałem gejów-punków, trans-punków, więc chciałem pokazać ich komunę i skłoty". Tak powstała ponad siedmiominutowa, szekspirowska tragedia z zakazaną miłością, zwaśnionymi rodami, seksem i śmiercią. „Ludzie mówią mi, że po raz pierwszy zobaczyli w filmie — niepornograficznym — kogoś genderqueerowego, uprawiającego seks z mężczyzną", Mykki zaznacza z dumą.

Chociaż wcześniej identyfikował się jako transpłciowa kobieta, Mykki opisuje teraz swoje postaci z teledysków i personę sceniczną, jako drag. „Uważam, że to drag, chociaż nie tak to się zaczęło. To z pewnością nie jego tradycyjna forma. To skomplikowane", wyjaśnia. „Przebierałem się za kobietę codziennie, używałem żeńskich zaimków, bo tak się wtedy czułem. Identyfikowałem się jako kobieta. Wcześniej sądziłem, że jestem gejem. Teraz też uważam, że jestem gejem. Ale to był okres psychologicznego i seksualnego odkrywania siebie".

Na początku queerowa społeczność nie do końca wiedziała, jak go sklasyfikować, bo nie zawsze się przebierał, a gdy już to robił, nie zawsze prezentował superkobiecy i przerysowany wizerunek. Jak mówi, ludzie spoza społeczności myśleli, że to żarty. „Gadali bzdury, nie biorąc pod uwagę Prince'a, Dennisa Rodmana, Marca Bolana czy Davida Bowiego. Wiecie dlaczego? Jeśli wyszedłbym na scenę z gitarą, powiedzieliby: 'Aha, ten koleś jest glamrockerem', kojarzyliby to z czymś. A ja rapuję i pan dziennikarz nie wie co z tym zrobić. Nie wie gdzie mnie umieścić, bo nie gram na gitarze. To tylko obnaża homofobię i rasizm".

Chociaż branża z otwartymi ramionami przyjęła Deva Hynesa, Mykki mówi, że artysta Blood Orange jest rzadkością, kroplą w morzu czarnych artystów, takich jak Cities Aviv, Chino Amobi, Dreamcrusher i Petit Noir, których nie potrafią opisać. „Wielu ludzi nie wie co napisać o czarnoskórym artyście, jeśli nie robi hip-hopu", mówi. „Czytacie wywiady i zastanawiacie się — czy oni w ogóle posłuchali ich muzyki?". Aby promować różnorodność, Mykki otworzył w 2015 roku swój własny oddział wytwórni !K7 — Dogfood Music Group — razem z C-ORE, grupowym projektem, w skład którego wchodzą Violence, PsychoEgyptian i Yves Tumor.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Mykki rozumie, że jest częścią grupy artystów (Le1f, Big Freedia i Cakes Da Killa), którzy utorowali drogę czarnoskórym, queerowym artystom w mainstreamie. Chociaż ludzie często uznają go za nowojorskiego artystę, sam mówi, że od 4 lat tam nie mieszka, bo ciągle jest w trasie po Europie, Azji, Australii i Ameryce Południowej. Zawitał nawet do Rosji, gdzie musiał przenieść jeden koncert z powodu grup protestujących przeciwko LGBT+. Jego ekipa musiała uciekać, gdy w zastępczym lokalu zaczęły się kłopoty.

Chociaż Mykki ma teraz wsparcie !K7, za które może finansować sesje nagraniowe i teledyski, nie zwalnia tempa i nadal koncertuje. „Mam to we krwi, to dodaje mi energii — ta teatralność, performensy itd.", mówi. „Wielu ludzi mówiło mi: 'Widziałem twoje teledyski, podobała mi się muzyka, ale nie rozumiałem cię, dopóki nie zobaczyłem występu na żywo. Gdy jesteś umalowany i kobiecy, potem nagle stajesz się męski, a za chwilę zwisasz z sufitu — wtedy te elementy się łączą i wszystko nabiera sensu". Tym razem jednak wie, kiedy przestać i wrócić do studia nagraniowego. W 2017 roku chce wydać EP-kę, a w 2018 drugi album. Potem chce znów ruszyć w trasę, „aż się zestarzeję i nogi mi odpadną, a ludzie będą mówić: 'Mykki, przystopuj trochę!'". Jakoś sobie tego nie wyobrażamy — na pewno zawsze będzie mieć pełno energii!

Album „Mykki" jest już dostępny. Więcej informacji o koncertach na stronie mykkiblancoworld.com/tour.

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Charlotte Gush

Tagged:
Hip-Hop
LGBT+
DRAG
Gender
LGBTQ
Mykki Blanco
Mykki
płeć
muzyka wywiady