pierwszy w historii irański western o wampirzycy

Ana Lily Amirpour, reżyserka filmu „O dziewczynie, która wraca nocą sama do domu” o Elvisie, jarmużu i samotności.

tekst i-D Staff
|
28 Lipiec 2015, 1:25pm

O dziewczynie, która wraca nocą sama do domu nie jest typowym filmem o wampirach. Nakręcona w czerni i bieli, eklektyczna produkcja z angielskimi napisami ma dużo więcej wspólnego ze spaghetti westernami i kinem neonoir niż z „literaturą" dla nastolatków. 

Tytułowa dziewczyna, bezimienna bohaterka filmu, samotne noce spędza tańcząc do hitów nowej fali lat 80., kradnąc deskorolki i wgryzając się w szyje delikwentów z Bad City. Polska premiera już 14. sierpnia, tymczasem i-D rozmawia z reżyserką Aną Lily Amirpour o jej debiutanckim filmie.

Gdzie się wychowywałaś?
Co prawda jestem Iranką urodzoną w Anglii, ale większość życia spędziłam w Ameryce, więc w dużej mierze czuję się Amerykanką. Dojrzewanie dopadło mnie w Bakersfield w Kalifornii, bardzo dziwnym mieście, prawie takim jak to z filmu Footloose.

To nie tam kręciłaś swój film, prawda?
Kręciłam w miasteczku o nazwie Taft, jakieś 70 km od Bakersfield. Moja drużyna futbolowa z liceum grała mecze w przeróżnych opustoszałych mieścinach, w ten sposób w ogóle wiedziałam o ich istnieniu. Taft to miasteczko naftowe, ma największe stężenie ropy w całej Kalifornii. Znajdują się tam setki, może nawet tysiące platform wiertniczych, rafinerii i kominów na ogromnych polach naftowych. To naprawdę niesamowity, totalnie surrealistyczny i pierwotny krajobraz. Byłam nim kompletnie zafascynowana.

Czy ta przesiąknięta naftą panorama przypominała ci Iran?
Z jednej strony tak, ale w ogóle nie starałam się nawiązywać w filmie do prawdziwych miejsc, bardziej skupiałam się na tym, co mam w głowie i dokąd to prowadzi. Dla mnie sceneria jest tylko przypomnieniem, że bez względu na to, w jakie dramaty ludzie się wplątują, to przemysł jest niezmienny, stały. Tworzenie i odtwarzanie jest częścią tego, czym jesteśmy, co sobą reprezentujemy. Jak spotykam lub widzę ludzi ślęczących nad sałatką z jarmużu czy organicznym smoothie, to myślę sobie, że to jest trochę nienaturalne. Ja się czuję swobodniej w Vegas, wiesz? To jest bliższe ludzkiej naturze, bo jesteśmy bardzo dziwnymi, zabawnymi stworzeniami.

Powiedz coś więcej o muzyce w filmie.
Zazwyczaj jak myślę o jakiejś historii albo o wszystkich filmach, które kocham i którymi się inspiruję, czyli na przykład Skrawki, Prawdziwy Romans czy Dzikość Serca, to przeważnie na myśl przychodzi mi dziesięć konkretnych momentów. Nie chodzi o fabułę, bo to, co ja zapamiętuję z filmów to poszczególne sceny, momenty, bohaterowie... Z kolei muzyka kształtuje nasze postrzeganie tych rzeczy, więc jest częścią mojego procesu twórczego. Czasami to ona przychodzi najpierw, zanim w ogóle wymyślę scenę czy ujęcie. Słyszę dźwięk i już wiem, że to jest konkretny bohater, zabarwienie jego charakteru. Jeśli chodzi o Dziewczynę, to wiedziałam, że chcę mieć westernowe wibracje. W momencie, gdy właśnie skończyłam pisać scenariusz, poznałam Collina Hegnę, gitarzystę z The Brian Jonestown Massacre. Powiedziałam mu, że napisałam irański western o wampirach, a on na to: „mam taki projekt na boku, w westernowym stylu, nazywa się Federale". Gdy to usłyszałam, było pewne, że ten projekt właśnie będzie muzycznym trzonem mojego filmu. Wiedziałam, że niektóre ujęcia i sceny wyreżyseruję pod te dźwięki. To prawie jak tworzenie filmu pod muzykę, a nie odwrotnie.

Nie jestem zbyt religijna, ale na pewno wierzę w siłę muzyki. Jak jest pomieszczenie pełne ludzi w różnym wieku, o różnym kolorze skóry, wyznaniu czy orientacji seksualnej, to nic nie potrafi tak wszystkich połączyć, jak właśnie ona. Życie jest tak abstrakcyjne, że tak naprawdę to, co się dzieje w danej chwili, jest tylko w twojej głowie. A już zwłaszcza gdy próbujesz tę ideę przenieść za pomocą filmu, to często muzyka jest w stanie skanalizować ją lepiej niż jakiekolwiek słowa. 

W takim razie, idąc tym tropem, jak ważny był ubiór czy wyczucie stylu bohaterów dla historii, którą chciałaś opowiedzieć?
To, jak wyglądają i w co ubierają się postacie, odgrywa na pewno bardzo dużą rolę w każdym filmie, a już zwłaszcza w tym. Podobnie jak to ma miejsce z dźwiękami, wygląd bohaterów jest bezpośrednim odzwierciedleniem tego, w jaki sposób sobie ich wyobrażam. Ludzie, a właściwie ikony, tworzą kulturę. Był Elvis Presley, a następnie kultura rockabilly. Wszystko ulega mutacji i z czasem zmienia się w coś innego. Czy można w ogóle podsumować, ile rzeczy zainspirował taki Elvis? Albo Brigitte Bardot?

Samotność to bardzo istotna część każdego filmu o wampirach. Jak dokładnie odniosłaś się do tej kwestii?
Mam bardzo bliski stosunek z moją własną samotnością, odgrywa ona wielką rolę w moim umyśle. Samotność ma bardzo słaby wizerunek, a już zwłaszcza w dzisiejszych czasach, gdzie każdy ma telefon. Jednak dla mnie, jest bardzo ważną częścią mojego życia, którą kocham, szanuję i z którą jestem bardzo blisko. Oczywiście, że jak każdy, pragnę bliskości, ale tak naprawdę, większość okazji do jakichkolwiek interakcji z innymi ludźmi jest pusta, pozbawiona znaczenia, na przykład zamawianie latte, żeby polepszyć sobie dzień. Takie gówno przeraża mnie znacznie bardziej niż samotność!

Dlatego właśnie wolę być sama ze sobą, niż na siłę uciekać się do płytkich kontaktów z ludźmi. A jak już nawiążesz z kimś relację, która naprawdę coś znaczy i ma głębię, to wtedy dopiero ją w pełni odczuwasz. Nie wiem, czy to biologia, czy jakieś zwierzęce hormony, czy magia, nie wiem, co to, kurwa, jest, ale czasem po prostu widzisz drugą osobą i czujesz, jakbyś znał ją od tysięcy lat. Jest w tym coś bardzo kojącego. Jak dla mnie, wampir jest ekstremalnym przejawem samotności. Jest najbardziej samotny ze wszystkich. Ale czy to koniecznie musi być złe?

Co się kroi dalej?
Pracuję nad kolejnym filmem, będzie w kolorze i po angielsku, a tytuł to The Bad Batch. Jest to psychodeliczny western o miłości z elementami kanibalizmu. Jest całkiem romantyczny i ma totalnie zajebisty soundtrack. Nie mogę za bardzo nic więcej powiedzieć, ale gdy tworzę film, to czuję się jak w domu, czuję, że żyję, że jestem sobą.

Polska premiera filmu O dziewczynie, która wraca nocą sama do domu już 14. sierpnia. Wpiszcie tę datę w kalendarz.

@lilyinapad

Zobacz również: Poznajcie Sheilę Vand, gwiazdę filmu „O dziewczynie, która wraca nocą sama do domu".

Kredyty


Tekst: Emily Manning
Tłumaczenie: Zuza Bień
Kadry z filmu O dziewczynie, która wraca nocą sama do domu w reżyserii Any Lily Amirpour

Tagged:
Kultura
ana lily amirpor
film wywiady