młodzi polacy w berlinie

W idealnym mieście miło spędzasz czas, bo na ulicy spotykasz ciekawych i otwartych ludzi, wynajmujesz tanie mieszkanie, masz dostęp do kultury i sztuki na najwyższym poziomie, realizujesz się. Zbyt piękne, żeby było prawdziwe? Niekoniecznie. To, jak i...

|
sie 31 2015, 8:35am

Czy Londyn wciąż jest jeszcze europejską stolicą młodej kultury, czy może palmę pierwszeństwa przejmuje Berlin? Jak żyje się w Barcelonie? Czy ulice Nowego Jorku to amerykański sen?

Wyruszamy w długą podróż i rozmawiamy z młodymi Polakami, którzy postanowili przeprowadzić się do wielkich, owianych legendą miast, żeby zrealizować swoje marzenia. Pierwszy przystanek: Berlin.
Niedawno w internecie pojawił się głos: „Młodzi Brytyjczycy mają dość gentryfikacji, wysokiego czynszu i tłumów w metrze, stawiają na Berlin, gdzie kwitnie młoda kultura". Brzmi znajomo? Od lat 90. stolica Niemiec to dla Polaków pomysł na szalony weekendowy wyjazd, a czasami nowy życiowy scenariusz. Postanowiliśmy sprawdzić, czy coś się zmieniło.
O życie w mieście nad Szprewą spytaliśmy berlińczyków z wyboru.

Olka Osadzińka, ilustratorka. W Berlinie znalazła się półtora roku temu, głównie dlatego, że nie mogła się zdecydować, gdzie chciałaby mieszkać, a stolica Niemiec wydawała się łatwym, tymczasowym rozwiązaniem tego problemu. Jej plan zakładał przeprowadzkę na wakacje, później miała się zastanowić, gdzie chciałaby mieszkać, ale już w połowie wakacji było jasne, że zostanie tu na dłużej - na razie bezterminowo.

Dlaczego tak łatwo się tu żyje?
Bo życie jest stosunkowo tanie, samochody jeżdżą równie wolno, jak wolno płyną tempo życia i woda w Szprewie. Wszyscy jeżdżą na rowerach, za którymi ciągną się dzieci i psy. Nikt się nie spieszy. Na imprezy chodzisz w niedzielę po południu, a w parku rozkładasz koc w poniedziałek o 13. W weekend jedziesz metrem nad jezioro, leżysz nad basenem w którymś z barów albo znów w parku. A mieszkasz w stolicy europejskiego kraju i korzystasz z jego infrastruktury i pełnego zaplecza.

Jakie były twoje pierwsze wrażenia?
To, co uderza w Berlinie, w porównaniu np. do Warszawy, to jego nonszalanckie zaniedbanie, a w większości miejsc właściwie brud, który nikomu nie przeszkadza. W pewnym momencie ja też się do tego przyzwyczaiłam.

Co zmieniło się po kilku miesiącach?
Teraz jestem w tej fazie związku z miastem, którą można określić jako spokojną akceptację i brak oczekiwań. Przestajesz zwracać uwagę na szczegóły, nie skupiasz się na różnicach, nie tłumaczysz tego, co widzisz, na język tego, co znałaś wcześniej, tak jak przestajesz przeliczać euro na złotówki podczas zakupów. Natomiast doceniasz to, co masz - dobre jedzenie, dobre muzea, zieleń, rzekę, spokojny rytm życia i niedziele w Panoramie.

W którym miejscu mieszkasz?
W Mitte. Ostatnio dość dobrze charakter tej dzielnicy ujął znajomy, komentując przeprowadzkę kolegi z Nowego Jorku: „Jeśli szukasz drogich restauracji i dobrze ubranych dziewczyn, to możesz mieszkać w Mitte, niczego innego tam nie znajdziesz". Mitte jest rzeczywiście stosunkowo drogie i jakoś tam stylowe. Znajduje się tu sporo muzeów i galerii, większość fajnych sklepów i zatrzęsienie restauracji. Jest to też dzielnica niespecjalnie lubiana przez pozostałe części miasta - każdy rejon Berlina ma swoją specyfikę i wybierasz się do poszczególnych dzielnic w konkretnym celu. Z kolei inny znajomy tak skomentował Mitte: „Nie po to przeprowadziłem się do Berlina, żeby płacić za drinki tyle co w Paryżu", wybrał więc piwko nad kanałkiem w Neukölln.

Czego powinni nauczyć się od Berlina włodarze innych miast?
To skomplikowana kwestia, ale na pewno jest kilka rzeczy - jedna z nich to kontrola wysokości czynszu wprowadzona niedawno jako uzupełnienie bardzo prolokatorskiego prawa. To miasto jest dostosowane do mieszkańców i stawia ich w centrum zainteresowania - każdy kwartał ma plac zabaw, kawałek zieleni, przestrzeń dla mieszkańców. Podobnie zagospodarowana jest rzeka. Nie musisz spędzać czasu w komercyjnie zarządzanej przestrzeni, by móc korzystać z uroków miasta - a to bardzo rzadkie w większości metropolii.

Czy myślisz, że to miasto staje się nową stolicą młodej kultury i kiedyś może odebrać palmę pierwszeństwa Londynowi?
Nie sądzę. Berlin to mentalne sanatorium i dom spokojnej starości dla młodych dorosłych. Ludzie nie przeprowadzają się do Berlina, żeby robić tu milionowe interesy, tylko żeby wyskoczyć na chwilę z pędzącego pociągu szybkiego życia. Nie ma tu rynku jako takiego. Większość firm, agencji kreatywnych, wydawnictw i przedstawicieli międzynarodowych spółek nie mieści się w Berlinie - dzielą się między Monachium, Frankfurt, Hamburg czy Düsseldorf. Każda branża i każdy przemysł - również kreatywny - potrzebuje finansowania i wspierających je struktur, których w Berlinie brak. Poza tym potrzeba jednak oddechu konkurencji na plecach i funkcjonowania w czymś, co można określić jako survival of the fittest - znajdziesz to w Londynie, Nowym Jorku, Paryżu, nawet w Mediolanie. W Berlinie w cenie jest raczej brak ciśnienia i pokazywanie, że na niczym ci nie zależy.

Co zawdzięczasz Berlinowi?
Spokój ducha i skupienie. I pewnie to, że znalazłam tu czas i przestrzeń, by dostrzec, co jest w życiu ważne - dla mnie i ogólnie.

Maldoror, projektant mody. W Berlinie od dwóch lat.

Opisz miejsce, w którym mieszkasz.
Mieszkam na Prenzlauer Berg, chociaż nie jest to mój pierwszy wybór. To najnudniejsza dzielnica w całym Berlinie, Niemcy z innych landów zjeżdżają się tu rozmnażać. Cała okolica to niekończący się ryk bachorów oraz przepychanki mamusiek i hipsterów w biegu po ekolody i biotampony. Kiedyś mieszkało tu dużo punków, naprzeciwko mojej kamienicy był dość znany pub Boomerang.

Dlaczego tak łatwo się tu żyje?
To mit. Jest łatwo, jeśli masz kasę i czas na zmarnowanie roku życia. Berlin oferuje rozrywkę na każdym poziomie. Pracownicy korpo z Polski znajdą tu towarzystwo i miejsce do zabawy, podobnie jak geje z LA czy modne dzieciaki z Londynu - stąd niesłabnąca renoma stolicy Niemiec. Tylko ludzie, którzy decydują się osiedlić w Berlinie na dłużej, są w stanie stwierdzić, jak naprawdę wyglądają problemy miasta i codzienne życie. I zrozumieć, że nie jest tu ani tanio, ani łatwo, natomiast na pewno przyjemnie...

Czego od Berlina powinni się uczyć włodarze innych miast?
Tanie mieszkania, nacisk na życie nocne, przyjazne ludziom prawo. Berlin to światowa stolica techno, łatwego seksu i tanich używek. Trudno o lepszą reklamę.

Czy myślisz, że miasto staje się nową stolicą młodej kultury, przyćmi Londyn?
To miasto zdecydowanie staje się stolicą wannabes, chyba nie znam większego obciachu, niż powiedzieć komuś na imprezie, że jest się artystą, DJ-em lub stylistą. Takich ludzi nie można brać na poważnie. Ale jednocześnie mieszka tu mnóstwo prawdziwych osobistości i - wracając do popularności miasta w kontekście weekendowego szaleństwa - trudno, żeby nie stawało się stolicą młodej kultury, jeśli wszystko kręci się wokół seksu, ćpania i imprez. Londyn nie ma nic wspólnego z modą, to zgentryfikowana skamielina.

Jak długo planujesz tu zostać?
Nie ma już następnego przystanku, to miejsce idealne. W Warszawie prowadziłem dość ekstremalne życie, ale to jest nowy wymiar. Nigdzie indziej nie poznałem tak ciekawych ludzi, nie muszę się też martwić o swoją przyszłość, bo wiem, że w Berlinie jest mój dom i na pewno sobie poradzę.

Weronika Adamowska, zajmuje się dystrybucją kinowa filmów dokumentalnych. W Berlinie żyje od roku. Kiedy mieszkając w Warszawie poczuła, że w swojej pracy nauczyła się już wszystkiego, doszła do wniosku, że pora na zmianę. Rozesłała CV. Razem z chłopakiem uznała, że Berlin może być ciekawym miejscem do życia. Znalezienie pracy i przeprowadzka zajęła im 2 tygodnie.

Gdzie mieszkasz?
W Friedrichshain to jest prawdziwy kawałek miasta, dużo młodych ludzi, miks narodowości, jest blisko. Ale Berlin to policentryzm. Każda dzielnica jest takim bytem samym w sobie, ma odrębny charakter, swój rytm i swoje knajpy. Jest takie określenie „Kietz", to oznacza najbliższą okolicę. Jeśli lubisz klimat posh, to pojedź na Prenzlauerberg, a jeśli wolisz alternatywny, „brudny" to wybierz Kreuzberg.

Co sprawia, że to miasto jest takie łatwe do życia?
Kultura! Dla mnie to jest bardzo ważne, mam wszystkie trasy koncertowe, największe wystawy, najważniejsze spektakle… nikt nie omija Berlina.
Ale przywiązuję wagę tez do prozaicznych rzeczy. Np. cieszy mnie to, że trawa w parku służy do siedzenia, a nie chuchania i obchodzenia w kolo. Tu w weekend wszyscy rozkładają się z kocami na trawie, biorą ze sobą koszyk z jedzeniem, freesbee i czerpią przyjemność z czasu na zewnątrz. Z okien swojego biura widzę ludzi na kajakach. To jest normalne, że na rzece jest przystań, w której można je wypożyczyć. To jest wiejsko -miejskie życie.
Uwielbiam to miasto, za ścieżki rowerowe, które są wszędzie, w ogóle nie poruszam się komunikacją publiczną.

Czy myślisz, że to miasto staje się nową stolicą młodej kultury i kiedyś może odebrać palmę pierwszeństwa Londynowi?
To śmieszne, bo czasami zdarza się, że w sklepie sprzedawca mówi do ciebie po angielsku, bo jest przyjezdny. Tu jest pełno takich ludzi, którzy nawet nie znają języka i nie próbują się go nauczyć. Ale nie wiem, czy Berlin w ogóle aspiruje. Tutaj zarobki są niższe niż w Niemczech (ok. 1 tys. euro) te stawki, często są zaniżone, bo jest wielu chętnych. Berlin to jest miejsce, gdzie ludzie cenią sobie wolny czas, dla wielu to jest świadomy wybór, kasa jest drugorzędna.

Czego powinni nauczyć się od Berlina włodarze innych miast?
Tu jest superenergia. Np. poprzedni burmistrz był zdeklarowanym gejem, dzięki temu miasto jest przyjazne.
Miasto słucha swoich mieszkańców, prowadzi politykę, która odpowiada ich potrzebom, a nie ekonomii, np., kilka lat temu ustalono, że tereny po stary lotnisku Tempelhof, zostaną przeznaczone na park, nikt nie wyprzedaje tej ziemi deweloperom, nie ma ciśnienia na zarabianie.

Czy zapuszczasz tu korzenie?
Razem z moim chłopakiem mamy ochotę ruszyć się za jakiś czas z miejsca. Plan jest taki, żeby nacieszyć się Berlinem a za kilka miesięcy wybrać się w długą podróż.

Marianna Serwa (piarowiec, współpracuje z „Novembre Magazine") i Radek Szcześniak (grafik). Do Berlina przyjechali po studiach, trzy lata temu.

Dlaczego tak łatwo się tu żyje?
MS: Nieograniczone możliwości definiowania własnej osoby. Nikt nikogo nie ocenia. Otwartość ludzi. Akceptacja różnych kultur.
RS: Ogólny wysoki komfort życia jest łatwiejszy do osiągnięcia niż w wielu innych zachodnich miastach - Berlin to druga najtańsza stolica w zachodniej Europie.

Czy myślicie, że to miasto staje się nową stolicą młodej kultury i kiedyś może odebrać palmę pierwszeństwa Londynowi?
MS: Mieszkaliśmy również w Londynie, więc znamy oba miasta, i myślę, że nie da się absolutnie ich porównać. Każde ma inny klimat, inne pozytywy. Kocham te metropolie - nie ma sensu, żeby z sobą konkurowały.
RS: Londyn i Berlin to miasta o zupełnie odmiennej tożsamości. Uważam, że powinny pozostać dokładnie takimi, jakie są obecnie. Berlin nigdy nie będzie Londynem, a Londyn Berlinem.

W jaką stronę powinny rozwijać się miasta? Co jest dla ciebie szczególnie istotne w miejscu, w którym mieszkasz?
MS: Ważna jest wolność tworzenia. Uwielbiam miasta, które inspirują mnie do przemiany i rozwoju.
RS: Bardzo lubię kontrasty. Przez co szczególnie cenię miasta, które posiadają bogatą historię, a jednocześnie przykładają dużą wagę do rozwoju technologicznego.

Jak długo planujecie tu zostać? Jeśli wyjeżdżacie, to dokąd?
MS: Dobre w tym mieście jest to, że można z niego wyjechać i ciągle podróżować, ale też zawsze z chęcią wracać. Tutaj czuję się jak w domu i myślę, że wiele osób podziela tę opinię. Berlin jest ciepły i powolny. Ma duże serce i równocześnie jest dziki. Myślę, że zostaniemy tu na dłużej. Mamy znajomych, którzy przyjeżdżają do Berlina na dwa miesiące, a potem wracają do siebie pełni energii. To miasto oferuje właśnie takie poczucie wolności.

Jak w trzech słowach określisz Berlin?
MS: Wolność. Przestrzeń. Zmienność.
RS: Przestrzeń. Przestrzeń. Przestrzeń.

Przeczytaj też: Londyn to koniec.

Kredyty


Tekst: Basia Czyżewska
Zdjęcia: Joanna Szproch
Marianna i Radek w ubraniach Nhu Duong.