animal collective wydał nową płytę

Brian Weitz, znany jako Geologist, rozmawia z nami o życiu, muzyce i fanach Animal Collective.

tekst Briony Wright
|
22 Luty 2016, 3:46pm

Od ponad 15 lat David Portner (znany jako Avey Tare), Noah Lennox (Panda Bear), Josh Dibb (Deakin) i Brian Weitz (Geologist) wydają pod szyldem Animal Collective alternatywną muzykę, zmuszającą do myślenia. Zespół nieprzerwanie eksperymentuje z instrumentami, brzmieniem, gatunkami i kostiumami. Ich albumy i koncerty charakteryzują radosne, żywe dźwięki: od niekonwencjonalnego psychodelicznego rocka po taneczną muzykę, pełną niuansów i różnych instrumentów.

Znani ze swoich długich, zawiłych piosenek, tym razem poszli w innym kierunku - ich najświeższe utwory są krótsze i prostsze. Nowy album to ich interpretacja tradycyjnego techno i punku ze szczyptą Animal Collective.

Gratuluję nowego albumu. Wasza poprzednia płyta, „Centipede Hz", została wydana prawie cztery lata temu. Co w tym czasie robiliście?
Długo byliśmy w trasie koncertowej - przez półtora roku po premierze tamtego krążka. Potem zrobiliśmy sobie przerwę i gdzieś w połowie 2014 roku zaczęliśmy rozmawiać o „Painting With". 1 stycznia 2015 roku powstały pierwsze teksty piosenek, nad którymi pracowaliśmy 8 miesięcy, a teraz ćwiczymy przed występami na żywo.

Czy w całym procesie nagrywania albumu jest jakiś moment, podczas którego jesteście szczególnie natchnieni?
Teraz mieszkamy w różnych miejscach i musimy zaakceptować, że istnieją pewne ograniczenia czasowe. Ustalamy, kiedy mamy czas, pomiędzy wydarzeniami w szkołach naszych dzieci. Można czuć się bardzo pewnie podczas pisania, ale mieć obawy, że studiu nie wyjdzie z tego nic dobrego. Dla mnie najważniejsze jest nagrywanie pierwszej piosenki. Wtedy czuję, jak będzie brzmieć reszta albumu i mogę włożyć w to więcej energii.

Jakie pomysły stoją za „Painting With"?
Za wzór postawiliśmy sobie pierwszą płytę Ramones - album pełen krótkich, energetycznych piosenek. To całkowite przeciwieństwo wielu naszych nagrań, które nie mają żadnego bitu czy regularnego rytmu. Postanowiliśmy zrobić własną wersję pop-punku. Od tego założenia wyszliśmy.

Nagraliście album w legendarnym studiu EastWest Studios w Hollywood, w którym wcześniej pracowali Beach Boys. W filmie „Love & Mercy", opowiadającym o Brianie Wilsonie (liderze tego zespołu), świetnie ukazano magię studia. Widziałeś ten film?
Tak, widziałem go przypadkiem, dzień przed rozpoczęciem nagrań. Akurat leciał w telewizji i obejrzałem go z żoną. Spora część rozgrywa się w tym samym pomieszczeniu, w którym pracowaliśmy.

Czy naprawdę można tam uzyskać tak niesamowite brzmienie?
Tak, dźwięki były głębokie. Same instrumenty, pianino, wokale - wszystko brzmiało świetnie, szczególnie w komorze bezodbiciowej. Dzięki temu doceniliśmy analogową robotę i kunszt artystów z lat 40., 50. i 60.

Teraz muzykę nagrywa się inaczej.
EeastWest Studios ma swoje własne oprogramowanie, więc jeśli chcesz brzmieć jak w ich komorze pogłosowej, to możesz sobie kupić wtyczkę do programu Pro Tools i gotowe. Nagraliśmy kawałki w komorze i uważamy, że jest dużo lepsza, ale zrobiliśmy też test, żeby sprawdzić, czy uda nam się odróżnić prawdziwe nagranie od komputerowej wersji. Nie ma najmniejszej różnicy. Żadnemu z nas nie udało się ich odróżnić.

Skoro już o technologii mowa, to porozmawiajmy o waszym teledysku do kawałka „FloriDada". Kto go dla was zrobił?
Za wideo odpowiedzialna jest grupa PFFR - wcześniej wydali animację „Xavier: Renegade Angel", która bardzo nam się podobała. Od lat chcieliśmy nawiązać z nimi współpracę.

Okładka też jest piękna, kto ją wykonał?
Mój przyjaciel, Brian McGraw z Gang Gang Dance. Jest świetnym artystą.

Od lat jesteście wielką częścią nowojorskiej sceny muzycznej. Czy zauważyliście, jak w tym czasie zmieniła się wasza publiczność? Pewnie macie wielu oddanych fanów.
Okaże się w trasie. Wydaje mi się, że nie jesteśmy zespołem, którego ludzie słuchają całe swoje życie. Na koncertach wszyscy wyglądają bardzo młodo i najbardziej lubią nowe piosenki. Nie jestem aktywny w mediach społecznościowych, do jedynych interakcji z fanami dochodzi na koncertach. Widzę, że część z nich przychodzi na koncerty od dziesięciu lat - to wspaniałe. Może jest ich więcej, ale po prostu stoją z tyłu!

Przeczytaj też:
Klip Run the Jewels spędzi sen z powiek wszystkim kociarzom
- Oglądamy zdjęcia z imprezy dla modowych freaków
-
Ściągasz ulubione kawałki z pirackich stron?

Kredyty


Tekst: Briony Wright
Tłumaczenie: Patrycja Śmiechowska

Tagged:
animal collective
painting with
wywiad
muzyka wywiady