zapomnijcie o paleniu staników, teraz mamy feministyczną bieliznę

Spotkaliśmy się z założycielką feministycznej marki bielizny Neon Moon. Rozmawialiśmy z nią o stanikach, piersiach i dysmorfofobii.

tekst Tish Weinstock
|
26 Marzec 2015, 9:25am

By uczcić wydanie najnowszego numeru i-D, zwracamy się do osób, które przeciwstawiają się niesprawiedliwościom naszego świata. I mówią głośno o tym, w co wierzą. Nieważne, czy są stare czy młode. Czy działają w indywidualnie, czy w kolektywach. To są właśnie dzisiejsi aktywiści, którzy pomagają zmienić nasze jutro. Jedną z tych osób jest 25-letnia Hayat Rachi. Z pomocą grantów od organizacji Prince's Trust i świetnej kampanii na Kickstarterze stworzyła firmę produkującą bieliznę. Nazwała ją Neon Moon. Powstrzymajcie się na chwilę od okrzyku „WTF?!". I wymieniania innych absurdalnych „feministycznych" wynalazków, które widzieliście już na swoich ekranach. Najpierw powinniście posłuchać, co Hayat ma do powiedzenia. Bo przedstawi wam sporo dobrych argumentów na rzecz swojej działalności.

W latach 70 kobiety paliły staniki na znak swojego wyzwolenia. Przenieśmy się jednak z powrotem do 2015 roku. I okazuje się, że dziś zmieniają uznaną formę tego, czym jest stanik. Hayat dorastała na blokowisku. Jest pierwszą osobą ze swojej rodziny, która poszła na studia (skończyła Kingston w 2012 roku, z tytułem magistra ekonomii i z najwyższą z możliwych ocen za naukę i obronę). Musiała jednak wywalczyć sobie dostęp do świata mody. Udało jej się dostać na staż w Elle, a także w firmie PR/dystrybutorskiej, której klientami są niektóre z najbardziej znanych marek bielizny. To właśnie tam jej frustracja spowodowana seksualizacją i uprzedmiotawianiem kobiet przez branże bieliźnianą sięgnęła szczytów. Co skłoniło ją do podjęcia działania. Tak narodziło się New Moon.

Hayat była zmęczona typowymi biustonoszami. Które usztywniają, kłują, wypychają do góry. Najeżonymi sterczącymi paskami i metalowymi drutami, według niej nie służącymi niczemu. Może oprócz dostosowywaniu kształtów ciała do idei, że kobieta to obiekt seksualny. Dlatego zaprojektowała własną kolekcję bielizny, skupioną na zapewnieniu wygody i odpowiedniej podpory (bez zmieniania jej w okropnie ograniczające swobodę i utrzymane w nieciekawej kolorystyce staniki sportowe). Celem Hayat jest wyzwolenie kobiet i przyniesienie im ulgi od presji społeczeństwa, wymagającego od nich podporządkowania się do określonych standardów wyglądu. Co jednak ważniejsze, jej projekty pasują do każdego typu ciała i każdych jego rozmiarów. I potrafią dostosować się do wszelkich naturalnych zmian w nim zachodzących. Odeszła też od chudych jak patyk wyretuszowanych dziewcząt o zadartym biuście, które zawsze widzimy w reklamach seksownych kompletów bielizny. Zamiast tego, przy tworzeniu reklam zwróciła się o pomoc do „prawdziwych" kobiet. Obdarzonych krągłościami, mających blizny, trądzik, cellulit czy włosy pod pachami. Chciała przez to podkreślić, że nikt nie jest doskonały. I że nie istnieje stała i niezmienna koncepcja tego, kim ma być kobieta. Spotkaliśmy się z młodą przedsiębiorczynią i aktywistką feministyczną, żeby porozmawiać o stanikach, piersiach i dysmorfofobii.

Czym jest feministyczna bielizna?
Ostatecznym celem feminizmu jest osiągnięcie pełnej społecznej, politycznej i ekonomicznej równości płci. Neon Moon to feministyczna marka bielizny, która nie seksualizuje i nie uprzedmiotawia dziewcząt. Nie skłania je do myślenia, że mają być wyłącznie przedmiotem wystawionym na męskie spojrzenia. Bo takie myślenie nie daje nam równych szans w życiu codziennym. Pragnę, by dziewczyny dążyły do stworzenia własnej definicji sukcesu. Standardy piękna obowiązujące w dzisiejszym społeczeństwie są niezwykle wąskie. A zwłaszcza te, które przyświecają branży bieliźnianej. Dlatego Neon Moon promuje kobiety o różnych kolorach skóry. I z dumą podkreśla, że jest marką przyjazną osobom LGBT, o niebinarnej tożsamości, aseksualnym i panseksualnym. To marka o pozytywnym nastawieniu do ciała, która wspiera wyzwolenie wszystkich kobiet i każdej #NeonMoonGirl, która popiera naszą działalność.

Dlaczego istnieje potrzeba, by pojawiła się taka bielizna?
Osobiście nie kupiłabym bielizny od marki, która dyskryminuje pewne typy budowy ciała, uprzedmiatawia kobiet i przedstawia je w sposób przeseksualizowany. Czemu miałabym zrezygnować z moich przekonań, żeby marki o takim nastawieniu mogły rosnąć w siłę? Byłam sfrustrowana i chciałam zmian. Dlatego stworzyłam sama coś odmiennego. Neon Moon stanowi alternatywną opcję. Dla wszystkich kobiet, które szukają marki nie zmuszającej ich, by dostosowywały się do narzuconych standardów wyglądu.

Jak wpadłaś na pomysł na swoje projekty?
Stworzyłam je z myślą o każdego rodzaju budowie ciała. W naturalnych proporcjach ludzkich kształtów kryje się tyle piękna. Moim zdaniem nie ma potrzeby stosowania push-upów, usztywniania czy fiszbinów. Staniki o miękkich miseczkach pozwalają piersiom zmieniać swobodnie kształt. Nieważne, czy wiąże się to z nabraniem/utratą wagi, cyklem menstruacyjnym czy po prostu z rośnięciem. Zaprojektowałam bieliznę, której kształt dyktuje kobiece ciało. A nie odwrotnie.

Jakie znaczenie ma fakt, że modelkami prezentującymi twoją kolekcję są „prawdziwe" kobiety z cellulitem i owłosieniem pod pachami?
Zdecydowałam, że żadnej z fotografii nie poddam retuszowi. Zamiast tego postanowiłam podkreślić cellulit, rozstępy, trądzik, blizny, piegi, włosy pod pachami, łonowe i na nogach. To są normalne atrybuty każdej kobiety. Chciałam pokazać, że posiadanie ich nie umniejsza w żaden sposób naszego szczęścia. Pragnę, by dziewczyny kwestionowały, dlaczego widzą modelki prezentujące bieliznę ukazywane tylko w jednym, określonym stylu. Dlaczego modelka przedstawiająca bieliznę nie może mieć włosów pod pachą? Czemu nie może mieć ich na głowie lub w okolicy krocza? Społeczeństwo mówi nam, że dziewczyny mają być takie a takie. Ale to wcale nie oznacza, że dziewczyna nie może powiedzieć: „dzięki, ale właściwie to jest mi dobrze z tym, jak wyglądam".

Dlaczego poprawianie zdjęć kobiet Photoshopem i sprzedawanie produktów w oparciu o wyidealizowany wizerunek jest złe?
To wręcz promocja dysmorfofobii. Podsuwa się tak dziewczętom, które i tak mogą już wstydzić się swojego zmieniającego się ciała, nieosiągalną dla nich definicję „piękna". Moim celem jest promowanie pozytywnego podejścia do ciała. Chcę to osiągnąć poprzez pokazywanie dziewczyny takimi, jakimi naprawdę są. A tak w ogóle, to co złego dostrzega się w kobietach, że ludzie muszą je poprzez retusz zmieniać w coś, czym nie są? Będę bardzo szczęśliwa, jeśli znajdzie się chociaż jedna dziewczyna, która spojrzy na modelkę Neon Moon i powie: „Wow, nareszcie jakaś dziewczyna, która wygląda tak jak ja".

Czy uważasz, że podkreślanie seksualnego charakteru piersi jest szkodliwe?
Tak! A powodem tego jest hipokryzja społeczeństwa. Społeczeństwo umieszcza wizerunki skąpo ubranych kobiet przy drogach, na autobusach, bilbordach i w magazynach. Piersi są na nich podkreślane jako ich najbardziej seksualna cecha. Ale kiedy kobieta chce nakarmić dziecko piersią w hotelu Claridge (a to jest jedynym celem istnienia piersi), to cały Londyn zatrzymuje się, by powiedzieć jej: „To jest oburzające, zakryj się i schowaj się w kącie". Niezły podwójny standard, prawda? Jak to sie ma do promocji równości w dzisiejszym społeczeństwie? Musimy zaprzestać uprzedmiotowiania i seksualizowania dziewcząt. Tylko tak świat stanie się miejscem, gdzie panuje większa równość. Zauważ, że znane marki nie przejawiają takiej tendencji do seksualizowania czy uprzedmiotawiania mężczyzn. To nie sprzedawałoby ich produktów!

Nad czym jeszcze pracujesz w tej chwili?
Nad kolekcją Mon Dieu na bieżący sezon! Kickstarter stworzył tak ogromną falę poparcia dla mojej działalności. To wspaniałe szaleństwo! Dzięki temu ekscytuje mnie przyszłość Neon Moon. Na bazie opinii od moich zwolenników planuje tyle innych, ciekawych projektów. Także czekajcie cierpliwie!

neonmoon.co

Kredyty


Tekst: Tish Weinstock
Fotografia: Fitria Tjandra

Tagged:
Wywiady
feminizm
generacja z
bielizna feministyczna