„Moja mama jest moim największym fanem i ja jestem jej największym fanem", 2016, technika mieszana na papierze

czułość i niedoskonałość

O płci, pracy, prawdzie i miłości do mamy rozmawiamy z Pawłem Zawiślakiem aka Kropki Kreski, tuż przed otwarciem jego wystawy.

|
13 Grudzień 2017, 12:37pm

„Moja mama jest moim największym fanem i ja jestem jej największym fanem", 2016, technika mieszana na papierze

Paweł jest znany z pracowitości, jego rysunki powstają miesiącami — kropkowane i kreskowane z niesamowitą cierpliwością zmieniają się w imponujące hiperrealistyczne obrazy.
„Za dnia pracuję na etacie, a rysuję po godzinach, w nocy, w weekendy. Jest to moment, kiedy mam czas na wyciszenie i samorealizację, taka forma relaksu. Rysowanie jest dla mnie wolnością, a co za tym idzie szczęściem. Mówię o moim życiu, dojrzewaniu i światopoglądzie, dużo jest w pracach przemyśleń, trochę faktów, symboliki, humoru, nieco ułudy. Jest to forma pamiętnika, gdzie prace powstają przede wszystkim dla mnie. Przypominają mi o tym, gdzie się znajdowałem, o czym myślałem, co jadłem, czy byłem smutny, radosny, zakochany czy ze złamanym sercem”, mówi.

Ilustracja do książki „Włosy na muszli. Pięćdziesiąt sześć", 2017, grafit na papierze


Na jednym kawałku papieru rysuje zachwycające białe lilie i pomarszczoną skórę w niezdrowym żółto-zielonym kolorze. Kiedy pytam, co jest bardziej pociągające: piękno czy brzydota, odpowiada — „Mam w sobie niezgodę na presję społeczną, gdzie musisz wyglądać w określony sposób, bo trzeba, bo wypada. Twoja twarz ma być wygładzona w Photoshopie, z dziesiątkami filtrów Instagrama. Zakupy robimy tylko tam, gdzie światłem, wyszczuplającymi lustrami mamy poprawiać swoją samoocenę. Sprzedaje nam się kremy na zmarszczki, pod oczy, na przebarwienia, dla złudzenia... Ta presja mnie totalnie nie interesuje. Jeśli mam wybrać między pięknem a brzydotą, wybieram prawdę”.

Po chwili dodaje — „Portret mojej mamy to praca, gdzie kolorystyka świadczy bardziej o pięknie, o pięknie doświadczeń, chęci do życia mimo minionych, niełatwych lat. Twarzą, zmarszczkami, niedoskonałościami cery, przebarwieniami skórnymi, kolorystyką chciałem uchwycić przebytą drogę.

„Oszczerstwo albo martwe dusze w poczuciu bezkarności" , 2013, technika mieszana na panelu drewnianym

Część ludzi ta praca odstrasza, część zaś docenia hiperrealistyczny detal i jest to dla mnie zrozumiałe, każdy człowiek posiada przecież inną wrażliwość. Nie wiem, czy jest sens mówić o tej pracy, ją trzeba zobaczyć i samemu się ustosunkować, dodam jedynie, że lilie dla symbolistów traktują o długowieczności”.

Poza techniką jego znak rozpoznawczy to chyba penisy — gumowe, seks zabawki albo prawdziwe, zawsze wycyzelowane do najmniejszej żyłki.
„To wszystko wina Zuzki Krajewskiej” — śmieje się Paweł — „Dobrze pamiętam naszą rozmowę sprzed lat, gdzie powiedziała nonszalancko, jak to Zuza: młody, idź w erotykę, to się najlepiej sprzedaje. Nie miałem zatem wyjścia, z poszanowania dla Zuzy, jej pracowitości i kunsztu drążę temat.

„Późna starość, albo Mycobacterium Leprae”, 2011, technika mieszana na papierze



A teraz już zupełnie poważnie, narysowałem więcej dłoni, twarzy, kwiatków, zwierzaków niż penisów, ale niech będzie. Temat sam wraca. Jeden penis powstał do serii opowiadań, nie miałem wyboru, zilustrowałem tekst. Drugi powstał do dużego licencjackiego projektu w Royal Academy of Fine Arts, projekt nazywał się I’mperfect. Projekt poruszał temat przyjętych kanonów piękna w odniesienia do społeczeństwa, mówił o niedokonanościach ciała w kontekście samoakceptacji bądź jej braku. Rysowałem więc krzywe palce u dłoni, niesymetrycznie umiejscowione uszy i koślawego penisa. Projekt składał się z wielu dziedzin, zrobiłem zdjęcia, ilustracje, użyłem tekstu i to wszystko zebrałem w postaci projektu książki. Rysunki umiejscowiłem na tunikach, które były dołączone do książki. Akurat ten koślawy penis był mi potrzebny, aby rozważyć temat samoakceptacji osób transpłciowych w heteronormatywnym świecie. W dzień obrony pracy licencjackiej nauczyciele zobaczyli zdjęcie, na którym jest dziewczyna w tunice, a na niej nadrukowany penis w okolicy krocza. Przewidziałem reakcję — wybuchła salwa śmiechu. Profesorowie szybko umilkli, kiedy zapytałem, czy uważają, że dzisiejszy świat, wszechogarniający reżim piękna przypadkiem nie krzywdzi osób transpłciowych. Dostałem najwyższe noty”.


W tej całej osobistej, queerowej opowieści pojawia się rozczulająca puenta — mama. Paweł często wspomina, że to ona przywiozła mu pierwsze flamastry z saksów, to dzięki niej zaczął rysować, a teraz w pewien sposób dedykuje jej wystawę.
„Mama przy wielu trudnych decyzjach w moim życiu wspierała mnie, dawała możliwość popełniania błędów. W każdym momencie w moim życiu czułem, że jest. Nikt tak mocno, jak mama mi nie kibicuje, nie prowadzi merytorycznych rozmów dotyczących moich prac, nikt nie podsycał mojej ciekawości świata i życia w taki sposób jak mama, nikt tak jak mama nie cieszy się z moich sukcesów i nie wspiera w chwilach porażek. Myślę, że to wynika z miłości”.

Wystawę „Moja mama jest moim największym fanem” można oglądać w toruńskim CSW od 15 grudnia do 4 lutego 2018 roku.

@kropkikreski

Sprawdź też: