Reklama

o tym, jak adidasy stan smith stały się modowym ewenementem

Noszą je wszyscy, od Phoebe Philo do Pharrella. Kiedyś – buty do tenisa, dziś – kultowy model sneakerów, ukochany przez wszystkich fashionistów. Przyjrzyj się ich ewolucji.

tekst i-D Staff
|
19 Czerwiec 2015, 3:14pm

Scenariusz z życia wzięty: młoda kobieta w klasycznych, biało-zielonych adidasach, model Stan Smith (75$), bierze do ręki bladoniebieską parę tego samego modelu z limitowanej edycji, zaprojektowaną przez Rafa Simonsa i rozważa ich zakup (455$). Można oficjalnie przyznać, że niepozorne, skórzane buty do tenisa, które wyszły po raz pierwszy w 1971 roku, zyskały bardzo wysoką pozycję w świecie mody. Klasyczne buty doczekały się reedycji w 2014 roku, po tym, jak dwa lata wcześniej zupełnie zniknęły z półek i zarobiły już na miano kultowych. Stan Smith dla butów sportowych jest tym, czym Levis dla jeansów, a Kim Kardashian dla selfies - całkowitą ekspresją formy.

Jednak, jak i kiedy to się stało, że te całkiem skromne adidasy zyskały w świecie mody status kultowych i że uwielbiają je wszyscy - projektanci, artyści, styliści i inni?

Oto historia butów w pigułce: adidas wypuszcza pierwszy model tenisowy w 1963 roku, nazwany dwa lata później „Robert Haillet" od nazwiska francuskiego tenisisty. Haillet kończy karierę, a firma zastępuje go Stanem Smithem, wówczas najlepszym tenisistą na świecie (obecnie ma 68 lat i mieszka w południowej Kaliforni). W 1971 roku model staje się rozpoznawalny jako „adidas Stan Smith", ale przez prawie całe lata 70. na butach widnieje podobizna Smitha, a napis powyżej brzmi „Haillet" - prawdziwy kryzys tożsamości sneakerów. Wielki krok nadchodzi w latach 80., ale to dopiero niedawno buty stały się prawdziwym modowym zjawiskiem. Sam Smith znajdują się w czołówce listy modeli tenisowych, zarówno pod względem sprzedaży, jak i inspiracji, a magazyn Complex umieścił je na 19. pozycji najbardziej wpływowych sneakerów wszechczasów.

Stan Smith w swoich butach, zdjęcie Getty Images adidas via Flickr

Yohji Yamamoto i Jeremy Scott zaprojektowali własne wersje, a ta Rafa Simonsa występuje w kolorze różowym, niebieskim i czerwonym i jest absolutnie sztos. Zielonobiały znak rozpoznawczy pojawił się na sukienkach Alexandra Wanga w kolekcji wiosna/lato 15. Buty miały już ponad sto edycji limitowanych, od kiczowatych (Gwiezdne Wojny), przez urocze (żaba Kermit) po zwyczajnie zajebiste (Method Man). W zeszłym roku z kolei, Pharell Williams wypuścił w Colette 10 ręcznie malowanych par adidasów Stan Smith, które wyprzedały się w mgnieniu oka.

Skoro jesteśmy już przy Pharellu i Method Manie, to warto zaznaczyć, że model ten ma bardzo głęboką historię w rapie i kulturze ulicznej. Na portalu Genius widnieje 578 wyników dla „Stan Smith". Posłuchajcie kawałka Jarrena Bentona My Adidas.

- słowa lecą: „I'm a sneaker addict and I need a fix, Polo with these Stan Smiths" [jestem sneakerowym freakiem i potrzeba mi stroju - polówki i Stanów Smithów]. Ale czy wyłapaliście ostatnie nawiązania do modelu w kawałku Lila Wayne'a It's Time to Give Me Mine? A co zutworem francuskiego rapera La Fouine'a, zatytułowanym Stan Smith, w którym powtarza się wers: „szykuję klasyk, na miarę Stan Smith!"

Podobnie jak z wieloma innymi trendami (kurtki w stylu militarnym, buty „mary jane", czy koszule flanelowe), bardzo możliwe, że przyłączenie modelu Stan Smith do hermetycznej, modowej rodziny, mogło odbyć się za sprawą Marca Jacobsa. Białozielone klasyki były jego pierwszym wyborem jeszcze przed wielką transformacją. Cały jego strój, a więc sneakery Stan Smith, granatowy sweter, luźne spodnie i okulary, przypominały ubiór projektanta po godzinach, kogoś, kto nie ma czasu zaprzątać sobie głowy ubiorem. Jacobs tak właśnie ubrał się na swój pokaz w 2004 roku, a także w programie Oprah w 2006 roku.

Phoebe Philo to kolejna osoba, której przypisuje się pomoc w uzyskaniu statusu kultowych przez model Stan Smith - projektantka kilka razy wyszła na wybieg właśnie w nich. Według niej, buty są papierkiem lakmusowym stylu, a w jej przypadku sprowadza się on przede wszystkim do neutralnych swetrów i spodni o męskich kroju. Jej oddanie temu właśnie modelowi świadczy o większym zjawisku w modzie, polegającym na dążeniu do bezpretensjonalnego szyku, co charakterystyczne już od lat 20., kiedy to Coco Chanel zaczęła projektować ubrania z dzianiny.

W 2013 roku Gisele wystąpiła całkiem nago (z wyjątkiem białych skarpetek i adidasów Stan Smith, ma się rozumieć) w sesji Inez & Vinoodh dla francuskiego Vogue'a, stylizowanej przez Emmanuelle Alt. Gdy Sam Smith we własnej osobie, porozsyłał nagie zdjęcie swym męskim znajomym, odpowiedź brzmiała jednakowo: „jakie znowu buty?" Może ziomki pana Smitha nie skupiali się zbytnio na obuwiu, ale inni owszem. Emmanuelle wyraziła się na ten temat następująco: „Warto nosić Stany Smithy nawet jeśli jesteś Gisele i nie masz na sobie nic, prócz nich".

Gdy już modowe ziarenko zaczęło nie tylko kiełkować, ale i zarażać, buty powróciły z wielkim hukiem w 2014 roku przy okazji reedycji. Twarz Stana Smitha firma zastąpiła twarzami modowych guru, a „zawodowi" fani sneakerów, tacy jak Sarah Andelman czy Humberto Leon zalali instagram zdjęciami spersonalizowanych adidasów, wywołując niesamowitą, sneakerową zazdrość (#sneakerenvy). Portal Footwear Newsogłosił model Stan Smith butami roku 2014.

Jak na ewenement modowy przystało, nie obyło się też bez lawiny podróbek. Wcześniej tego roku mówiło się, że białoczerwone sneakery, zaprojektowane przez Isabel Marant dziwnie przypominały kultowe adidasy - chodziło zwłaszcza o skórzaną, czerwoną wstawkę na piętach, jednak z tego, co widać, news został już usunięty z portalu The Fashion Law.

Efekt lawiny, wszczętej przez celebrytów, fashionistów, liczne kolaboracje oraz wszelkich przedstawicieli streetwearu, sprawiły, że model Stan Smith to model kultowy. Oczywiście nie doszłoby do tego gdyby nie sam wygląd adidasów - ich gładki, biały czubek, zielona wstawka i ogólna prostota, wpisują się w pojęcie podobnej czystości formy co krzesło Eames czy maszyna do pisania Valentine. To zjawisko konieczne. Trochę jak piłka do tenisa.

Kredyty


Tekst Rory Satran