reżyser teledysku björk do "black lake" opowiada nam o islandii, efektach specjalnych i radzeniu sobie z krytyką

Poznajcie Andrew Huanga – młodego amerykańskiego reżysera, który zrealizował na specjalne zamówienie główną atrakcję retrospektywnej wystawy Björk w MoMA.

tekst Stuart Brumfitt
|
10 Marzec 2015, 6:25am

Wspominkową wystawę Björk w nowojorskim MoMA, wokół której od początku narastał ogromny szum, otworzono w ubiegłą niedzielę dla zwiedzających. Teraz oni muszą wydać ostateczny werdykt, skoro krytycy zdążyli się już wypowiedzieć o tej ekspozycji niezbyt pochlebnie. Za człowieka, który jest gotowy stanąć w obronie wystawy, możemy z pewnością uznać Andrew Huang. To reżyser nowego, dziesięciominutowego teledysku Björk do utworu Black Lake. Piosenki, w której wokalistka obnaża swoją duszę, opowiadając o rozpadzie swojego związku z artystą Matthew Barneyem. Klip sfilmowano w islandzkich jaskiniach należących do brata Björk oraz na bujnie porośniętych zielenią wzgórzach tej wyspy. Jednak, w kontraście do elementów zaczerpniętych z przyrody, w teledysku pojawiają się także wygenerowane komputerowo efekty specjalne. Między innymi strumienie niebieskiej lawy i wznoszenie się bohaterki wideo na wyrastających w górę elementach krajobrazu. Dla Huanga to już druga kolaboracja z Björk (wyreżyserował także jej teledysk do Mutual Core). Stał się przez to członkiem ekskluzywnej grupy filmowców mających na koncie współpracę z islandzką piosenkarką - w skład której wchodzą między innymi Spike Jonze, Chris Cunningham oraz Eiko Ishioka. W rozmowie z nami objaśnił, co można zobaczyć w stworzonej przez niego ilustracji muzyki Björk.

Żeby nakręcić ten teledysk, powróciliście wraz z Björk na jej ojczystą Islandię. Dlaczego?
Krajobrazy ukazane w tym filmie mają wiele wspólnego z faktem, że dla Björk ten album stanowi powrót do domu. Na przestrzeni wielu ostatnich albumów nieomal celowo unikała wspominania w jakikolwiek sposób o Islandii. A skoro przeszła niedawno przez niszczący psychicznie i emocjonalnie rozwód, kręcenie tego w rodzimych stronach było dla niej bardzo ważne. Terenowe wędrówki są od zawsze kluczowym elementem jej procesu twórczego - kiedy Björk pisze muzykę, wybiera się na piesze wycieczki. Chcieliśmy więc odegrać to w teledysku. Żeby Björk przechadzała się po Islandii, śpiewając jednocześnie tę piosenkę. Ten album jest niezwykle bezpośrednim dziełem. Gdybyśmy sfilmowali to gdziekolwiek indziej, w innym otoczeniu... wypadłoby to zbyt sztucznie. Musiała się znaleźć na Islandii, pośród natury, boso.

W takim razie dlaczego w klipie pojawiają się efekty specjalne?
Te efekty mogą robić zwodniczo oszczędne wrażenie. Tak naprawdę stworzenie ich wiązało się z ogromnymi nakładami pracy. Zwłaszcza dlatego, że ciecze bardzo trudno odwzorowuje się za pomocą animacji komputerowej. To długi obraz, trwa 10 minut. Ani przez nie czuliśmy się tak, jakbyśmy pracowali na teledyskiem - wręcz przeciwnie, odczuwaliśmy to tak, jakbyśmy robili pełnometrażowy film. Montowaliśmy wszystko w Adobe Premier. Wiele z efektów wkomponowaliśmy w materiał za pomocą programu Flame, wspomaganego użyciem Autodesk. Wykorzystaliśmy też oprogramowanie Maya i Houdini. Stworzenie nieprzesadnie zmodyfikowanego, surowego dzieła stanowiło dla mnie priorytet. Jednak jest to teledysk Björk, więc tę podróż trzeba było natchnąć czymś nadrealnym. Jako filmowiec, musiałem przyprawić nieco całą wizję. Za ideę bazową przyjęliśmy to, że kiedy Björk porusza się po przedstawionych krajobrazach, swoimi krokami wplata swoją muzykę w grunt. Za najbardziej emocjonalnymi i poruszającymi scenami stoi niepopoprawiana żadnymi trickami choreografia, nic więcej. Przygotowała ją Erna ?"marsdóttir, przyjaciółka Björk.

Sama wystawa doczekała się negatywnych reakcji ze strony krytyków. Jako osoba zaangażowana kreatywnie w jej powstawanie, jak odbierasz takie głosy?
Muszę przyznać, że trochę łamią mi serce. Bo widziałem, że każda decyzję dotyczącej jej kształtu przemyślano z ogromną rozwagą. Temu projektowi poświęcono całe tony rozważań. I wydaje mi się, że niektóre z tych recenzji nie są do końca fair. Muzeum nie jest medium, za pośrednictwem którego sztuka Björk nabiera największej siły oddziaływania. Ona sama przyjęła to do wiadomości. W ten sposób naprawdę wzięła na siebie spore ryzyko. Klaus [Biesenbach, dyrektor MoMA] jest jej serdecznym przyjacielem. Wydaje mi się, że postarał się z wielką troską i ostrożnością, by centralnym elementem wystawy były dźwięki. Dużo osób zignorowało przewodnik audio, jako niepotrzebny. A to właśnie w jego przygotowanie włożono najwięcej pracy. Ostatecznie praca Björk sprowadza się do dźwięków, mimo to ludzie ich nie słuchali. Pomieszczenie, w którym znajduje się instalacja wyświetlająca Black Lake, wyposażono de facto w najwyższej jakości immersyjny system udźwiękowienia 4D. Dostarczył go Marco Perry z firmy Immersive Audio. I jest niesamowity. W tym pokoju dźwięk wybrzmiewa naprawdę wspaniale. Zgadzam się z paroma argumentami krytyków. Ujęcie całego dorobku Björk w tego typu retrospektywie to wyzwanie, któremu nie da się sprostać. Ponieważ jest on po prostu zbyt rozległy. Nie ma wątpliwości, że jako artystka zasłużyła sobie na taką wystawę. Pytanie brzmi: jak do tego podejść? Wiem też, że konstrukcję architektoniczną MoMA uważa się za nieco dziwną, jeśli chodzi o stworzenie w niej przestrzeni dla wystaw. Na Manhattanie nie znajdziemy takich nieruchomości, do jakich dostęp ma choćby Tate Modern. Tak więc na problemy trapiące ten projekt złożyły się ograniczenia przestrzenne oraz budżetowe. Ale może ludzie powinni wsłuchać się odrobinę uważniej w to, co dla nich przygotowano.

A jakie konkretne zastrzeżenia pojawiły się odnośnie twojego filmu?
O filmie pojawiło się też kilka negatywnych komentarzy. Ktoś nazwał go zwyczajnym teledyskiem. Nie wiem, czy widziałeś ostatnio jakiś „zwyczajny" teledysk? Celem tego, co chcieliśmy osiągnąć za pomocą Black Lake - skoro wiedzieliśmy, że to indywidualne zamówienie od MoMA i że będzie elementem poświęconej artystce wystawy wspominkowej - było oddanie w 100% charakteru Björk. Jeżeli nie dostrzeżono w tym klipie takiej efektowności, jak w jej niektórych teledyskach, to właśnie o to chodziło. Chodziło o zdjęcie z tego wszelkich warstw i przedstawienie czegoś całkowicie nagiego. W istocie przed moją kamerą Björk nie próbowała grać. Gdy widzicie, że uderza się i płacze, to uwierzcie - naprawdę uderzała się i płakała. Jeśli już, to realizując Black Lake czułem się jakbym kręcił dokument. Że dokumentuje te wszystkie emocje, które wokalistka dusiła w sobie od półtorej roku. To, że mogłem być tam z nią - o piątej rano, wystawiony na przeraźliwe zimno - jest dla mnie ogromnym przywilejem. Stałem tam w puchowej kurtce, owinięty od stóp do głów ciepłymi ubraniami. A ona marzła tam, praktycznie goła. To cholernie silna kobieta, twarda jak skała. Przechadzanie się po podłożu tej jaskini przypominało spacer po żyletkach. Albo po szkle. Kamienie były kurewsko ostre, ale ona i tak robiła to całą noc.

moma.org

Kredyty


Tekst: Stuart Brumfitt
Kadr z teledysku Black Lake, wyreżyserowanego przez Andrew Huanga na zamówienie Museum of Modern Art w Nowym Jorku.