Reklama

w dresie siła!

Być może sam kupiłeś sobie niedawno spodnie na siłownie albo przynajmniej zauważyłeś, że większość znajomych w takich chodzi. Dres oficjalnie stał się modny. Z tego powodu postanowiliśmy przyjrzeć się jego historii, zahaczając o francuskie getta...

tekst i-D Staff
|
16 Marzec 2016, 2:30pm

Kilka tygodni temu bawiłem się na imprezie zorganizowanej w ramach berlińskiego tygodnia mody. Wydarzenie organizowała spora marka specjalizująca się w produkcji odzieży sportowej. Stojąc na parkiecie wśród ludzi ubranych w dresy, czapki Ralpha Laurena i topy Stone Island, zacząłem się zastanawiać, dlaczego berlińska elita mody nagle zamieniła tuniki od Ricka Owensa na look rodem z brytyjskiego przedmieścia.

To nie był pojedynczy epizod. W ciągu ostatniego roku zarówno dresy, jak sportowe ciuchy, coraz częściej pojawiały się w redakcjach modowych i na wybiegach. Do najbardziej pożądanych należą „ubrania dla zakapiorów jak np. dresy Lacoste czy buty i czapki Nike". Dokładnie to usłyszałem z ust Andresa Branco, założyciela sklepu Wavey Garms, kiedy rozmawiałem z nim pod koniec ubiegłego roku. Więcej, jego wspólniczka (i siostra) Rihannon powiedziała mi wówczas, całkiem bezpośrednio, bez grama snobizmu czy złośliwości, że chodzi o to, żeby wyglądać jak prostak.

Z jakiegoś powodu panuje przekonanie, że subkultura dresiarzy występuje tylko na naszym, lokalnym podwórku, ale w rzeczywistości to nie fenomen lokalny, a międzynarodowy. Każdy kraj europejski ma własne określenie dla tej grupy, wywodzącej się najczęściej z klasy robotniczej. We Francji nazywa się ich racaille, w Wielkiej Brytanii chavs, w Rosji gopnik, a w Serbii dizelaši. Odpowiedniki blokersów można znaleźć nawet w Australii, gdzie na osiedlowych ławkach przesiadują lads czy eshays. Dresiarze występują więc pod wieloma określeniami.

Zdjęcie @eshaygram

Niezależnie jak ich nazwiemy, pod kątem stylu kierują się tym samym kluczem - dresowe spodnie, białe skarpety, buty do biegania (najczęściej czarne) i czapki z daszkiem Nike. Różnice są tak naprawdę kosmetyczne, zazwyczaj ograniczają się do konkretnych modeli czy marek.

Dla przykładu francuscy racaille muszą nosić Lacoste, w Rosji zaś najmodniejsze są ubrania Adidasa. Australijscy dresiarze łączą koszulki polo w paski Nautica z Nike'ami, a ich serbscy bracia do niedawna stawiali na Air Maxy albo Graphite Pumpy i spodnie Kappa. Do niedawna, ponieważ bałkański rynek „mody" szturmem wzięły sieciówki typu Decathlon.

W epoce zdominowanej przez szalonych Koreańczyków, którzy zapełniają serwery Instagrama zdjęciami samych siebie ubranych od stóp do głów w najnowsze kolaboracje Supreme, trend - o ile w ogóle zjawisko to można tak nazwać - ten może wydać się mało istotny.

Pochodzę z Belgradu, więc uwierzcie mi na słowo - dizelaši już w 1992 r. licznie występowali na ulicach mojego miasta (pierwsi pojawili się na nich bodajże pod koniec lat 80.). Kiedy po raz pierwszy obejrzałem „Nienawiść", klasyk Mathieu Kassowitza z 1995 r., moją uwagę przykuło to, że chłopcy z przedmieść Paryża ubierali się tak samo, jak ich rówieśnicy ze stolicy Serbii (lub odwrotnie). Jest to również jeden z powodów, dla których ten film był - i nadal jest - tak popularny wśród tej młodzieży.

Ten styl nie został spopularyzowany przez internet, zatem jak to możliwe, że można go zobaczyć w każdym miejscu na ziemi, w krajach różnorodnych demograficznie i to na grupach społecznych, które niekoniecznie słyną z otwartości?

Jo Turney, absolwent uczelni Bath Spa University, w artykule pt. „From Revolting to Revolting: Masculinity, the politics and body politic of the tracksuit" przybliża drogę, którą odzież sportowa przebyła od poziomu wygodnych ciuchów do ćwiczeń po apogeum swojej popularności w latach 70., czyli okresu wydania książki Jima Fixxa „The Complete Guide to Running".

Zdjęcie @laura.edginton

Mowa oczywiście o publikacji, która osiągnęła wśród środowiska biegaczy kultowy status i zmieniła tysiące przedstawicieli amerykańskiej klasy średniej w zapalonych fanów joggingu. Do tego momentu, czyli końcówki lat 60., głównie sportowcy nosili dresy. To właśnie ze względu na drastyczny wzrost liczby niedzielnych maratończyków stały się one powszechnie obecne w życiu codziennym.

Kiedy i w jaki sposób trend ten rozprzestrzenił się w całej Europie? Do końca nie wiadomo. Nie wiemy też, dlaczego przyjął się głównie wśród zmarginalizowanej młodzieży z klasy robotniczej, a nie między przedstawicielami klasy średniej tak jak w Stanach Zjednoczonych.

Pewne jest jedynie, że dres uzyskał swoje antyspołeczne oblicze gdzieś między rokiem 1980 a 2006. Momentem przełomowym mogło być słynne przemówienie Davida Camerona. ?"wczesny premier Wielkiej Brytanii oddał stosunek ludzi takich jak on, chodzących w garniturach białych kołnierzyków, do osób ukrywających swoje twarze pod kapturami bluz. W dużym skrócie - porównał ich do armii rebeliantów składającej się z młodych chuliganów.

Dres stał się popularny wśród Europejczyków w okresie kryzysu i upadku przemysłu ciężkiego, którego bezpośrednim efektem był drastyczny wzrost bezrobocia oraz obniżenie standardu życia wśród klasy robotniczej, głównie na Wyspach Brytyjskich. Jest w tym sporo ironii - odzież powszechnie utożsamiana z lenistwem i czasem wolnym stała się mundurem bezrobotnych, którzy wszelkim sposobem, wkraczając również na drogę przestępstwa, próbowali związać koniec z końcem.

Turney w swoim artykule porusza ciekawą tezę, według której dres wykorzystywany był przez przestępców, ponieważ był praktyczny. Kurtki są obszerne, zapinają się błyskawicznie, a spodnie mają ściągacze. Te ciuchy nie krępują ruchów i idealnie nadają się do przenoszenia i handlowania niewielkimi towarami. Więcej, luźne, nisko opuszczone spodnie stanowiły znakomite miejsce do przechowywania broni.

Teoria Turneya jest nie tylko ciekawa, ale bardzo prawdziwa. W latach 90. w Serbii dizelaši mieli zwyczaj wkładania bluz dresowych w spodnie, na które z kolei nakładali skarpety. Trend spopularyzował lokalny gangster Aleksander „Knele" Knežević. Legenda miejska głosi, że dzięki temu miał pewność, że pistolet, który trzymał przy pasie, nie wypadnie mu z nogawki podczas ucieczki przed policją.

W Rosji także możemy zauważyć podobne zjawisko. Naszym wschodnim sąsiadom dresy kojarzą się z członkami mafii z lat 90., którzy podobno byli gośćmi lubiącymi rzeźbić swoje ciała na lokalnych siłowniach. To chyba tutaj powinniśmy szukać źródła ich zamiłowania do odzieży sportowej.

Myślę, że aby zrozumieć ciągły, uniwersalny, pociąg do dresów, musimy przyjrzeć się jego znaczeniu symbolicznemu. Należy zaznaczyć, że nie jest to tylko trend, dresy nie są trwałe. Nie jest to też jednolity mundur, świadomie kreowany przez subkulturę o dobitnie deklarowanych wartościach, która mogłyby przyciągać do siebie kolejnych przedstawicieli (jak np. punk). Niewiele rzeczy poza sportem i dbaniem o formę fizyczną utożsamia się z męskością. Socjolog Michael Kimmel napisał w książce „The History of Men", że sport stał się sposobem na walkę z feminizacją, zmienia chłopców w mężczyzn. Tężyzna fizyczna jest tak ściśle związana z pojęciem męskości, że kobietom uprawiającym niektóre dyscypliny przykleja się łatkę babochłopów.

Nadaje to więc odzieży sportowej, a dokładniej jej użytkownikowi, swojego rodzaju temperamentu i poczucia siły fizycznej. Turney twierdzi, że „określenie dres promuje tradycyjne pojęcie męskości, to jest — mocy, rozsądku, determinacji, koncentracji, przywództwa i ostatecznie zwycięstwa".

Odzież sportowa porusza temat, który tkwi głęboko w naszej zbiorowej psychice. Niebezpieczeństwo czyhające tuż za rogiem, symbol degradacji społecznej - dresiarz jest po prostu manifestacją archetypu panującego daleko poza granicami jednego kraju.

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Aleks Eror