promienna julia cumming jest nową muzą slimane’a

Nastolatkę, aktorkę i basistkę z Bushwick, Julię Cumming, lepiej mieć na oku! Właśnie skończyła liceum i razem z kapelą Sunflower Bean idzie w świat jak burza.

tekst Emily Manning
|
01 Sierpień 2014, 1:30pm

Photography Kathy Lo

Obklejony przypominajkami o rachunkach, pokryty kredowymi rysunkami, zawalony kasetami VHS, w tym jedną ze Spice World. Loft modelki Saint Laurenta i basistki Sunflower Bean w Bushwick - Julii Cumming - jest równie pogodny i przyjazny jak ona sama. Gdy tylko nalała mi kubek orzechowej kawy Dunkin' Donuts (czyli nawiązała ze mną błyskawiczne połączenie duchowe) i pokazała sukienkę z nadrukiem w gitary, którą uszyła jej mama - byłam przez nią oczarowana. Choć zamyślona, jest bardzo rzeczowa: przerwała nasz wywiad tylko na chwilę, żeby przywitać współlokatorów, którzy właśnie wstali z łóżek. Nieważne, czy wzoruje się na Muppetach z kosmosu czy wychwala glamrockowych bogów pod niebiosa. Jej dziwny, cudaczny styl jest zupełnie normalny tutaj, w świecie Julii.

Opowiedz mi o swoich kapelach: Supercute! i Sunflower Bean.
Supercute! była pierwszą kapelą, z którą miałam do czynienia. Wszystko przez dawną przyjaciółkę, Rachel Trachtenburg. Dołączyłam do zespołu, gdy miałam 14, a ona 16 lat. Zespół był jej oczkiem w głowie, ale tworzyłyśmy go wspólnie. Robiłyśmy mnóstwo fajnych rzeczy, dano nam wiele różnych szans. Dobrze poznałam wtedy branżę i nauczyłam się odpowiedzialności. Byłyśmy bardzo ambitne, próbowałyśmy jak najwięcej z tego wycisnąć, ale i ja, i Rachel, miałyśmy też dużo innych pomysłów. Po długiej przyjaźni i wielu wydarzeniach każda z nas chciała je realizować. Nie było już sensu pracować razem.
W końcu wylądowałam w Sunflower Bean. Moi przyjaciele - Nick i Jacob - szukali basisty, więc okazało się, że pasuję jak ulał. Chciałam zrobić coś innego. Oba zespoły miały zupełnie różne brzmienia.

Jakie jest brzmienie Sunflower Bean?
Kiedyś nazywaliśmy je „neopsychodelią cyfrowej ery", teraz mówimy na nie po prostu „nocna muzyka", ale ktoś mógłby podsumować jeszcze inaczej. Jest trochę takie, jakby Black Sabbath zmiksować z The Smiths.

Moda i muzyka zawsze trzymały się razem, ale nikt nie zna ich obu lepiej niż Hedi Slimane. Opowiedz o waszej przyjaźni z Saint Laurent.
Szczególnie w Supercute! miałyśmy słabość do mody, zespół tworzyły bowiem same dziewczyny. Zawsze lubiłam ubrania - moja mama strasznie dużo szyje - więc w nich dawałam upust moim pomysłom. Wszystkie swoje kostiumy i szalone stroje robiłyśmy same! Na jedną z tras przygotowałyśmy wielkie spódnice z kolorowego sztucznego futra i połyskującej tkaniny, miałyśmy też futrzane kołnierze. Wyglądałyśmy jak kosmici z filmu, w którym wszystko byłoby z folii aluminiowej.
Dzięki temu zaczęłam angażować się w modę trochę poważniej. Odkryłam, że przez modeling też można wyrażać siebie. Nie zawsze tak jest, ale gdy pozujesz, czasami naprawdę czujesz, jakbyś tworzyła sztukę. Ale nie można się na to zbytnio oglądać, tak samo jak na Supercute! i to, co się z nim stało. Z Saint Laurent też miałam szczęście, jesteśmy z nimi jedną wielką rodziną!

Co było najważniejszą rzeczą, której jako muzyk nauczyłaś się przez lata?
To, że najgroźniejsze, co w 2014 roku może przydarzyć się muzykowi, jest zapomnienie o muzyce. Mamy tyle sposobów na autopromocję - i tak wiele presji, którą nakładamy na siebie sami, i którą narzucają nam inni. Musisz być najlepszy w mediach społecznościowych, mieć najlepszy newsletter… Wszystko ciągle trzeba ulepszać. Przeznaczasz na to cały swój czas, aż w końcu zapominasz, że przede wszystkim powinieneś robić muzykę. Jeśli czegoś się nauczyłam, to właśnie tej prostej rzeczy: trzymaj się własnego celu.

Kredyty


Tekst: Emily Manning
Zdjęcia: Kathy Lo

Tagged:
Hedi Slimane
bushwick
Sunflower bean
Julia Cumming
Supercute!
muzyka wywiady