wszystko dzije się w głowie

Krótka wycieczka po polskim muzeum erotyzmu.

tekst Mateusz Góra
|
17 Luty 2016, 12:50pm

Zdjęcia: Harley Weir, stylizacja: Julia Sarr-Jamois

Muzeum Erotyzmu na razie istnieje jedynie w internecie, chociaż Aleksandra Toborowicz i Michał Pałasz, założyciele najbardziej występnego wirtualnego miejsca w Polsce, cały czas szukają dla niego siedziby w rzeczywistości (stawiają na razie na Kraków, ale obiecali przemyśleć sprawę, jeśli zaprosi ich inne miasto). Mają też rzeszę wiernych fanów na Facebooku — 27 tys. followersów. Często wrzucają prowokujące projekty, które dotyczą naszego ciała i seksualności. A teraz zabierają nas na krótką wycieczkę po olbrzymim świecie „kosmatych myśli".

Kiedy pierwszy raz w waszych głowach pojawił się pomysł na Muzeum Erotyzmu?
Ola: Kiedy zastanawiałam się nad tematem dyplomu w Pracowni Form Reklamowych na ASP w Krakowie. Szukałam tematu niebanalnego.

Michał: Wtedy ja szukałem inspiracji do licencjatu na kulturoznawstwie międzynarodowym. Pojechaliśmy, to był 2007 rok, odwiedzić znajomą w Londynie i byliśmy na wystawie w Barbican Centre - „Art & Sex. From Antiquity to Now". I chwyciło.

Co waszym zdaniem jest głównym rozróżnieniem pomiędzy pornografią a erotyką?
Michał: W erotyzmie nie musi chodzić o nagość, która i w pornografii i w erotyce jest kluczowa, podobnie jak (najczęściej), stosunek seksualny. W erotyzmie wszystko dzieje się w głowie.

Strona muzeum jest podzielona na trzy ścieżki - wstępną, wstydliwą i występną. Według jakich kryteriów wybieraliście do nich prace i dlaczego noszą akurat takie nazwy?
Ola: Chodzi o przekraczanie granic. Na warstwie wstępnej usytuowane są prace, które w ankietach przeprowadzonych przy pracy nad dyplomem zostały uznane za najmniej kontrowersyjne, na warstwie wstydliwej - te budzące więcej emocji, a na występnej - występne. Było ponad 150 ankiet, wypełnili je głównie znajomi.

Michał: Same nazwy warstw są zupełnie arbitralne. Podobały nam się. Dobrze też brzmiały po angielsku: novice, spice, vice. Prace wybieraliśmy wspólnie na podstawie poszukiwań w historii sztuki erotycznej, głównie książkowo-albumowych i internetowych.

Duża część prac opowiada queerowe historie. Jaki jest wpływ artystów LGBT na rozwój sztuki erotycznej?
Ola: To nie było zamierzenie przy doborze prac, ale dobrze, że tak mówisz. Nie planowaliśmy parytetów, ale tak wyszło. Sztuka LGBT to cały ogromny, oddzielny i tylko w jednym aspektów erotyczny dział sztuki, tak jak u artystów nie-LGBT. Więc - ciężko powiedzieć, jaki jest ich wpływ.

Michał: Na pewno są to prace bardzo barwne, często też pełne dramatu osobistego. Często jest tak, że ci artyści tą sztuką walczą o swoje prawa do seksualności.

A jaki procent z tych prac stworzyły kobiety?
Ola: To też jest do przebadania, nie liczyliśmy. Ale reprezentacja jest dość pokaźna. W sztuce współczesnej artystki tworzące sztukę erotyczną często nawiązują do akceptacji (albo jej braku) własnej cielesności.

Michał: Z kolei w historii sztuki, zupełnie jak w historii powszechnej, dopiero po emancypacji mamy dostęp do kobiecej sztuki erotycznej, z nielicznymi wyjątkami. To nie znaczy, że artystki nie tworzyły, ale że ich nie pokazywano.

Jak oceniacie polskich artystów na tle zagranicznych, jeśli chodzi o zainteresowanie tematyką erotyczną?
Ola: Mamy przeogromne ukryte bogactwo sztuki erotycznej w Polsce, zarówno młodej, współczesnej, jak i już uznanej - bez specjalnego wgłębiania się: Borowczyk, Żuławski, Młoda Polska, Natalia LL, „Szał uniesień" Podkowińskiego (wiele zależy też od interpretacji). Współczesne bogactwo odkryliśmy po rozpoczęciu działalności Muzeum Erotyzmu w mediach społecznościowych. Na Facebooku jest to jedno z najpopularniejszych polskich muzeów.

Przeczytaj też:
Całuj mnie słodko
Od a do z: randkowanie generacji Z
Nowa wizja męskości według Grace Wales Bonner

Kredyty


Zdjęcie główne: Harley Weir
Stylizacja: Julia Sarr-Jamois

Tagged:
Kultura
płeć
muzeum erotyzmu