Reklama

czy polska telewizja jest gotowa na drag queens?

Na świecie od lat święcą triumfy filmy i seriale spod znaku LGBT. New queer cinema, popularne sitcomy z homoseksualnymi bohaterami i telewizyjne walki drag queens stanowią integralną część popkulturowego krajobrazu. Jak na tym tle wypada nasze polskie...

tekst i-D Team
|
24 Luty 2015, 10:00am

Kadr z filmu

2 marca amerykańska stacja Logo wyemituje premierowy odcinek siódmego sezonu talent-show RuPaul's Drag Race, w którym uczestnicy ścigają się o tytuł Następnej Dragowej Supergwiazdy USA, wykazując się pomysłowością, umiejętnościami scenicznymi, wyczuciem stylu i poczuciem humoru, zwłaszcza na swój temat. Z każdym sezonem program zyskuje kolejnych zagorzałych fanów wśród publiczności, krytyków i - co znamienne - sponsorów. Natomiast serial Transparent o postanawiającym zmienić płeć ojcu trojga dorosłych dzieci szturmem zdobywa serca widzów i branżowe nagrody (jak dotąd dwa Złote Globy). Czy tego typu produkcje miałyby szansę zaistnieć i odnieść porównywalny sukces na naszym rynku?

Wikipediowy profil RuPaul's Drag Race nie ma nawet polskiej wersji, aledamsko-męskie przebieranki są u nas obecne od dawna, tyle że przedstawiano je zwykle w postaci gagów, żartobliwych qui pro quo.

W filmie Piętro wyżej z 1937 roku Eugeniusz Bodo w obcisłej kreacji à la gwiazda Hollywoodu śpiewająco przekonywał, że „seksapil to nasza broń kobieca", rozkochując w sobie przeciwnika, gderliwego sąsiada o takim samym nazwisku jak główny bohater: Pączek. Nieporozumienie za nieporozumieniem - kupa śmiechu.

Z kolei Jadwiga Smosarska tylko w męskim przebraniu miała szansę na zrobienie kariery na miarę swego, zdobytego zresztą za granicą, inżynierskiego wykształcenia w Czy Lucyna to dziewczyna? z 1934 roku. Film z jednej strony komentował sytuację kobiet na ówczesnym rynku pracy i ogólnie ich miejsce w polskim społeczeństwie, ale - nie oszukujmy się - chodziło głównie o to, by zobaczyć znaną aktorkę w spodniach.

Mijały lata, wiele się zmieniło, a w polskich filmach i serialach nadal do przebrania się za przedstawiciela płci przeciwnej zmuszała bohaterów tylko smutna konieczność życiowa. Wcale niezwiązana z orientacją seksualną.

W filmie Stanisława Barei Poszukiwany, poszukiwana z 1972 roku Wojciech Pokora jako Stanisław Maria, skromny historyk sztuki podejrzany o kradzież obrazu, przywdział perukę, wbił się w spódnicę i został pomocą domową Marysią. Oraz, a jakże, obiektem uczuć swego pracodawcy.

W Zmiennikach tego samego reżysera postać Ewy Błaszczyk spełnia się zawodowo jako wąsaty Marian, bo „zawód taksówkarza jest w zasadzie czysto męski". I w Zmiennikach, i w innych serialach z tego okresu, jak np. Czterdziestolatek czy 07 zgłoś się, także pojawiały się wątki gejowskie, głównie w formie kwestii typu: „A co to? Pedał jakiś?!".

Równie subtelny żart zapamiętałam z filmu Dzięcioł Jerzego Gruzy. Bohater zgubił w teatrze synka i spanikowany tłumaczy portierowi: „Szukam mojego chłopca". Na co portier: „Wyjście dla baletu jest z tyłu".

Transwestytyzm - heheszki, homoseksualiści - zboczeńcy. Tak to u nas najczęściej wyglądało, jeśli w ogóle się pojawiało. I w filmach, i w serialach. A teraz? Czy coś się w tej kwestii zmieniło? Jeśli nie w sprawie przebierania, to jakichkolwiek motywów homoseksualnych.

W telewizji, którą nasi rodacy oglądają częściej, niż chodzą na rodzimej produkcji filmy, homoseksualni bohaterowie są zwykle postaciami epizodycznymi, a ich portrety pokazują głównie stereotypy typu: zniewieściały projektant mody (grany przez Jacka Braciaka Pshemko z BrzydUli) czy gej (najlepszy przyjaciel głównej bohaterki, jak w Magdzie M.).

Promyczkiem nadziei jest serial Rodzinka.plktórego twórcy małymi krokami oswajają konserwatywną polską publiczność, a przy okazji zdecydowanie potępiają pogardliwe słownictwo tak często, także w mediach i polityce, stosowane w dyskusjach o płci. Gdy Natalia (Małgorzata Kożuchowska) słyszy, jak jej młodsi synowie w żartach wyzywają się od ciot i pedziów, wkracza do akcji i mocno ich beszta za używanie orientacji jako wyzwiska, bo to nie są „tylko słowa", jak próbują się bronić chłopcy, lecz słowa pełne nienawiści, prawdziwe obelgi.

Producenci najwidoczniej wzięli sobie do serca wypowiedź swej bohaterki, bo równie ostro zareagowali na scenę nienawiści w wykonaniu Daniela Dziorka, młodego aktora grającego kumpla jednego z synów tytułowej rodzinki, który na swoim profilu facebookowym napisał w zeszłym roku: „Moi znajomi z FB, którzy mają zdjęcia z parady równości, czyli z pedałami i z Grodzko, wypier***ją".

Owszem, wypier***li. Jego z serialu.

W znanych polskich filmach z ostatnich kilku lat wątek homoseksualny pojawia się coraz częściej i już nie w tak karykaturalnej formie jak w telewizji. W Sali samobójców Jana Komasy z 2011 roku uciekający w internetową nierzeczywistość główny bohater w pewnym momencie, a konkretnie w scenie sprowokowanego towarzysko pocałunku z kolegą, uświadamia sobie swój homoseksualizm. Ale reżyser skupia się raczej na mechanizmach i następstwach zaszczucia w sieci (i nie tylko), a nie na tym, co je wywołało. Powodem targnięcia się na życie Dominika (Jakub Gierszał) mogła być jakakolwiek nagrana i rozpowszechniona w mediach sytuacja z jego życia, niekoniecznie imprezowe całuski z innym kolesiem. Homoseksualizm Dominika jest przede wszystkim narracyjnym dopalaczem filmu, ważniejsze są emodemony bohatera.

Filmy W imię Małgośki Szumowskiej i Płynące wieżowce Tomasza Wasilewskiego, oba z 2013 roku, przedstawiają bolesne zmaganie się bohaterów ze swoją świeżo uświadomioną - bądź od dawna skrywaną - orientacją. Co ciekawe, w obu przypadkach sposobem na poradzenie sobie z rozterkami jest sport. U Szumowskiej grany przez Andrzeja Chyrę ksiądz namiętnie biega. U Wasilewskiego uwikłany w związek z dziewczyną i niezdrową relację z matką Kuba (Mateusz Banasiuk) wypaca swe problemy na basenie, miejscu rodem z teledysku do piosenki Smalltown Boy zespołu Bronski Beat. W obu filmach homoseksualizm przedstawiony jest z empatią, ale też jako ciężar, źródło problemów, swego rodzaju dopust boży - zwłaszcza gdy chodzi o księdza.

Pisarz Michał Zygmunt, który w swych powieściach (New romantic, Lata walk ulicznych, Nienawiść) na wiele sposobów porusza wątek homoseksualny, tak skomentował to martyrologiczne podejście do tematu polskich twórców:

- Nasza kinematografia, ale i literatura, są w dużej mierze zafiksowane na sadomasochistycznym wzorcu homomiłości cierpiętniczej, co bywa ciekawe i wzruszające (a nawet świetne formalnie), ale też monotonne.

W takim razie, czy powstają u nas dzieła zaprzeczające stereotypowi geja cierpiącego? Zygmunt:

- W literaturze ten schemat złamał Michaśka Lubiewem, ja też starałem się w Latach walk ulicznych przez miłość opowiadać o komercjalizacji uczuć. Wydaje się, że powstał dotąd u nas jeden film tego typu: Kisieland Karola Radziszewskiego. Mogła to być styropianowa opowieść o męczeństwie, w końcu bohaterem jest gej opozycjonista drukujący nielegalnie za komuny pedalskie ziny, ale nie. To historia faceta, który w punkowym duchu buntował się przeciw konserwatyzmowi dyktatury w almodóvarowskim stylu, robiąc pornokomiksy, przebierane imprezy, korzystając z życia, jak tylko mógł. I dziś, gdy jest panem w wieku emerytalnym, robi to samo.

Radziszewski od lat bezkompromisowo podąża własną drogą, redagując kultowy już „DIK Fagazine", realizując kolejne artystyczne projekty (America is not ready for this) i filmy, jak np. MS 101,opowiadającyo austriackim filozofie Wittgensteinie w duchu queerowych biografii Dereka Jarmana. Doceniany za granicą (poleca Michael Stipe z R.E.M.), także w Polsce jest swego rodzaju instytucją - bez zahamowań i kompleksów pokazuje homowątki jako jedną z wielu składowych osobowości swych bohaterów, a nie jedyną rzecz, która ich definiuje. Ale też nie próbuje ich zmiękczać na pożytek naszej średnio wyrobionej publiczności. Osobiście życzyłabym sobie wielu takich Radziszewskich w naszym artystycznym świecie, choć sam Karol robi za dziesięciu.

Wracając do pytania postawionego w tytule: czy polska telewizja, a co za tym idzie - polska publiczność, gotowa jest, by jak w RuPaul's Drag Race radośnie i bez uprzedzeń celebrować różność? Czy może jednak tkwimy jeszcze na etapie pracy u podstaw, doszlifowując równość? Anna Grodzka wciąż jest w mediach źródłem beki, ale przecież ktoś na nią zagłosował i nie bez powodu została pierwszą w Polsce i w Europie osobą wybraną do parlamentu, która publicznie ujawniła swój transseksualizm. Może nieprędko zobaczymy w polskiej telewizji program o piękniejszych od niejednej znanej mi kobiety drag queens, ale czuję i wierzę, że to w końcu nastąpi. Nawet jeśli nie w tym pokoleniu. To już zależy od nas.

Kredyty


Tekst Paulina Gorzkowska

Tagged:
Film
drag queens
Kultura
poszukiwany poszukiwana