Alle Fotos: Ward Roberts.

magiczne miasta

Kolory i piękno tam, gdzie większość z nas widzi tylko beton i szkło.

tekst Wendy Syfret
|
07 Czerwiec 2016, 1:10pm

Alle Fotos: Ward Roberts.

Ward Roberts dorastał między Hongkongiem a Australią, a teraz mieszka w Nowym Jorku. Spędził życie, podróżując między betonowymi dżunglami, więc nic dziwnego, że je pokochał.

Jego zdjęcia pustych przestrzeni miejskich pokazują uwielbienie wiadomości, ukrytych w architekturze. Ward zauważa wzory, kolory i piękno tam, gdzie większość z nas widzi tylko beton i szkło, szerzącą się urbanizację.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Oglądając twoje zdjęcia, stwierdziłam, że musisz mieć dar do odnajdywania magicznych miejsc w miastach.
Może to zabrzmi głupio, ale to wrodzony instynkt. Po prostu czuję, gdy jestem w pobliżu miejsc, które do mnie przemawiają. Potrafię nawiązać z nimi więź, czuję, że muszę zrobić zdjęcie, uwiecznić tę energię.

Może masz szósty zmysł — czujesz, kiedy są blisko. Tak duże, puste przestrzenie mogą być odczytywane jako pełne spokoju lub samotności. Jak ty je widzisz?
Gdy staram się je uchwycić, czuję, że jest w nich pewna samotność, ale nie wiem dlaczego. W niektórych miejscach, nawet jeśli są pełne ludzi i odbywa się tam mecz piłki nożnej, czuję grozę, jak w wymarłym mieście.

Dlaczego miasta cię fascynują?
Uwielbiam przelewać na zdjęcia to, co miasta dla mnie znaczą. Ostatnio spędziłem dwa miesiące w Hongkongu, co zmieniło moje postrzeganie tych okolic. Widziałem, jak ludzie byli połączeni z przestrzenią, zrozumiałem, dlaczego niektóre z miejscowych budynków są bardzo kolorowe i jak moja interpretacja różni się od perspektyw innych ludzi. Moja perspektywa zmienia się z wiekiem — uważam, że to bardzo ciekawe.

Architektura tworzy pewną formę dialogu między ludźmi z różnych pokoleń.
Tak, oczywiście. W Hongkongu, Nowym Jorku i niektórych częściach Europy znalazłem motywy, które powtarzają się w miastach. W Melbourne czuję się zagubiony, bo brakuje w nim tego motywu. Tam wszystko ma swoją własną tożsamość, chce być traktowane jako oddzielna całość. W Melbourne ciężko nawiązać więź z architekturą, bo trzeba wybrać coś małego, jak jeden budynek albo część miasta i stwierdzić: „Okej, czuję więź z tą cząstką".

Sporo rozmawiamy o terenach miejskich, ale czuję, że interesujesz się też naturą w miastach. Czy czujesz tę burzliwą relację między naturalnymi a zbudowanymi obiektami?
O tak. Ciekawe jak różne miasta interpretują naturę i konstrukcje stworzone przez człowieka. W samym centrum Nowego Jorku znajduje się Central Park, a drzewa rosną rozproszone na chodnikach, między ulicami. Ale wystarczy spojrzeć na zdjęcia pewnych dzielnic na Brooklynie, Bronksie i Queens 30-40 lat temu — nie rosły tam drzewa. Jest w tym coś bardzo niepokojącego.

Dzięki drzewom ludzie czują się bardziej swojsko, jakby do czegoś przynależeli. To zaskakujące, ale w Hongkongu ma się poczucie, że w 90% składa się z natury — nie spodziewamy się tego, oglądając zdjęcia. Myślę, że natura ma w sobie coś uspokajającego, co wpływa na obcujących z nią ludzi.

Ponadto w Hongkongu czy Australijskich miastach natura wygląda jak dzieło przypadku, a w Nowym Jorku jest zaplanowana i uporządkowana.
Każda forma przesadnie starannego ładu wydaje się niewłaściwa, nieważne czy mowa o naturze, czy mieście. Jak mawiam: perfekcja jest wrogiem geniuszu. Gdy coś staje się idealne, drobiazgowe, przestaje trafiać do ludzi, bo w końcu zawsze popełniamy błędy. Jeśli coś jest tak perfekcyjne, że nie wydaje się już ludzkie, to nie można z tym nawiązać więzi.

To nawiązuje do poczucia grozy, o którym mówiliśmy. Idealne miejsca wywołują w nas niepokój.
Właśnie.

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst Wendy Syfret
Zdjęcia Ward Roberts 
Tłumaczenie Patrycja Śmiechowska

Tagged:
Australia
melbourne
architektura
nowy jork
Kultura
bloki
miasto
Miasta
Hongkong
ward roberts
osiedla
osiedle