Reklama

mężczyźni i ich relacje z modą

Faceci albo kochają modę, albo mają ją w nosie. Dlaczego?

tekst Maya Oppenheim
|
15 Styczeń 2016, 4:30pm

Wyraźnie widać, że mężczyźni lubią się prześcigać w zdobywaniu limitowanych kolekcji i wyjątkowych akcesoriów, które traktują jak Świętego Graala. Tak jak smakosze i pasjonaci motoryzacji, faceci zainteresowani modą wybierają, tylko to co najlepsze.

Najbardziej żarliwi fanatycy potrafią godzinami marznąć w kolejce, żeby wejść na targi sneakerheadów. Mężczyźni stanowią zdecydowaną większość konsumentów, którzy kupują produkty, wokół których narósł szum medialny. Może są lepiej ubrani od miłośników komiksów, ale wbrew pozorom wiele ich łączy. Oni też wielbią gadżety, tyle że wykonane z materiału.

Na tym porównania się kończą. W przeciwieństwie do fanów superbohaterów, modnisie zbierają ciuchy, buty i akcesoria, które są na czasie, żeby zaimponować innym. Szaleństwo przybiera różne formy. Ponad 10 lat temu, z okazji premiery nowego modelu adidasów, pod sklepem w Nowym Jorku doszło do zamieszek. W tym samym mieście znajduje się też sklep, który zajmuje się skupowaniem ubrań marki Supreme. Właściciel czeka, aż produkty zostaną wyprzedane na oficjalnej stronie firmy, a następnie sprzedaje je po wyższej cenie, najczęściej zagranicznym klientom. Jak widać, młodzi mężczyźni nie cofną się przed niczym, żeby zdobyć upragnione ubrania z limitowanej kolekcji.

Moschino jesień/zima 16, fot: Jason Lloyd-Evans

Marką otoczoną podobnym kultem jak Supreme, jest Stone Island. W późnych latach 90. była utożsamiana z pseudokibicami, ale teraz przeżywa swój renesans, za sprawą takich gwiazd jak Drake, Mike Skinner i Frank Ocean. Fani są bardzo oddani tej firmie, co w świecie męskiej mody jest rzadko spotykane. „Stoneysi" czczą włoską markę na poświęconych jej forach i stronach internetowych. Co więcej, te ubrania są drogie i ekskluzywne - popyt często przewyższa podaż - co zwiększa ich atrakcyjność.

Chociaż Stone Island to relatywnie młoda firma (założona w latach 80.), ostatnio rozkwitł rynek kolekcjonerów vintage'owych ubrań z ich kolekcji. Oliver Beer jest jednym z nich. W pewnym momencie posiadał ponad 200 kurtek tej marki. Teraz uszczuplił swoje zbiory i ma ich około 50. Tak bardzo kocha te ubrania, że w swoim testamencie zapisał, w której kurtce chce zostać skremowany. (Dla zainteresowanych: w parce CP Company z 1988 roku, z obszyciem z króliczego futerka na kapturze.)

J.W. Anderson jesień/zima 16, fot: Jason Lloyd-Evans

Ale Beer nie jest jedynym takim przypadkiem. Wielu mężczyzn kolekcjonuje ubrania. Hiroshi Fujiwara, wpływowy projektant streetwearowy, posiada prawie każdą rzecz, którą Vivienne Westwood stworzyła w latach 70. dla swojego sklepu Seditionaries. Do tego ma także jedną z najlepszych kolekcji Rolexów Daytona, zwanych potocznie „Paul Newman" (aktor podobno nosił swój ulubiony zegarek codziennie przez ponad 30 lat).

Beer i Fujiwara to może ekstremalne przykłady, ale wygląda na to, że fashioniści płci męskiej generalnie są bardziej skłonni do walki o błyskawicznie wyprzedające się produkty. Rozwój internetu i mediów społecznościowych bez wątpienia przyczynił się do wzmocnienia tej tendencji.

A może w grę wchodzi instynkt zbieracza? Wielu miłośników mody z oddaniem poluje na ubrania, zupełnie jak kolekcjonerzy dzieł sztuki. Tak jak jedni gromadzą antyki, inni zbierają adidasy. Pawie dumnie stroszą pióra, aby zwabić samicę - być może strojenie się jest naszym odpowiednikiem takiego zachowania. W końcu ubrania też dają mężczyźnie możliwość, aby zwrócić na siebie uwagę kobiet i zaimponować innym kolesiom, a do tego pokazują, że stać go na drogie produkty.

Alexander McQueen jesień/zima 16, fot: Jason Lloyd-Evans

Warto też zauważyć, że podobnie zachowują się przedstawiciele różnych klas społecznych. Mężczyźni z wielu grup pożądają luksusowych zegarków i ekskluzywnych kurtek. Wystarczy spojrzeć na angielskich pseudokibiców lat 80. i 90., którzy wywodzili się z klasy robotniczej: stroili się w drogie ubrania i dodatki ze Stone Island, Burberry i Lacoste. Nasi rodzimi dresiarze również uwielbiają polo i nerki z Lacoste czy Tommy'ego Hilfigera, oraz markowe skarpetki i czapki z daszkiem.

Moda męska nie jest już traktowana po macoszemu i nie pozostaje w cieniu damskich kolekcji, a sprzedaż ubrań dla facetów szybko rośnie i powoli dogania wyniki mody damskiej. Rozwój branży sprawił, że w społeczeństwie coraz bardziej akceptuje się kolesi, którzy są zainteresowani modą. W Wielkiej Brytanii ten rynek zwiększył się o 18 procent w ciągu ostatnich pięciu lat. Według prognoz, do 2018 roku będzie wart ponad 94 miliardy złotych.

Burberry jesień/zima 16, fot: Jason Lloyd-Evans

Jak można się domyślić, to faceci z pokolenia Y są najbardziej świadomymi konsumentami mody wśród mężczyzn. Co czwarty ankietowany Brytyjczyk w wieku 25-34 lata przyznaje, że przy zakupie ubrań kierują się ostatnimi pokazami mody. Jedynie 17 procent kobiet w tym samym przedziale wiekowym wyraża podobną opinię.

Nowoczesny mężczyzna uwielbia modę. Jak widać dni, w których skrępowani kolesie bali się ubrać nieszablonowo, odchodzą w niepamięć. Coraz częściej udaje im się pokazać swoje zamiłowanie do mody, bez przylepiania im łatki „metroseksualnego". Mimo to, ich podejście wciąż jest przesadnie „męskie". Przyciągają ich współprace znanych marek i limitowane kolekcje, a do tego częściej zmieniają pogoń za najnowszymi trendami w walkę o to, kto ma większy zegarek czy bardziej unikatowe adidasy. Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. To rosnące zainteresowanie modą męską oznacza, że coraz większa grupa facetów ma szansę pokazać swój styl.

Przeczytaj też:
Poznajcie sneakerheadów
Dlaczego mężczyźni ukrywają swoje uczucia?
Oto mężczyzna jutra

Kredyty


Tekst: Maya Oppenheim
Zdjęcie główne: Piczo
Tłumaczenie: Patrycja Śmiechowska

Tagged:
Μoda
moda męska