missy elliott: „potrzebowałam przerwy”

Królowa hip-hopu rozmawia z i-D o współczesnej muzyce, o współpracy z Pharellem i o poświęceniu dla sztuki.

|
16 Listopad 2015, 3:05pm

Missy Elliott raczej nie trzeba nikomu przedstawiać. Być może zobaczyliście ją po raz pierwszy w 1997 roku, oglądając kultowy teledysk do kawałka „The Rain [Supa Dupa Fly]". Bez względu na to - jej się nie zapomina. Missy od czasu własnego debiutu prawie 20 lat temu oferuje kompletnie progresywne idee piękna, kobiecości i kreatywności. Nienawidzi konwenansów, zarówno w muzyce, w tekstach, jak i warstwie wizualnej. W czasach, kiedy artyści lubią obnażać dosłownie wszystko, zarówno w fizycznym, jak i metaforycznym tego słowa znaczeniu, Missy nigdy nie zdjęła ubrań, nigdy nikogo nie obraziła i konsekwentnie unikała błysku fleszy. Nie użyczyła swego imienia i wizerunku przeróżnym markom (z wyjątkiem Adidasa, którego kocha szczerą miłością). Zamiast tego Missy zajęła się swoją muzyką, tekstami i produkowaniem dla artystów takich jak Mariah Carey, Little Mix, Mel B, Lil Kim, Aaliyah, Ciara i Tweet.

Jednak przez długi czas o Missy zaginął słuch. Poza dwoma kawałkami nagranymi z Timbalandem w 2012 roku, jej ostatnie dzieło to album Cookbook z 2005 roku z hitem „Lose Control", wyprodukowany przez jej dobrego przyjaciela - Pharella. Od jakiegoś czasu krążyły plotki o jej powrocie, podsycane przez samą artystkę, aż wreszcie w zeszły czwartek Missy wypuściła teledysk do WTF (Where They From). Klip naliczył już do tej pory ponad 11 mln odtworzeń, a liczba ta nieustannie wzrasta. Podczas krótkiej, 12-minutowej rozmowy telefonicznej z i-D, Missy przyznaje: „potrzebowałam przerwy". Raperka, producentka i tekściarka zdradza nam, na czym polega jej podejście do muzyki.

Missy! Gdzie się teraz podziewasz na świecie?
Jestem w Nowym Jorku, gdzie trąbią klaksony, a ludzie się spieszą. Jestem tutaj!

Co powiesz na dotychczasowe reakcje na „WTF"?
Jestem cholernie i szczerze wdzięczna. W przeddzień premiery czułam się jak dziecko czekające na Św. Mikołaja. Powiem ci, że miałam swoje obawy (śmiech). Po prostu miałam nadzieję, że wszystkim się spodoba. Po pierwsze, dziękuję bogu, a po drugie Pharellowi, [reżyserowi teledysków] Dave'owi Meyersowi i [choreografce] Hi-Hat. Bez nich to nie byłoby możliwe.

Nie wypuściłaś nic swojego od czasów Cookbook, czyli od 2005 roku. Czy przez to czułaś na sobie większą presję?
O tak, presja była dużo większa! Kiedy ja i Tim nagraliśmy te kawałki [z 2012 r. - „9th Inning"i„Triple Threat"], to po prostu je wypuściliśmy, bez teledysków. Tym razem było inaczej, bo nakręciłam klip, więc sprawa toczyła się o więcej niż: „czy spodoba im się muzyka". Wiem, że ludzie mnie znają z moich teledysków, więc oczekiwania tych, którzy dorastali na mojej muzyce, na pewno były wysokie. Mój boże, przysięgam, że wypociłam swoje wszystkie kawałki w przeddzień premiery tego klipu, moja fryzura to był jeden wielki chaos.

Więc dlaczego akurat teraz? Czy to część jakiegoś większego projektu?
Cóż, to Pharell mnie namówił. Po występie na Superbowl [w 2014 r.] zadzwonił do mnie i spytał po prostu: „yo, co porabiasz?" A ja akurat sprzątałam dom. Wróciłam do normalnego życia, do odkurzania i wyprowadzania psów. Powiedział: „Nie chcę cię naciskać, ale ludzie za tobą tęsknią. Czy ty widziałaś, co tam się dzieje? Widziałaś listy przebojów?" Ja chyba nadal byłam w szoku... Wtedy Pharell oznajmił mi, że chce wejść ze mną do studia. A kto odmawia Pharellowi? Załatwił mi lot do LA, weszliśmy do studia, a Pharell do mnie: „yo, mam tu taki elegancki beat". Wiesz, Pharell jest bardzo zen, lubi jogę i takie rzeczy, jest taką kochaną osobą. A tu wyskoczył niczym osiedlowy ziomek: „yo, mam dla ciebie zajebisty kawałek, ja już napisałem swoje rapy, teraz ty nawiń swoje". Więc puścił mi to, a ja odparłam po prostu: „O matko boska". On na to: „Wiem, że zjesz to na śniadanie". Wtedy ja odpowiedziałam mu: „Ok, wiesz, daj mi się z tym oswoić, przespać". Gdy coś jest aż tak super, to nie lubię od razu w to wskakiwać, lubię to najpierw zabrać do domu i upewnić się, że na pewno dam z siebie wszystko. Pharell powiedział mi: „Słuchaj, pamiętaj tylko, kim jesteś. Zawsze dawałaś ludziom ogromną frajdę, porywałaś ich do tańca. Popatrz w lustro, żebyś nie zapomniała, kim jesteś. To jest twój czas". No i tak to było (śmiech). Jak już nagraliśmy kawałek, wiedziałam, że przyszedł czas na teledysk. Pomysł z kukiełkami podpatrzyłam u kogoś na ulicy i był w mojej głowie przez pięć lat, bo potrzebowałam kawałka, który by do niego pasował. Pokazałam więc Pharellowi filmik, a on odparł: „wiesz, że trzeba zrobić z tego teledysk?" Możesz wierzyć lub nie, ale klip kręciliśmy już od marca. Same kukiełki zajęły prawie 3 miesiące. Dużo w nim detali, pracowali nad nim ludzie od StarTreka.

Jaka koncepcja kryje się za teledyskiem?
Zaczęło się od kukiełek. Artystyczny make-up twarzy jest autorstwem mojej makijażystki. Scena z pudełkami była pomysłem Dave'a. Wszyscy wiedzieliśmy, że musimy wymyślić jakiś odjechany strój, stąd też ubranie z lusterek. To było coś najtrudniejszego do noszenia, bo składało się z pociętego szkła, więc leciała mi krew i w ogóle (śmiech). Byłam cholernie podekscytowana i nie mogłam usiedzieć w miejscu, ale wreszcie się udało.

Więc poświęciłaś się dla sztuki
Cóż, cierpiałam przy każdym moim teledysku. Wszędzie była krew!

W „WTF" jest wers, który mówi „nie poddawaj się, gdy inni w ciebie wątpią". Wspomniałaś też, że Pharell musiał ci przypomnieć o wpływie, jaki wywarłaś na kulturę popularną. Czyżbyś straciła wiarę w siebie?
Czy czułam, że nie mam już w sobie tego, co pozwala mi dalej robić muzykę? O tak, na pewno. Na pewno. Ja nigdy nie przestałam nagrywać, ale miałam okres, kiedy... Jedną rzeczą, o której wielu ludzi nie wie, to że przez cały czas bycia artystką, byłam również producentką i tekściarką. Pisałam więc teksty i produkowałam dla innych artystów, a w tym samym czasie musiałam podtrzymywać swoje własne brzmienie. Jednocześnie odtwarzałam styl Missy i robiłam coś unikalnego dla każdego z tych artystów. To było dla mnie bardzo ciężkie. Na początku nie, ale potem wszystko zaczęło się nawarstwiać i było coraz trudniej. Niewielu ludzi to robi. Artystów, którzy piszą i produkują zarówno dla siebie, jak i innych i w obu kategoriach odnoszą sukces, można policzyć na palcach. Dlatego potrzebowałam przerwy. A podczas tej przerwy trochę zatraciłam się w czasie. Potem zachorowałam [u Missy w 2011 r. wykryto chorobę Gravesa-Basedowa]. Był czas, kiedy zadawałam sobie pytanie: czy ja nadal mam w sobie to coś? Zwłaszcza gdy widzisz nowe pokolenie, nowe dzieciaki, a muzyka nie jest już taka sama, jak kiedyś. Myślałam sobie: jak ja się mam wpasować? To była walka. Chociaż z kolei ja nigdy się nie dopasowywałam. Przez ten cały czas przecież odstawałam od reszty. Ale walka toczyła się cały czas - czy ludzie nadal chcą słyszeć coś kreatywnego na krawędzi ryzyka? Ludzie mogą już nie akceptować twojej muzyki... Uporałam się z tym jednak i dzięki bogu za kogoś takiego jak Pharell. Wtedy „Happy" leciało dosłownie wszędzie, on nie musiał się ze mną niczym dzielić. Powiedział mi: „dzwoń do mnie, kiedy tylko chcesz, bo ja przeżywałem w swoim życiu to samo i chcę mieć pewność, że cię z tego dźwignę. Byłem tam i znam to uczucie".

Co sądzisz o rynku muzycznym w 2015 roku? Osobowości jak Adele, Rihanna, Kanye, Justin, Miley czy Taylor robią naprawdę dużo hałasu. Jakie są twoje myśli, jeśli chodzi o całokształt obecnej muzyki?
Trzeba przyznać, że jest wielu naprawdę wspaniałych artystów. Adele w tym momencie bije wszystkich na głowę. Rozumiem kogoś takiego jak Rihanna. Jest megagwiazdą, rozumiem to. Beyoncé - cóż, ona jest z naszych czasów i wykracza poza nie! To, co lubię w Kanyem, to fakt, że on też nie daje się urabiać jak plastelina. Robi to, co uważa za słuszne. Ludzie mogą kręcić głowami (śmiech), ale ja to szanuję i wiem, że gdy on robi muzykę, to nie myśli sobie: „robię to, co teraz jest na topie". Ja właśnie tak czułam się w studiu, więc doceniam takich artystów. Dlatego też Adele mogła zrobić sobie przerwę i wrócić. Pokazała, że gdy ma się talent, to ludzie na ciebie poczekają. Więc tak, jest dużo świetnych rzeczy. Dużo też pokręconych rzeczy, więc... Tak, nadal jest mnóstwo świetnej muzyki.

Missy, mamy dla ciebie jeszcze jakieś 14 milionów pytań, ale czas nam się kończy. Dzięki za to, że jesteś taka niesamowita. Zadzwoń do nas wkrótce!
Bardzo dziękuję. Cholernie mi miło, bardzo to wszystko doceniam. Dziękuję.

@MissyElliott

Czytaj też: Tylko w i-D! Pierwszy od 3 lat wywiad z Adele.

Kredyty


Tekst: Hattie Collins
Tłumaczenie: Zuza Bień