​uwolnijcie swoje ciała

Oto kilka ciekawych obserwacji na temat ciała, które pomogą wam odrzucić normy dotyczące wyglądu i poczuć prawdziwą wolność.

|
04 Maj 2017, 12:25pm

kadr z filmu „drag becomes him

W czasie warszawskiej edycji LGBT Film Festivalu udało nam się porozmawiać o ciele z profesorem Remigiuszem Ryzińskim, filozofem, kulturoznawcą i pisarzem, autorem reportażu „Foucault w Warszawie". Festiwal niedługo zacznie się w Łodzi, Poznaniu, Krakowie i Katowicach, więc macie jeszcze szansę zobaczyć filmy, które pokazują, że warto wymykać się schematom dotyczącym tego, jak powinniśmy wyglądać. Remigiusz Ryziński ma dla was kilka ciekawych uwag, które pomagają w uwolnieniu swojego ciała, nieważne, jak określacie swoją płeć i seksualność. 

Po pierwsze pamiętajcie: „rodzimy się nago, reszta to drag"
Zwróciłbym uwagę na trzy filmy, które były pokazywane w czasie festiwalu - „Drag Becomes Him"„Kiki"„Gender Troubles. The Butches". Jednym z zasadniczych problemów, jakie się w nich pojawiają, jest wpasowania się queerowego ciała do heteromatrixu, w którym żyjemy. Jinkx Monsoon (zwyciężczyni 5 sezonu „RuPaul's Drag Race" i główna bohaterka „Drag Becomes Him" - przyp. red.) wyraźnie mówi, że jako chłopiec została poddana podwójnemu wykluczeniu ze społeczeństwa, które jasno określa kwestie, jak powinno wyglądać męskie ciało i zachowanie, ale także ze strony homonormy, mówiącej, jak masz się zachowywać będąc gejem. Jinkx mówi, że w takiej sytuacji warto stworzyć postać, którą możesz się stać i którą polubisz. Wydaje się to bardzo pociągające - dlaczego nie, skoro możesz to zrobić?

Zdaj sobie sprawę z tego, jakie są oczekiwania społeczne
Wszyscy, nie tylko osoby LGBT i kobiety, ale też heteroseksualni mężczyźni, są poddani matrixowi męskości, maskulinistycznej normie. Niezależnie, jaka jest nasza płeć, cielesność czy seksualność, wszyscy się jej kłaniamy ze względu na presję społeczną i kulturową. W naszych umysłach, chociaż to nieprawda i takie ciało nie istnieje, zakodowało się jako norma i wyznacznik człowieczeństwa. To jest duży problem, a maskulinistyczna norma odbija się też w życiu gejów. Musisz być męski, przypakowany, zadbany, absolutnie nie sfeminizowanym. Większość gejów nie poszukuje queerowych osób, które rzucają wyzwanie tej cielesności, ale macho, fetyszyzując ciało heteroseksualnego mężczyzny.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

I jak bardzo nas czasem ograniczają
Skąd się bierze w ogóle homofobia? Z mizoginii. Mężczyzna homofobiczny nienawidzi gejów i się ich boi, bo geje przypominają mu kobiety, które w jego przekonaniu muszą być „pasywne", „zależne", „podporządkowane". Taki macho widzi innego niż on sam mężczyznę i nagle czuje zagrożenie dla swojego gatunku, nie wie, co z tym zrobić, czuje, że to wyśmianie jego zachowania, boi się, że sam może się taki stać. W homofobii na pierwszy plan zawsze wybija się sfeminizowanie i pasywność - one czasami nawet nie wprost istnieją w umysłach homofobów, ale stanowią ich podstawowy problem. Chociaż może to zabrzmieć paradoksalnie, okazuje się, że mężczyźni tak bardzo boją się kobiet, że nienawidzą gejów.

Wyjście poza swoją strefę komfortu to akt odwagi
Na pewno podjęcie decyzji o przekroczeniu granic normatywnej cielesności budzi lęk, ale świadczy też o odwadze. Osoby odrzucające normy muszą przejść przez tyle w życiu, że chociaż nadal rzeczy, które je spotykają, są bolesne, potrafią sobie z nimi poradzić. Jinkx mówi w filmie, że „chociaż jest słabym chłopcem, to jest także silną kobietą". Chociaż jest brzydkim 20-latkiem, jest piękną kobietą 40+. Ta postać daje siłę.

Nasze pokolenie już wie, że zamiast się wpasowywać, lepiej odrzucić ustalone reguły
„Paris is burning" opowiada o latach 90. i nowojorskim środowisku gejów, czarnych oraz Latynosów, którzy są wielokrotnie wykluczani - ze względu na orientację seksualną, kolor skóry i sytuację ekonomiczną, bo najczęściej są biedni. Główne przesłanie tego filmu jest takie: Musimy odegrać pewną rolę i wpasować się w społeczeństwo. Wtedy być może zasłużymy na traktowanie normalnie. „Kiki", która przychodzi dwadzieścia lat później, mówi wprost, że to się nie udało.

Dlaczego osoba niecisgenderowa, nieheteronormatywna ma wpasowywać się w normy, które do niej zupełnie nie pasują i z zasady ją wykluczają? Tak zmieniało się spojrzenie osób odrzucających maskulinistyczne ciało jako wzór. Trzeba jednak pamiętać, że nawet znajdując się na obrzeżach norm, wpychamy się w kolejne schematy, nie ma od tego ucieczki. To nie jest tak, że powiem sobie: teraz będę zupełnie osobny. Możesz zaszyć się w puszczy z dala od ludzie, ale nawet wtedy wejdziesz w rolę pustelnika.

Wszyscy czujemy presję związaną z ciałem i tożsamością
Wszyscy, świadomie lub nieświadomie, borykamy się z problemem tożsamości. Składają się na nią płeć, seksualność, cielesność, rodzina, miejsce pracy, naród, kolor skóry, status ekonomiczny, a na końcu zostaje być może coś, co jest jednolitym kawałkiem, jakieś sedno, ale nikt nie wie, co to jest. Naszą istotą jest coś nieodkrytego, więc czy istnieje stała tożsamość? Nie. Dlatego nieustannie się zmieniamy, wchodzimy z jednej roli w inną.

Dlatego tak bardzo potrzebujemy akceptacji faktu, że jesteśmy różni
Zrobiłem najbardziej oczywisty eksperyment, którego nie robiłem wcześniej, może ze względu na lęk, co zobaczę. Wpisałem w wyszukiwarce obrazków Google słowo „gay" i zobaczyłem umięśnionych, „silnych" mężczyzn o gładkich ciałach. Mój umysł eksplodował - geje na poziomie ciała odnoszą się dalej do heteroseksualnej skali, na której biały, umięśniony mężczyzna z klasy średniej jest punktem odniesienia. Zawsze jesteś narażony na ocenę innych - od koloru włosów do rodzaju jeansów, które zakładasz. Wszystko wpisuje się w „jakiś" styl. Kiedy wyskoczyły mi obrazki „męskich" mężczyzn, to złapałem się na kryzysie tożsamości który dotyczy wszystkich ludzi, nie tylko gejów. Takie normy prowadzą do niebezpiecznych sytuacji, kiedy jesteśmy na nieustannej diecie, przyjmujemy dragi na przyrost mięśni, nie spotykamy się z osobami, które nie wyglądają tak dobrze, jak my, chodzimy cały czas na siłownię, zaniedbując inne rzeczy. Poprzez to, co robimy ze sobą, żeby dostosować się do normy, narażamy się na wykluczenie. Nie podejdzie do nas ktoś przeciętny, bo wyglądamy za dobrze, musimy się spotykać z ludźmi takimi jak my. Oceniamy i jesteśmy oceniani. To niebezpieczna sytuacja.

A po co właściwie powinniśmy buntować się przeciwko normom?
Na pewnym poziomie przekraczanie norm dotyczących ciała to wyraz buntu, poszukiwanie własnej ścieżki. Drugą sprawą jest to, że odczuwamy lęk przed niedopasowaniem, więc staramy się stworzyć własną normę, do której inni będą dążyli. Częstym zarzutem wobec parad równości jest to, że ludzie się „obnoszą ze swoją innością", a przecież manifestacja siebie poprzez pewną cielesność, estetykę, modę jest niezbędnym elementem tożsamości. Ona zapewnia nam miejsce w społeczeństwie, nasza wartość musi zostać określona publicznie, bo publicznie też zostajemy poddani ocenie i wykluczeniu. Dlatego w paradach równości, ale też w każdym spotkaniu z innymi ludźmi, nie chodzi o zaszokowanie, ale powiedzenie wprost: „tutaj jestem i taki jestem".

Nie bójcie się, że jesteście śmieszni, kiedy macie wyrazisty styl
Wiele kobiet nie wyjdzie z domu nigdy bez makijażu, podczas gdy mężczyźni mogą to zrobić. Kobiety od zawsze były narażone na presję dotyczącą wizerunku. Z drugiej strony ta wizja jest pociągająca. Jeśli wychodzisz i manifestujesz swoje wybory dotyczące cielesności i seksualności, to pewnie zastanawiasz się, czy warto i co ci grozi, ale jest też w tym element teatralności - chcesz zaistnieć, zostać doceniony, pozytywnie odebrany. Dlatego drag queens nie naśmiewają się z kobiet ani nie pokazują ich w krzywym zwierciadle, tylko podziwiają i odtwarzają kobiecość.

Internet może ci pomóc w przełamaniu nieśmiałości, ale bądźcie ostrożni z wirtualnym życiem
Na Instagramie i Facebooku otrzymujesz jasny komunikat w postaci lajków i serduszek. Masz konkretną odpowiedź, że ludzie cię lubią. Oczywiście zapewniając równocześnie poczucie docenienia, internet tworzy przestrzeń wykluczenia. Jeśli masz 300 znajomych, a polubi twoje zdjęcie 10 osób, to zastanawiasz się, co jest nie tak z tobą, w tym wizerunku, który prezentujesz. Życie w internecie jest groźne nie dlatego, że nie przeżywasz go w realu, ale dlatego, że uzależniasz się od aprecjacji, lajków. Wizerunek na Facebooku jest wykreowany, jak wyjście w makijażu. Nikt nie pokazuje tego, że rano jest zmęczony i jak naprawdę wygląda. Pokazuje zdjęcia przy romantycznej kolacji albo na imprezie wieczorem. Sami narzucamy sobie przekonanie, że wartością życia jest pobyt na siłowni, wyjście wieczorem albo wakacje. To, co pomiędzy jest jak wielokropek, cień na naszym życiu. To jest bez znaczenia, a jednocześnie jest najważniejsze, bo zabiera najwięcej czasu i poświęcamy temu najwięcej energii. Dlatego powinniśmy być ostrożni z wirtualnym życiem, chociaż może nam dać wiele wsparcia.

I na koniec pamiętajcie: nie ma czegoś takiego, jak „męskość" i „kobiecość"
Chciałbym, że istniało coś takiego, jak jasny przepis na „męskość". Tymczasem nie ma czegoś takiego, jak 10 punktów, w jaki sposób „być męskim". Drzewo, dom i syn już nie wystarczą. Wtedy byłoby łatwo - odhaczyłoby się je na liści i byłby spokój. Tak samo jest w przypadku kobiecości. Skoro jednak nie ma jasnego przepisu, możemy eksperymentować, szukać własnej drogi, być sobą.

Kredyty


Tekst: Mateusz Góra