jak selfie zmieniło świat urody

Jeśli lubicie swoje oczy, usta i brwi, to powinniście je podkreślić. A jeśli ich nie lubicie, to narysujcie sobie nowe.

|
sie 26 2016, 11:00am

Niewiele chwil w historii sprawiło, że spojrzeliśmy na siebie pod innym kątem — nie w przenośni, ale dosłownie zobaczyliśmy swoje ciała i twarze w nowy sposób. Może po raz pierwszy wydarzyło się to, gdy ktoś dostrzegł w wodzie swoje odbicie i zaczął analizować twarz na tafli wody. Później pojawiały się kolejne wynalazki: dagerotypy, zdjęcia i filmy, które pokazywały nasz wygląd z nieznanej wcześniej strony. Chociaż nie wiemy, co czuła pierwsza osoba nad sadzawką, widzimy jaki wpływ wywierają zdjęcia i filmy. Dotyczy to także tego, jak nakładamy makijaż.

W epoce wiktoriańskiej, na dekadę przed wynalezieniem kamery, potępiano makijaż. Dama mogła co najwyżej szczypać swoje policzki, aby pojawił się na nich naturalny rumieniec, ale cokolwiek więcej było uznawane za zbyt krzykliwe. Gdy pojawiło się kino z pięknymi, mocnymi i pełnymi emocji twarzami na wielkim ekranie, wszystko się zmieniło. Jasne było, że ludzie potrzebowali nowego wizerunku. Na początku XX wieku przerysowane oczy i usta aktorek, takich jak Clara Bow, Lillian Gish i Pola Negri, przeniknęły z kina niemego do życia codziennego. Na początku lat 20. rozpoczęła się makijażowa rewolucja: kobiety naśladowały wygląd hollywoodzkich idolek, a producenci lgnęli do nowej branży.

Prawie sto lat później znów jesteśmy świadkami kosmetycznej rewolucji podsyconej przez technologię. Wprowadzenie aparatów z przodu smartfonów znów zmieniło sposób, w jaki postrzegamy siebie. Selfie nie przypomina portretów, do których jesteśmy przyzwyczajeni. Fotki na ekranie o przekątnej 12 cm są natychmiastowe, empiryczne i ekspresyjne, zrobione z o wiele bliższego dystansu, bo telefon zawsze jest na wyciągnięcie ręki.

Zdjęcie via @kyliejenner

Efekt oglądania naszych twarzy głównie na ekranie telefonu jest tematem często poruszanym przez makijażystki i makijażystów, którzy coraz wyraźniej dzielą się na dwie szkoły: edytorialową i Instagramową. Makijaż edytorialowy (czyli na klasyczną sesję zdjęciową) ma naśladować prawdziwe życie albo być tak malarski i eksperymentalny, że nikt nigdy nie wyszedłby tak na ulicę. Do tej szkoły należy też twoja mama, która mówi ci, żeby podkreślać albo oczy, albo usta — nigdy obie rzeczy.

W świecie zbliżeń i samodzielnego publikowania własnych zdjęć pojawił się nowy look. Tu rządzą mocne brwi, konturowanie i makijażowe wyzwania. Kylie Jenner jest bóstwem i wzorem do naśladowania, a makijażowi guru z internetu są kapłankami i kapłanami.

Na początku ten instagramowy look był uważany za marginalne zjawisko, ale po chwili stał się osobną formą sztuki. Fani nowego stylu tworzą odważne i staranne makijaże, które bawią się światłem, cieniem i złudzeniami optycznymi. Wszystko dzięki precyzyjnym pociągnięciom pędzla, z których nawet sam Caravaggio byłby dumny. Można nawet stwierdzić, że wcale nie jest im daleko do wielkich mistrzów sztuki — dzieła Joyce Bonelli są oglądane najczęściej na świecie, dzięki magii, którą codziennie tworzy na twarzy Kim Kardashian.

Zdjęcie via @ohmygeeee

Producenci kosmetyków również dostosowali się do potrzeb konsumentów i zareagowali na popularność selfie tak jak wcześniej w przypadku filmów. Marki takie jak Nyx, CoverGirl i Make Up For Ever odniosły wielki sukces formułami stworzonymi do wyglądania dobrze na selfie. To m.in. kryjące podkłady, które nie błyszczą się oświetlone fleszem, bazy dające efekt retuszującego filtra i matowe pomadki. Według NY TimesCoverGirl wprowadziło nawet iPhone'owe wyzwanie, żeby sprawdzić, jak ich produkty poradzą sobie na selfie.

Dodatkowy wysiłek z pewnością się opłacił: badanie rynku przeprowadzone przez NPD Group pokazało w ciągu roku wzrost sprzedaży produktów do makijażu oczu, ust i całej twarzy oraz luksusowych kosmetyków do malowania. W samej Wielkiej Brytanii sprzedaż rozświetlaczy wrosła o 48,5 procent, co badacze przypisują trendowi z mediów społecznościowych: rozświetlonym selfie.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Zdjęcie via @hieucow

Aparaty z telefonów zmieniły także sposób, w jaki mówimy o urodzie. Przeszliśmy długą drogę od epoki wiktoriańskiej, ale większość ludzi nadal ma dziwne podejście do mocnego, widocznego makijażu. Jasne, uwielbiamy artystyczne smokey eye, ale do niedawna noszenie mocnego makijażu było utożsamiane z niską samooceną. Grubą warstwę podkładu, sztuczne rzęsy i usta obrysowane poza ich zarysem uważano za przejaw niechęci do swojego naturalnego wyglądu.

W 2016 roku Instagramowymi bohaterami są internauci tacy jak Patrick Starrr, NikkieTutorials i Jeffree Star, którzy przyciągają miliony fanów obsypujących ich komplementami. Powstali dzięki rewolucji rozpoczętej przez aparaty w telefonach. Ich dewiza to: jeśli lubicie swoje oczy, usta i brwi, to powinniście je podkreślić. Jeśli ich nie lubicie, to narysujcie sobie nowe.

Aparat z przodu telefonu pozwolił nam zobaczyć siebie z nowej strony i dzielić się własnymi wizjami, a przy okazji zmienił sposób, w jaki malujemy twarze. Przypomniał nam, że piękno należy do nas i że każde podejście jest dobre, pogłębiając nasz wpływ na własny wizerunek.

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Wendy Syfret
Zdjęcie: Ben Thomson