prawdziwe filmy o życiu naszego pokolenia

Rozmawiamy z programerką festiwalu T-mobile Nowe Horyzonty, Ewą Szabłowską, o filmach, które pokazują imprezy, problemy ze stałymi związkami i coraz późniejsze wchodzenie w dorosłość, czyli naszą milenialsową codzienność.

tekst Mateusz Góra
|
17 Lipiec 2017, 11:20am

Czy mamy problem z relacjami? Ile znaczy dla naszego pokolenia techno? Czy żyjemy w zglobalizowanej rzeczywistości, w której najważniejsze jest kreowanie siebie za pomocą Instagrama? Jednym z ważnych tematów poruszonych przez twórców filmów, które pojawią się w tym roku na festiwalu T-mobile Nowe Horyzonty, jest dorastanie i życie milenialsów. Dlatego zapytaliśmy Ewę Szabłowską o to, jaki jest filmowy portret młodych dorosłych. Jeśli nie załapaliście się na karnety, 19 lipca o 12 rusza sprzedaż biletów na poszczególne filmy, więc koniecznie zakreślcie w programie poniższe tytuły.

„Ludzie, którzy nie są mną"

Joy z filmu „ Ludzie, którzy nie są mną" wpisuje się w stereotypowe ujęcie „psychologicznego portretu milenialsów". To dziewczyna, która jest zaabsorbowana sobą, egoistyczna i roszczeniowa. Wchodzi w związki, aleczuje się w nich samotna i niezrozumiana. Mieszka w Tel Avivie, w wielkomiejskiej bańce, skutecznie izolującej ją od reszty kraju. W życiu zajmuje się w dużym stopniu problemami pierwszego świata, np. śledzeniem byłego chłopaka, spotykaniem nowych gości i wchodzeniem z nimi w toksyczne, erotyczne relacje, lub błąkaniem się po imprezach techno. To kolejny punkt wspólny, jeśli chodzi o pokazywanie milenialsów na ekranie - łączy ich techno. Taka myśl pojawia się też w „Gdy o Niemczech myślę w nocny czas".

„Gdy o Niemczech myślę w nocny czas"

Chociaż tytuł tego dokumentu jest celowo archaiczny, to muzyka, którą możemy w nim usłyszeć, jest symbolem współczesności. W filmie pada teza, że na tak naprawdę to techno zjednoczyło Niemcy po 1991 roku. Przy drastycznych różnicach społecznych i ekonomicznych, jedynym wspólnym mianownikiem był wtedy wspólny parkiet, bit i MDMA. Reżyser dokumentuje scenę muzyki elektronicznej od końca lat 90. Na bieżąco śledził wszystko, co się działo i dołączył do muzyków wtedy, kiedy dopiero tworzyła się scena techno. „Gdy o Niemczech myślę w nocny czas" to surowy, minimalistyczny jak niemieckie techno zapis. Mocno widać w nim socjologiczne zainteresowanie - nie tylko chodzi o udokumentowanie samej muzyki, ale przede wszystkim ludzi, konkretnego stanu ducha, sytuacji miejskiej, która tworzy klimat imprez, emanuje i przyciąga kolejne osoby.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

„Millenialsi"

W scenie otwierającej „Milenialsów" widzimy imprezę z okazji trzydziestych czwartych urodzin. Ludzie siedzą za stołem, na którym pojawia się ketamina czy MDMA, wszystkie zwiększające empatię narkotyki. Pojawiają się używki, potem przychodzi zjazd, bohaterowie uświadamiają sobie problemy dnia codziennego i tak w kółko. Oczywiście „millenialsi" to bardzo szeroka kategoria ludzi - są tam i ci, którzy mają po 30 lat, nieco pogubieni życiowo, niegotowi na wejście w dorosłość, stojący przed koniecznością zredefiniowania siebie. Z drugiej strony są też ludzie, którzy zaczynają swoja dorosłość, lecz jeszcze są nastolatkami jak Mifti, bohaterka „Przetrąconych" - kolejnego filmu pokazującego nocne oblicze Berlina.

„Mięso"

„Ludzie, którzy nie są mną" i „Milenialsi" to są obyczajowe filmy, pokazujące życie w realistyczno-obyczajowej konwencji, podczas gdy „Mięso" jest horrorem, więc pojawia się w nim element fantastyczny. To film o dojrzewaniu i odkrywaniu własnej seksualności. Główna bohaterka ma 16 lat, przechodzi burzę hormonalną i po raz pierwszy się zdaje sobie sprawę z tego, czego pragnie. Okazuje się, że lubi to, co jest poza konwencją. W filmie pokazano to jako formę kanibalizmu - zjadasz komuś palec i jesteś poza mainstreamem społecznym, bo masz apetyt na ludzkie mięso, co jest dla wszystkich nieakceptowalne - ale można to przetłumaczyć na każdą inną sytuację, która nie jest heteronormą.

„The World is Mine"

To film, który jest tak naprawdę pracą wizualną. Reżyserka jest izraelską artystką, która jedzie na rezydencję do Japonii i tam zapoznaje cosplayerki, które są fankami Hatsune Miku. Przebiera się za jedną z nich, zakłada turkusową perukę i zaczyna wchodzić w ten świat, ale nie jest dokumentalistką z kamerą. Woli wywoływać sytuacje: staje się aktorką performerką i prowokatorką. Wchodzi w relacje z innymi cosplayarkami i z facetami, którzy się nimi interesują. Cosplay jest dla japońskich milenialsów jedną z nisz, pozwalających uciec od mainstreamu. Ciekawe jest to, że Hatsune, która porywa te wszystkie tłumy dziewczynek, tak naprawdę nie istnieje, jest wokaloidem, hologramem. Nie musisz mieć ciała, żeby istnieć. Liczy się cyfrowa obecność i autokreacja, na przykład na Instagramie. To jest forma współczesnego formowania tożsamości.

„Serce miłości"

Zuzanna Bartoszek, bohaterka „Serca miłości", jest artystką czwartej fali feminizmu, konfesyjną, która ciągle się analizuje i stwarza na nowo. Jest w związku z artystą Wojtkiem Bąkowskim, który jest od niej starszy i bardziej rozpoznawalny. Oglądamy ich związek, gdzie fascynacja miesza się zzazdrością, a życie ze sztuką. Uczucia i emocje w tym związku, żeby zaistnieć muszą zostać przerobione na sztukę. Poniekąd taka strategia bliska jest „smutnej dziewczynie" - która stała się jedną z mileniajlnych ikon. Choć bohaterka filmu używa innego stylu niż klasyczne smutne dziewczyny z rozmazanym makijażem i zapłakanymi oczami, to swoją tożsamość buduje z emocjonalnego odsłonięcia i jego estetyzacji.

„1996 Lucy i trupy w basenie"

To film zupełnie inny niż reszta, zrobiony analogowo, nakręcony na VHSie - udaje nagranie, który znaleziono na targu, opowiadające o małym, offowym festiwalu muzycznym w Argentynie i o wypadzie dwóch dziewczyn na tę imprezę. Kontekst globalno-milenialny się zmienia, bo o ile w Tel Awiwie ludzie żyją w podobny sposób, co w Berlinie, który jest stolicą wszechświata dla nowego pokolenia, tak Argentyna jest krajem nieco oddalonym. Po kryzysie, jaki miał tam miejsce w poprzedniej dekadzie, wyrosło pokolenie ludzi, nieufnych wobec kapitalistyczno-liberalnej bajki.

To pokolenie nastawione na rzeczy retro i na reaktywację lat 90., więc sama analogowa forma filmu jest bardzo charakterystyczna, jak i decyzja, żeby żyć życiem innym niż konsumencki mainstream. Bohaterka, Lucy, wszystko co ma, znajduje na ulicy albo dostaje od znajomych. Jest to świadomy wybór i wszystkich ludzi na festiwalu łączy podobny styl życia: jak najmniejsze kupowanie, jak największe zdobywanie. Recyklingują nieco siermiężną estetykę sprzed lat poszukując autentyczności i wolności, jaką daje bycie poza systemem, gdzie wszystko musisz kupić i wszystko jest na sprzedaż.

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Mateusz Góra
Zdjęcie: Kadr z filmu „Serce miłości"

Tagged:
festiwal
sztuka
Kultura
Millenialsi
T-Mobile Nowe Horyzonty