kosmiczny drag

Charity Kase spędziła 365 dni tworząc wyjątkowe charakteryzacje. Sprawdźcie, czego ją nauczyło to doświadczenie.

|
lut 14 2018, 1:50pm

Charity Kase jest dragową artystką, której brakowało w naszym życiu. Panna Kase (naprawdę nazywa się Harry Whitfield, ale możecie mówić jej Charity) dorastała na północnym zachodzie Anglii i spędzała dnie grzebiąc w kosmetyczce mamy, tworząc fantastyczne makijaże nie z tego świata. Srebrny, długouchy kosmita pokryty akrylowymi i szklanymi kryształkami? Załatwione. Zielona królowa jaszczurów ze szparkami zamiast nosa i wielkimi oczami? Już się robi. Ta 20-letnia drag queen właśnie pracuje nad przerażającymi tutorialami na nowiutki kanał YouTube, a w 2017 roku przez 365 dni tworzyła nowy makijaż na każdy dzień. Przeczytajcie, co ma do powiedzenia.

„W 2017 roku każdego dnia tworzyłem nową charakteryzację. Było to wspaniałe przeżycie i wciąż jestem zaskoczony niesamowitym odzewem, z jakim się spotkałem. Najpierw planowałem podjąć wyzwanie 100 dni dragu, ale gdy doszedłem do setnego dnia, miałem już tyle wiadomości z prośbami o kolejne looki, że wcale nie chciałem przerywać. Odkryłem, że potrafię stworzyć nieziemskie stylizacje nawet z zabójczym kacem i że czepków nigdy dość. Nauczyłem się jednak przede wszystkim tego, że jeśli na czymś się skupię i ciężko pracuję, nic nie powstrzyma mnie przed osiągnięciem celu.

Dorastałem na wygwizdowie z trzema siostrami, byłem dosłownie jedynym gejem we wsi i najbardziej kobiecym członkiem mojej rodziny — do liceum nosiłem eleganckie płaszcze i buty na platformach, malowałem też guziki na swoim szkolnym mundurku na różne kolory (oczywiście na WF-ie wybierano mnie do drużyny jako ostatniego).

Moje najwcześniejsze wspomnienie związane z urodą to okropne, tlenione pasemka z podstawówki. Bardzo mi się wtedy podobały. Pamiętam też jak przez mgłę, że gdy miałem jakieś 10 lat, tata ganił mnie za makijaż. Bez względu na to, jak starałem się domyć oczy, on zawsze potrafił dojrzeć resztki cienia i tuszu. Później zacząłem poważniej eksperymentować z kosmetyczką mamy, zakrywając sobie wypryski korektorem i malując brwi. Z wiekiem wypracowałem sobie mój ulubiony wówczas look: czerwony cień pod oczami i biały puder, jak chory wampir.

Gdy zacząłem oglądać „RuPaul's Drag Race", doceniłem pełen potencjał dragu. Wcześniej znałem tylko tradycyjne drag queen, w stylu brytyjskiej pantomimy. Nigdy nie widziałem w tym dla siebie perspektywy kariery aż do tego roku, teraz drag zawładnął moim życiem. Dwa lata temu, gdy zaczynałem jako Charity Kase, bardziej interesowało mnie tworzenie nieziemskich postaci, niż typowych dragowych stylizacji. Inspirowałem się horrorami, fantasy i sci-fi. Płeć nie jest głównym motywem moich dzieł, staram się pokazać, że można być czymś ponad to — dziełem sztuki.

Okres dorastania był ciężki, często czułem się jak odmieniec. Jestem bardzo wdzięczny za silne wsparcie, jakie otrzymałem w domu. Gdy byłem mały i skakałem w kostiumie wróżki mojej siostry, wiedziałem, że to nie jest coś dla chłopców. Pozwalano mi ubierać się, tak jak chciałem, ale mój tata niejednokrotnie wyjaśnił mi, jak będzie to postrzegać reszta świata.

Trzy lata temu przeprowadziłem się do Londynu i znalazłem szerokie grono znajomych, w którym znajdują się ludzie różnych płci i tożsamości. Nie muszę ich wszystkich rozumieć, wystarczy, że uszanuję to, jak inni się czują i jak chcą żyć.

Zawsze dobrze się czułem w swoim ciele, ale byłem samotny i miałem niską samoocenę w szkole. Gdy miałem 18 lat zdiagnozowano u mnie wirusa HIV, co było dla mnie bardzo ciężkim przeżyciem, bo wcześniej nie wiedziałem zbyt wiele na ten temat. W ciągu ostatnich trzech lat dowiedziałem się o wiele więcej, a drag stał się dla mnie formą wyrażania emocji — a moja samoocena jest teraz lepsza niż kiedykolwiek.

Czuję się najpiękniejszy, gdy nie poznaję siebie w lustrze, gdy podoba mi się wynik czasu, jaki poświęciłem na przygotowanie. Nawet jeśli charakteryzacja jest przerażająca — dla mnie to po prostu inny rodzaj piękna. Czasem nie czuję się pewien siebie. Przejażdżka komunikacją miejską czy spacer ruchliwą ulicą w pełnym dragu może być przytłaczającym przeżyciem, ale generalnie uważam, że drag jest cudownym sposobem na walkę ze swoimi kompleksami.

Najważniejsze, by pozostać sobą, bo autentyczność jest najpiękniejsza. Piękno to nie to, co nałożysz na skórę, ale jaką historię może opowiedzieć twoja skóra. Pieprzyć to, co mówią media i społeczeństwo. Jesteście piękni".

Charity Kase 1 marca będzie pozować na zajęciach rysunku z natury Sarabande. Więcej informacji znajdziecie tutaj.

Artykuł pochodzi z brytyjskiego wydania i-D.