​młodzi polacy w reykjavíku

Reykjavík sprawia wrażenie małego miasteczka — niskie budynki, odległości, które możesz przejść spacerem, tradycyjny 40-godzinny tydzień pracy i wolne, wyluzowane tempo. Tak, musisz przygotować się na mroźne powietrze, trudny język i noc polarną, ale...

|
kwi 13 2017, 9:20am

Wiola Ujazdowska, 28 lat

Opowiedz nam swoja emigrancką przygodę.
Miały być 3 miesiące w Tallinie, wyszły w sumie 3 lata na Islandii. Po studiach w Kolonii nie chciałam wracać do Polski. Zaczęłam więc aplikować na staże do Estonii i Islandii — krajów, które wydawały mi się wtedy mało odkryte i dla mnie nieznane a przez to intrygujące. Muzeum Sztuki Współczesnej w Tallinie już podpisało dokumenty, kiedy Nýlistasafnið (również Muzeum Sztuki Współczesnej) z Reykjaviku dało zielone światło na przyjazd. Stwierdziłam, że to jest to: daleko, nikogo nie znam i chłodno, a właśnie tego potrzebowałam w tamtym czasie. Bardzo szybko zaczęłam pracować przy różnych innych projektach, zaczęłam dostawać więcej i więcej ofert, więc zostałam.

Czym się teraz zajmujesz?
Jestem artystką wizualną i koordynatorką projektów artystycznych, ale również uczę się tańca współczesnego i pracuję z nastolatkami z autyzmem w młodzieżowym centrum kultury w Reykjaviku.

Czego nauczyłaś się od Islandczyków?
„þetta reddast" — „wszystko się ułoży, czy też rozwiąże" to chyba najważniejsze. Nauczyli mnie luzu i niestresowania się byle czym. Bycia sobą w 100% i otwartości.

Twoje największe islandzkie zaskoczenie?
Mój organizm źle radzi sobie z nocą polarną. Nie byłam świadoma tego, jak bardzo brak światła i pogoda wpływają na stan zdrowia. Zimą jestem osłabiona i mam problemy ze snem, zawroty głowy. Następną zimę spędzam więc w Madrycie albo w Atenach.

Największe islandzkie oczarowanie?
Jezioro na północy wyspy — Myvatn i miasteczko Vik ze swoją czarną plażą. Kocham ocean, mogę patrzeć i słuchać fal godzinami.

Co było dla ciebie największą przeszkodą w codziennym życiu tutaj?
Język. Islandzki jest pięknym, ale bardzo trudnym językiem. Uczę się go od 2,5 roku i ciągle wiele przede mną. Mówię, ale wciąż niepoprawnie gramatycznie. Podobnym problemem jest nieposiadanie islandzkiego nazwiska. Tak naprawdę są tylko trzy nazwiska islandzkie i patronimy (środkowy człon pomiędzy imieniem i nazwiskiem określający przodka — przyp. red.). To bardzo utrudnia sytuację, gdy aplikuje się o pracę inną niż sprzątanie, zajęcie w restauracji czy w turystyce.

Czy jest jakiś film albo piosenka, które powinniśmy poznać, żeby lepiej zrozumieć Islandię?
Bardzo utożsamiam się z główną bohaterką (graną przez Brogan Davidson — moją pierwszą nauczycielkę tańca) miniserialu „Cloud of Ash". Wydaje mi się, że świetnie pokazuje bycie młodym imigrantem w Islandii ze wszystkimi bardziej lub mniej zabawnymi sytuacjami. Z drugiej strony ten kraj ma swoją niesamowitą atmosferę, która pozwala zajrzeć w głąb siebie i poczuć wszechogarniającą samotność oraz pustkę, ale taką, która dalej poczucie spokoju i pogodzenia się z tymi, często przerażającymi ludzi uczuciami. Te emocje przywołuje utwór „Hafið" grupy Samaris z albumu Silkidrangar.

Sonia Jakubowska, 24 lata

Jak tu trafiłaś?
Przyleciałam tu na praktyki z uczelni (krytyka artystyczna). Zostawiłam studia oraz dziewczynę, bez której ciężko mi się funkcjonuje. Ale dobrze się czuję wśród islandzkiej kultury i natury, lubię codzienny deszcz i zapach lukrecji na ulicy. Wydaje mi się, że to miejsce dla mnie. Od zawsze byłam przekonana, że w poprzednim wcieleniu mieszkałam na Islandii w odludnym i zimnym rejonie wyspy.

Czym się tu zajmujesz?
Biorę udział w projekcie „Hidden people" o imigrantach na Islandii. Wraz z koordynatorką oraz fotografami szukamy ciekawych, „ukrytych" osobowości, jeździmy na sesje zdjęciowe, rozmawiamy z artystami. Poza praktykami pracuję w hotelu — przygotowuję śniadania i sprzątam. To coś nowego dla mnie. Rosną mięśnie i wytrzymałość psychiczna oraz fizyczna.

Twoje największe islandzkie zaskoczenie?
Zaskoczeniem było dla mnie to, że temperatura jest raczej stała. Przed przylotem byłam nastawiona na zimno i potężne wiatry. Jednak nie jest tak jak myślałam i jestem z tego powodu bardzo zadowolona.

Jakie są największe zagrożenia dla Islandii w przyszłości?
Hm, pierwsze co przyszło mi do głowy to duża ilość turystów, robiących wszędzie bałagan.

Czy jest jakiś film albo piosenką, którą powinniśmy poznać, żeby lepiej zrozumieć Islandię?
Muzyka Sigur Ros zawsze będzie mi się kojarzyć z szumem oceanu. Utwór, który bardzo zakorzenił się we mnie podczas pobytu na wyspie to piosenka „Samaris-wanted 2 say"

Anna Bilska, 35 lat

Jak wpadłaś na pomysł życia tutaj?
Uważaj, o czym marzysz... Czułam, że muszę być tutaj, chociaż na początku wydawało mi się to niezrozumiałe. W Polsce teoretycznie miałam to, czego potrzebowałam, żyłam bez żadnych dramatów. Nagle wszystko straciłam i upadłam na dno. Umarłam. Chcąc czy nie chcąc musiałam podnieść się i zacząć żyć od nowa. Islandia szła do tych zdarzeń równolegle. To nie był przypadek. Dzisiaj jestem wdzięczna za wszystko, bo mieszkam w raju na ziemi i nie pamiętam, żebym kiedykolwiek była taka szczęśliwa. Czasem zastanawiam się, czy to ja wybrałam Islandię, czy Islandia wybrała mnie.

Opowiedz o swoich początkach.
30 kwietnia 2016 roku urodziłam się na nowo na Islandii. Wysiadłam z samolotu w Keflaviku, a potem wszystko potoczyło się bardzo szybko. Po dwóch tygodniach znalazłam pracę w biurze architektonicznym. Po 6 miesiącach kupiłam mieszkanie w centrum Reykjaviku. W ciągu tego roku poznałam tyle cudownych osób, ile nie spotkałam w ciągu całego swojego poprzedniego życia.

Czym się tu zajmujesz?
Na razie jestem architektem, ale zmienię zawód, kiedy dorosnę. Żyję tak jak zawsze chciałam żyć - najspokojniej, najzwyczajniej na świecie. Pracuję. Dostaję za to dobre pieniądze. Do pracy chodzę pieszo. Codziennie. Bez względu na pogodę. Czasem idę w pozycji poziomej, bo wieje wiatr. A czasem na czworaka, bo zamarzły chodniki. Ale widok oceanu, nieba i gór, które codziennie mają inny kolor i kształt jest tak cudowny, że nie myślę o zmianie środka transportu.

Czego nauczyłaś się, żyjąc tutaj?
Islandczycy szanują i rozumieją naturę. Żyją w symbiozie. I bardzo przeżywają, a nawet nie rozumieją, że są na świecie ludzie, którzy nie wierzą w globalne ocieplenie. Ale są także tacy, którzy dalej myślą, że Ziemia jest płaska.

A na basenie nauczyłam się równości... takiej czystej, międzyludzkiej. Basen islandzki to miejsce spotkań. Islandczycy potrafią spędzić tam cały dzień spacerując między hotpotami i rozmawiając ze sobą. Nie ma znaczenia wiek, pochodzenie, wykształcenie, status społeczny, płeć. Kiedyś podszedł do mnie Högni Egilsson z GusGus, żeby pochwalić tatuaże i porozmawiać o kosmosie... Tutaj gwiazdy czy celebryci nie istnieją.

Na basenie jest każdy: noworodki, niedołężni o kulach, kobiety w zaawansowanej ciąży, grubi i chudzi, piękni i brzydcy... Każdy inny, wszyscy równi... Nauczyłam się akceptować swoje ciało, chodzić nago po szatni. Tutaj pierwszy raz w życiu zobaczyłam gołe 80-latki i kobiety w ciąży. I wszystkie, bez względu na to, jak wyglądają. Są po prostu piękne. Nie wiedziałam, że byłam aż tak pruderyjna. A co za tym idzie, tutaj nie istnieje mezalians. Kobieta i mężczyzna są równi... Szok!

Nauczyłam się też dziękować. W Polsce nie byłam przyzwyczajona do pochwał. Jedyne uznania dotyczące wyglądu czy pracy słyszałam od mojej rodziny, byłego chłopaka i garstki przyjaciół. I nagle jestem w biurze... i po raz kolejny oprócz tego, że „super dzisiaj wyglądam, a w ogóle to mam świetną kurtkę" słyszę, że „bardzo fajnie wyszedł TEN projekt, dobra robota!". I po raz kolejny tylko lekko się uśmiecham... Raz mój kolega nie wytrzymał, powiedział, że kiedyś poszedł do psychologa i ten w ciągu godziny nauczył go, jak należy dziękować za komplementy i że może mi podać do niego numer telefonu... a tak w ogóle, żebym w końcu uwierzyła, że jeśli ktoś mnie chwali, to znaczy, że tak jest. Ale tutaj dużo naturalniej się dziękuje... bo jak mam podziękować za komplement polskiego adoratora „jesteś fajną dupą"? Jest mi dużo łatwiej, kiedy słyszę od Islandczyka „Anna you are a queen, like a dream".

Przeczytaj też inne teksty z serii:

Kredyty


Tekst: Basia Czyżewska
Zdjęcia: Olga Urbanek