odważny, homoerotyczny zin „vitium”

„Chcemy pokazywać szczere chwile i prawdziwych ludzi”.

tekst Lewis Firth
|
30 Marzec 2016, 1:40pm

Punk wyrósł ze społecznego i politycznego niepokoju w połowie lat 70. Stworzyli go zepchnięci na margines i pozbawieni praw ludzie. Zmienił wszystko — od sztuki po modę, łącznie z subkulturą gejów. Z punku zrodził się m.in. queercore, ruch czerpiący z punkowej postawy i wykorzystujący ją w swoich celach, to była odpowiedź społeczności LGBTQ na pogardę.

Matt Lambert i Jannis Birsner uchwycili podobną energię w nowym zinie, „VITIUM". Mężczyźni ze zdjęć uprawiają seks pełen namiętności i czułości, bez zbędnego upiększania. Fotografie są szczere, odrzucają purytańską, heteronormatywną wersję przedstawiania społeczności LGBT. Współczesne zagadnienia związane ze społeczeństwem i cyfrową erą stanowią ciekawy kontekst dla zinu, który obnaża też cenzurę, kontrolę i manipulację interakcji w sieci.

Co przyciągnęło was do queercore'u?
Matt Lambert: Głównie estetyka i nieokrzesana energia związanych z nim obrazów. Dorastałem w Los Angeles w latach 80. i 90. Wtedy czułem się mocno związany z punkową sceną, jej bezpośrednim i bardzo emocjonalnym językiem wizualnym. Mimo to było w niej coś wykluczającego. Później odkryłem queercore i ludzi takich jak Bruce LaBruce, Vaginal Davis oraz zespoły, np. Pansy Division. Kilka lat później współpracowałem z grupą Bare Bones w Londynie. Tworzyliśmy punkową gazetę i organizowaliśmy wielkie, multidyscyplinarne wystawy. W „VITIUM" jedynym sposobem na zaprezentowanie prac, było odejście od świata mody i zbliżenie się do estetyki własnoręcznie robionych zinów i niezależnych magazynów pornograficznych. Chcieliśmy, żeby „VITIUM" pokazywał prawdziwy świat i żyjących w nim facetów. Miał być surowy, czysty i intymny, jak zakazany owoc.
Jannis Birsner: Chcieliśmy też nawiązać do starych zinów, np. „Bound and Gagged" i „S.T.H.". Podobał mi się pomysł odtworzenia platformy dla grupy ludzi, których łączą „grzeszne" (przynajmniej według społeczeństwa) zainteresowania, zupełnie jak sprzed ery internetu.

5 polskich niszowych magazynów i zinów, które powinieneś znać

Wykorzystanie formatu zinu jest potrójnym środkowym palcem: jednym dla hetero-hegemonii, drugim dla mediów społecznościowych i trzecim dla panującej w nim cenzury.
ML: Większość platform, jak Facebook i Instagram, mocno cenzoruje treści. Za to Tumblr stał się wysypiskiem pornografii i pustym modowym moodboardem.

W mediach społecznościowych cenzura jest bezkarna. „VITIUM" jest mocny, hardcore'owy, i przesiąknięty seksem — podważa panujący porządek.
ML: Ludzie dziś bardzo chętnie dzielą się wszystkim, ale nie pokazują szczerości, prawdziwej bliskości czy seksualności. Oczywiście na Instagramie jest wiele niesamowitych osób, przekraczających granice, ale oprócz nich pełno pustych i nieangażujących treści. Bruce LaBruce czy artyści następnego pokolenia, jak Slava Mogutin, Gio Black Peter i Brian Kenny są bezpardonowo autobiograficzni. Często sami występują w swoich pracach, a ich fetysze są częścią procesu twórczego.

Zdjęcia chłopców z Tindera

Takie bezpardonowe zachowanie i treści są mocno inspirowane latami 80., prawda? Bezustannie czerpiemy z przełomowych osiągnięć tamtej dekady.
ML: Ostatnio zacząłem pracować również z modą. Dla mnie to najbardziej logiczna przestrzeń do komercyjnej pracy. Ale gdy patrzę na filmowców i fotografów ze swojego otoczenia, widzę fetysz marek. Niezależne projekty artystyczne i kolektywy biją się o współprace z firmami, małe magazyny chcą zostać kupione przez wielkie wydawnictwa. Te, które pozostaną naprawdę niezależne, mają coraz większe zobowiązania wobec reklamodawców. Kiedyś nikt nie chciał pieniędzy wielkich marek. Teraz wielu fotografów pragnie kontraktów, żeby mieć jakąkolwiek renomę. Taka pogoń za rynkiem tworzy podrobioną autentyczność.

„VITIUM" odrzuca heteronormatywne przesłanie, tak widoczne w dzisiejszym społeczeństwie, szczególnie w branży mody.
JB: Dziwnie patrzy się na gejów, przywłaszczających zachowania, których nauczyli się ze świata mody, które z kolei stworzyli geje zbyt wystraszeni, by naturalnie wyrazić swoją seksualność. Ukrywają się za sztuką, która promuje jałowy seks. Winię za to heteroseksualnych mężczyzn. Młodzi geje wyrażający swoją osobowość sami stają się marką, budując w sieci fałszywy wizerunek, dopasowany do marketingu i cenzury wielkich firm. Tym chłopakom brakuje głębi, zupełnie jakby próbowali zastąpić swoją seksualność brandami i fetyszami z reklam, zamiast poznać siebie.

Olly Alexander o homoseksualizmie i branży muzycznej

Kreatywność i seksualność zostają powoli ujednolicone i zglobalizowane, żeby lepiej się sprzedawać. To smutne. „VITIUM" wymierza temu cios.
ML: Globalizacja kultury młodzieży — czyli filtrowanie jej przez Dolinę Krzemową — oznacza, że świat musi obniżyć swoje wymagania i spłycić gust, żeby zrównać się poziomem z purytańskim, amerykańskim podejściem do seksualności.
JB: Nie można też zapomnieć o homofobicznych kryptogejach z branży mody, którzy wolą, żeby hetero model niezręcznie flirtował z kamerą, zamiast pokazać coś szczerego.

Branża jest zbyt zajęta żonglowaniem fałszywą wizją męskości, żeby to zrozumieć.
JB: Czym tak naprawdę jest męskość? Chłopaki z „VITIUM" nie są wyjątkowo szczupli czy umięśnieni — mają zwyczajne ciała. Są w zinie dzięki swojej postawie. Mają cechy, które typowo określa się mianem kobiecych, ale jednocześnie są atrakcyjni i męscy, bo z pewnością siebie wyrażają swoją seksualność. Męscy mężczyźni, to tacy, którzy czują się dobrze w swoim ciele i przy tym nie są dupkami.

„VITIUM" jest po części potencjalnym lekiem na ten zniekształcony homo-hetero koszmar, który trwa w branży.
JB: Tylko ludzie na górze mogą wprowadzić zmiany. Wielu heteroseksualnych mężczyzn zgrywa przesadnie pewnych siebie, bo nie czują się dobrze ze swoją seksualnością. Boją się, bo wcale nie są fortecą męskiej siły, którą omamiły ich media. „VITIUM" pokazuje, że jesteśmy pewni siebie i mamy zdrowe podejście. Wasz strach na nas nie wpływa.
ML: „VITIUM" nie proponuje gotowych rozwiązań, nie jest politycznym zinem. Nie jest postępowy, nie pokazuje różnorodności, która jest tak potrzebna (choć pracuję nad tym w nowych filmach). Ale przynajmniej jest szczery, osobisty i przewrotny. To mały wycinek naszego świata, w którym oprócz seksualności, jest także miejsce na bliskość. Chcemy pokazywać szczere chwile i prawdziwych ludzi.

„VITIUM" (wydawnictwa Bruno Gmünder Verlag i projektu Studio Yukiko) można kupić tutaj.

Jak stereotypy dotyczące płci wpływają na mężczyzn?

Kredyty


Tekst Lewis Firth 
Zdjęcia Matt Lambert
Tłumaczenie Patrycja Śmiechowska

Tagged:
LGBT+
LGBTQ
Matt Lambert
zine
płeć
zin
vitium